-Nie wiesz jak się cieszę że wróciłaś...Mam nadzieję że nie zapomniałaś co się robi w tej branży-zaśmiała się.
Przewróciłam oczami.Szczerze jak zobaczyłam Miley czekającą na mnie w magazynie myślałam że podejdę do niej i się na nią rzucę.Stała i patrzyła się na mnie,pierwszy raz ją widziałam taką szczęśliwą,chyba że była przy ćpana.Nie jestem pewna tego czy robię dobrze wracając do tego...
-Black,posłuchaj jak już wróciłaś,to wiesz że u nas nie ma przelewek, więc jest robota.-wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów,po czym wyciągnęła jednego i zapaliła.-Chcesz?-pokazała mi paczkę.
-Nie.-odpowiedziałam krótko.-Jaka robota ? Czemu tak szybko ?
-Musisz iść pogadać z taką laską,kurwa ma nam oddać kasę.
-Dopiero wróciłam i już mam coś robić ?!-warknęłam.
-Życie...-zaśmiała się bez humoru.-Masz adres, masz tam iść teraz.-podkreśliła ostatnie słowo.
Wyszłam z magazynu.Nagle poczułam wibracje w kieszeni, wyjęłam telefon. Megan...jeszcze tego brakuje żeby dzwoniła...
-Victoria!Gdzie jesteś?-krzyknęła mi do ucha.
-Nie ważne.-ah..ta jej troska,przewróciłam oczami.
-To nie jest śmieszne,martwię się.
-Meg,jestem dużą dziewczynką umiem o siebie zadbać,nic mi nie jest i nie będzie.
-Justin poszedł za tobą,ale do tej pory go nie ma....nie wiemy co się z tobą dzieje.
-I nie musicie.
-Słuchaj,Harry poszedł go szukać.
-Co mnie to interesuje !?-krzyknęłam do słuchawki.
-Jak się im coś stanie to będzie twoja wina.Bo tobie się zachciało wydziwiać.
-Skończyłaś ?-spytałam, jestem znudzona jej kazaniem na temat tego co robię.-To dobrze.Pa.-rozłączyłam się.
* * * * *
Stojąc przed jej drzwiami,zapukałam.Otworzyła mi dziewczyna z ciemnymi włosami upiętymi w kucyka.Wyglądała na 25 lat.Gdy mnie zobaczyła,otworzyła oczy.Jakby widziała kosmitę.Zaśmiałam się cicho.
-Kim jesteś ?!-warknęła.
-Ćpać się zachciało, a kasy już oddać się nie umie ?-zapytałam.
-Co ty do mnie dziecko gadasz ?
-A zamknij się.Daj kasę i spierdalam,a jak nie to inaczej pogadamy.-przymrużyłam oczy.
Zaśmiała się gardłowo,po czym uderzyła mnie w twarz.Pożałuje tego że mnie dotknęła.Cofnęła się do tyłu żeby zamknąć drzwi,ale przytrzymałam je nogą,tak żeby nie mogła ich zamknąć.
-Weź spierdalaj!-krzyknęła,wychodząc w moją stronę.
Chwyciłam ją za bluzkę i pociągnęłam do muru domu.Spojrzałam na nią wzrokiem zabójcy,a ona zaczęła się rzucać,w efekcie czego docisnęłam ją bardziej do ściany.
-Kasa suko!-krzyknęłam jej prosto w twarz.
-Powiedz swojej pani.-zaśmiała się.-że nie ładnie Cię wychowała,dziwko.
Złożyłam moją prawą dłoń w pięść i uderzyłam ją w brzuch.Głośno jęknęła z bólu.Opadła na ziemię.Otrzepałam ręce i odwróciłam się,chciałam już wracać,ale nagle poczułam jak ktoś za mną popycha mnie do przodu.Kobieta usiadła mi na brzuchu i uderzyła pięścią w twarz,przez co poczułam mocne szczypanie na wardze...Pewnie jest rozcięta,ale to najmniejszy problem.Wkurwiłam się i odwróciłam ją tak że teraz ja na niej siedziałam.Uderzałam ją kilka razy pięściami w twarz a następnie pociągnęłam za jej kucyk.Wstałam z niej i patrzyłam jak krew gromadzi się na jej twarzy.
-To do zobaczenia.-zaśmiałam się i na do widzenia-kopnęłam w brzuch.
* * * * *
Stałam przed drzwiami mojego domu.Bałam się reakcji Megan.Z tego co widziałam w szybie w drzwiach,moja szczęka była w krwi.Niepewnie zapukałam.Zaraz po drugiej stronie ujrzałam Meg.Gdy otworzyła drzwi,zrobiła wielkie oczy.
-Ja nie wytrzymam...-zakryła dłonią usta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz