Siedziałem i czekałem aż Victoria coś z siebie wydusi...Od kiedy ona ma pistolet ? Po co jej teraz ? Przecież mówiła że skończyła z "tym".
-Powiesz coś ?-zapytałem zniecierpliwiony.
-...-wzięła głęboki oddech.-To jest pistolet nasz wspólny z Megan...Stwierdziłyśmy że będziemy go używać w czasie niebezpieczeństwa.To tyle.-wzruszyła ramionami.
-I pokazałaś mi go tylko po to żeby mi to powiedzieć ? -spojrzałem jej w oczy,czułem że próbuje się wykręcić.
-Justin...to...nie jest do końca tak.-opuściła wzrok.-Ja i Miley mamy swoją tajemnicę,wiem o niej tylko ja i ona, ale ja nie radzę sobie w tej sytuacji,musi mi ktoś pomóc,ufam Ci i chcę żebyś mi pomógł.-"Wreszcie się otwiera",pomyślałem.-Ale,obiecaj,nikomu nie powiesz...Harry'emu ani Megan,a na pewno nie policji...
-Obiecuję,ale wiesz,nie mam dobrych kontaktów z policją.-zaśmiałem się,chciałem rozluźnić sytuację,ale nie wyszło.
Powiedziała coś,ale było tak nie wyraźne że nie zrozumiałem nic.Patrzyła w podłogę.Czułem że ta sprawa nie jest dla niej łatwa, że to nie jest jakaś błahostka, że to coś poważnego, a przynajmniej dla niej.
-Mogłabyś wyraźniej ?-zapytałem po raz kolejny.
-Justin...ja zabiłam...Justin-opadła na podłogę,po czym zaczęła płakać.
-Ej,mała co się stało ?-kucnąłem przy niej i pocierałem dłonią jej plecy.-Wstań, porozmawiajmy.
Nie chętnie wstała,płakała.Za chwilę rzuciła mi się do szyi. Objęła mnie mocno. Drżała. Usiedliśmy na łóżku.Trzymałem jej dłoń.
-Zabiłam dwójkę ludzi.-spojrzała mi w oczy,a następnie spojrzała na pistolet.-Jestem potworem.
-Nie jesteś sama...-powiedziałem szybko.
-Nie wiem co robić.Jak trzymam pistolet budzę w sobie bestię...Obiecałam że nie będę już tego dotykać,że nie będę o tym rozmawiać z nikim...Justin, ja nie wiem co robić, muszę dać odpowiedź Miley jak najszybciej,co mam zrobić ?
-Można powiedzieć że to decyzja życia i śmierci-nie wiem jak mam jej pomóc, to jej wybór...ale jak wróci do tego gówna,jej życie będzie na krawędzi a jak wybierze drugą opcję nie wiadomo co oni jej zrobią...mogą ją torturować, a nie pozwolę na to.
*Oczami Harry'ego*
-Meg... może pójdziemy do góry,sprawdzimy co się tam u nich dzieje ?-zapytałem.
-Tak,dobrze,chodźmy.
Chwyciłem Megan za rękę po czym poszliśmy po chodach prosto do pokoju Victorii.Zapukałem i otworzyłem drzwi.Obydwoje siedzieli na łóżku i trzymali się za ręce.Za nimi zobaczyłem pistolet !? Co on tu robi ? Spojrzeli na nas.Nie zdążyłem nic powiedzieć,ponieważ zaczął dzwonić telefon Vickie.Szybko odebrała, po czym wzięła głęboki oddech.
-Tak.-odpowiedziała szybko i odłożyła telefon.Po czym łza spłynęła po jej policzku,którą szybko przetarła.
Ciekawie. czekam na nexta ;)
OdpowiedzUsuń