czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 31.

Ręce mi się trzęsą,nie umiem zapanować nad swoim ciałem,wiec całym ciężarem upadam na ziemię.Lezę na dywanie z podkulonymi nogami aż po brodę. On mnie kocha...albo nienawidzi. Zaciskam mocno oczy.Chcę się już obudzić.Po tym co przed chwilą usłyszałam nic mnie już nie zaskoczy,nic nie wywoła takiego szoku.Co mam teraz zrobić ? Coś mi mówi żebym z nim porozmawiała tak...szczerze, żebym o niego walczyła ,ale z pewnej perspektywy mam o co walczyć? Nie potrafimy się dogadać.Pewnie Justin ma zdanie :Jestem zabójcą nie mogę kogoś kochać,nie mogę wymięknąć. Przez pierwszy rok mojej "pracy" u Miley,miałam tak samo...ale miłości się nie wybiera,nie wiadomo kiedy przyjdzie...Nagle słyszę że dzwoni mi telefon.Podnoszę się i sięgam dłonią po niego.Leży na szafce nocnej..Patrzę na wyświetlacz :Miley. No super!Tego mi jeszcze brakowało,mieć jakieś "zadnie"...Niechętnie odbieram i usiadłam na podłodze opierając się o łózko.

-Hallo?-mówię cicho,ale tak aby mogła mnie usłyszeć.
-Victoria,jest sprawa...-zaczęła,ale jej przerwałam.
-Proszę,weź kogoś innego,ja nie dam rady iść na żadną akcję...proszę..-prawie błagałam.
-Nie chodzi o akcję-zaśmiała się.-A coś się stało?
-Nie ważne.-powiedziałam szybko.
-Bądź w magazynie za 15 minut.Jak nie to inaczej pogadamy.-rozłączyła się.

Chwyciłam się za głowę i cicho pisnęłam.Schowałam telefon do kieszeni .Ostatnimi siłami wstałam i wzięłam kurtkę.Ubrałam szybko i zaczęłam schodzić po schodach.Spojrzałam w stronę salonu.Justin siedział na fotelu i patrzył się w bliżej nie określony mi punkt. Megan prawie zasypiała na ramieniu Harry'ego który bawił się jej włosami.W pokoju panowała nieskazitelna cisza.Nikt nie nie mówił.Patrząc na ten obraz,poczułam że łzy mi się cisnął do oczu. Schodziłam już z schodów,gdy nagle Meg odwróciła się w moją stronę.Miała załzawione oczy.To straszne co się tu dzieje.

-Gdzie idziesz?-zapytała cicho,przełykając ślinę,tym samym przerywając ciszę.

Nie odpowiedziałam nic,widziałam że wszyscy się na mnie patrzą,oprócz Justin'a.Ruszyłam w stronę drzwi,dobra miejsca gdzie miały być drzwi,ponieważ są wyważone..Nagle usłyszałam głośny krzyk Megan.

-Nie idź!Proszę,nie zostawiaj nas tak teraz...-zaszlochała.
-Meg,muszę przykro mi...wrócę później.
-Vickie,posłuchaj Megan-powiedział stanowczo Harry.
-Nie mogę,przepraszam.

Przekraczając próg domu,poczułam że ktoś mnie łapie za rękę i nie pozwala się ruszyć.Nie odwracając się powiedziałam:

-Megan,muszę iść.-byłam pewna że to ona.
-Nie pójdziesz nigdzie sama.-odezwał się męski głos.

To był głos Justin'a. Odwróciłam się i od razu spojrzałam w jego oczy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej kochani ;( Coś mi sie zepsuł komputer i kończyłam pisać posta na tel. Nie wygodnie sie tak pisze ...nie wiem kiedy będzie sprawny....przepraszam tak bardzo :////

4 komentarze:

  1. Ooo. jakie romantyczne zakonczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej no :-) nie ma to jak trzymanie w niepewnosci świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Zostałaś nominowana do LBA :D
      Więcej informacji tutaj ----> http://somebody-to-looove.blogspot.com
      hihihi ;***

      Usuń