piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 32.

(...)
-Nie pójdziesz nigdzie sama.-odezwał się męski głos.

To był głos Justin'a. Odwróciłam się i od razu spojrzałam w jego czekoladowe oczy.Były pełne cierpienia i żalu.Patrzył na mnie i z niecierpiętliwością czekał jaki wykonam ruch.Chciałam go mocno przytulić ,ale moje czułam że moje ego by na tym ucierpiało.

-Nie będziesz mną rządzić,Bieber !-syknęłam i cofnęłam się na pięcie.
-Dobra,wal się, ja...sorry MY się o ciebie martwimy a ty masz to w dupie i idziesz gdzieś w nocy.Spójrz na Megan.-Pokazał ręką w stronę Meg i Harry'ego siedzących niespokojnie na kanapie.-Widzisz co jej robisz! Niszczysz ją psychicznie,ona się boi i martwi,ale jak zwykle dla ciebie najważniejsza jest twoja dupa.-
wygłosił mi długą "mowę".
-Ja..-nie wiedziałam co powiedzieć.-Pierdol się,Bieber.
-Właśnie będę szedł,przyłączysz się ?-zaśmiał się.
-Nie wolę nie...

Nagle poczułam jak coś zaczyna wibrować mi w kieszeni.Wyjęłam telefon i odebrałam.

-Zaraz będę wychodzić.-rzuciłam szybko.
-Właśnie co do tego..to dziś nie musisz przychodzić,coś mi wypadło.-zaśmiała się.-Więc do jutra.-rozłączyła się.

Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę schodów.Nie chciałam się obracać w stronę Justin'a,ale pokusiło mnie.Widziałam tylko jak wychodził z domu.Obróciłam jeszcze raz głowę i doznałam szoku.

-Megan!-krzyknęłam jej w twarz.-Wystraszyłaś mnie!
-Ja..przepraszam..-wyjąkała i od razu rzuciła mi się na szyję.

Tuliłyśmy się dość długo.Nagle poczułam że moja szyja staje się wilgotna ponieważ Meg zaczęła płakać.
Nie mam pojęcia dlaczego to robi.Czułam że łzy nabierają mi się do oczu.Nie mogę tego tak zostawić że ona płacze przeze mnie. Podniosłam lekko głowę i spojrzałam do przodu. Stał tam Harry i patrzył się na nas,nawet nie mrugnął,ale jak zobaczył że, się na niego patrzę szybko spuścił wzrok. Zamknęłam oczy i mocniej wtuliłam się do Megan.

-Dlaczego płaczesz?-wykrztusiłam.
-Ja..ja..-wyjąkała.

Nie powiedziała więcej nic,lecz puściła mnie i odeszła do góry.Byłam zmieszana.Jestem tu nie potrzebna. Megan przeze mnie płacze,Justin się złości, Harry jest zmieszany całą tą sytuacją i mam wrażenie że wszyscy mają mnie dość.Opuściłam głowę i zaczęłam płakać,zakryłam twarz dłońmi.Nagle usłyszałam głos.

-Nie płacz.-ktoś mnie dotknął w ramię.
-Harry,idź do Megan,ja nie wiem co się dzieje,nie chce żeby płakała...martwię się.-powiedziałam szeptem,nie mam siły na tą rozmowę,nie mam siły na nic.
-No to widzisz co ona czuje.
-Nie rozumiem.-podniosłam głowę.
-Nic jej nie mówisz...zastanów się,ona jest twoją przyjaciółką...-powiedział i poszedł na piętro.

Jestem w dołku psychicznym. Szczerze? Najchętniej bym teraz uciekła...

                                                                              *Oczami Justina*

-Nie..nie dam rady!-krzyknąłem przerywając pocałunek.
-Nie rozumiem..Justin,przyszłaś się pieprzyć czy kurwa co ?-zapytała trochę wściekła dziewczyna.

Odszedłem od niej i podniosłem koszulkę z podłogi ,ubrałem ją.Nie potrafię tego zrobić,to nie jest Victoria ,czuję się jak bym ją zdradził ,mimo tego że nie jesteśmy razem.

-Nie idź...-wyjąkała.
-Miley,kurwa ! Dość.-krzyknąłem i wyszedłem.

                                                                               *Oczami Megan*

-Czemu ona nie może tego pojąć że się martwię ?!-wykrzyczałam dławiąc się łzami.
-Meg,nie wiem...Ona też się martwi,wiesz?-zapytał Harry.
-Jakoś tego nie okazuje..-przewróciłam oczami.
-Może nie ma okazji...
-Nie wiem,Harry,nie wiem-westchnęłam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jest post ;D Przepraszam że,tak długo nie było.. :( Powodem tego było : komputer w naprawie i moje lenistwo... Jeszcze raz PRZEPRASZAM <3

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 31.

Ręce mi się trzęsą,nie umiem zapanować nad swoim ciałem,wiec całym ciężarem upadam na ziemię.Lezę na dywanie z podkulonymi nogami aż po brodę. On mnie kocha...albo nienawidzi. Zaciskam mocno oczy.Chcę się już obudzić.Po tym co przed chwilą usłyszałam nic mnie już nie zaskoczy,nic nie wywoła takiego szoku.Co mam teraz zrobić ? Coś mi mówi żebym z nim porozmawiała tak...szczerze, żebym o niego walczyła ,ale z pewnej perspektywy mam o co walczyć? Nie potrafimy się dogadać.Pewnie Justin ma zdanie :Jestem zabójcą nie mogę kogoś kochać,nie mogę wymięknąć. Przez pierwszy rok mojej "pracy" u Miley,miałam tak samo...ale miłości się nie wybiera,nie wiadomo kiedy przyjdzie...Nagle słyszę że dzwoni mi telefon.Podnoszę się i sięgam dłonią po niego.Leży na szafce nocnej..Patrzę na wyświetlacz :Miley. No super!Tego mi jeszcze brakowało,mieć jakieś "zadnie"...Niechętnie odbieram i usiadłam na podłodze opierając się o łózko.

-Hallo?-mówię cicho,ale tak aby mogła mnie usłyszeć.
-Victoria,jest sprawa...-zaczęła,ale jej przerwałam.
-Proszę,weź kogoś innego,ja nie dam rady iść na żadną akcję...proszę..-prawie błagałam.
-Nie chodzi o akcję-zaśmiała się.-A coś się stało?
-Nie ważne.-powiedziałam szybko.
-Bądź w magazynie za 15 minut.Jak nie to inaczej pogadamy.-rozłączyła się.

Chwyciłam się za głowę i cicho pisnęłam.Schowałam telefon do kieszeni .Ostatnimi siłami wstałam i wzięłam kurtkę.Ubrałam szybko i zaczęłam schodzić po schodach.Spojrzałam w stronę salonu.Justin siedział na fotelu i patrzył się w bliżej nie określony mi punkt. Megan prawie zasypiała na ramieniu Harry'ego który bawił się jej włosami.W pokoju panowała nieskazitelna cisza.Nikt nie nie mówił.Patrząc na ten obraz,poczułam że łzy mi się cisnął do oczu. Schodziłam już z schodów,gdy nagle Meg odwróciła się w moją stronę.Miała załzawione oczy.To straszne co się tu dzieje.

-Gdzie idziesz?-zapytała cicho,przełykając ślinę,tym samym przerywając ciszę.

Nie odpowiedziałam nic,widziałam że wszyscy się na mnie patrzą,oprócz Justin'a.Ruszyłam w stronę drzwi,dobra miejsca gdzie miały być drzwi,ponieważ są wyważone..Nagle usłyszałam głośny krzyk Megan.

-Nie idź!Proszę,nie zostawiaj nas tak teraz...-zaszlochała.
-Meg,muszę przykro mi...wrócę później.
-Vickie,posłuchaj Megan-powiedział stanowczo Harry.
-Nie mogę,przepraszam.

Przekraczając próg domu,poczułam że ktoś mnie łapie za rękę i nie pozwala się ruszyć.Nie odwracając się powiedziałam:

-Megan,muszę iść.-byłam pewna że to ona.
-Nie pójdziesz nigdzie sama.-odezwał się męski głos.

To był głos Justin'a. Odwróciłam się i od razu spojrzałam w jego oczy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej kochani ;( Coś mi sie zepsuł komputer i kończyłam pisać posta na tel. Nie wygodnie sie tak pisze ...nie wiem kiedy będzie sprawny....przepraszam tak bardzo :////