Podeszła do stolika , nawet nie zobaczyła że my też tu jesteśmy. Moja uwaga skupiała się na jej włosach... z dwóch stron miała wygolone i zaczesane do góry...
-Ej,chłopcy jest robota...-zaczęła,ale zaraz odwróciła głowę i spojrzała na nas.Podeszła do Vicki.
-Hej,Victoria ,co ty tu robisz ?
-Cześć Miley.-powiedziała "bez życia".-Przyjechałam...
-Dawno Cię nie widziałam-zaśmiała się.-Czemu uciekłaś ?
Ona nic nie odpowiedziała, ale one się znają !? Czemu ona mi o tym nie powiedziała...No i jeszcze gdzieś uciekła,nie no super,właśnie się dowiedziałam że nie znam mojej przyjaciółki tak dobrze jak mi się wydawało. Ja jej mówiłam wszystko a ona ? Milczała.Wstała z krzesła i szła w kierunku wyjścia,pobiegłam za nią.Chwyciłam ją za ramię i odwróciłam,miała łzy w oczach.
-Co jest ?-zapytałam.-Co się stało ?
-Nie ważne.-odwróciła wzrok.
-Jak nie ważne ?! Jestem twoją przyjaciółką, powinnam wiedzieć.
-Nie,nie powinnaś!
-Ale...
-Zamknij się !!!
Zaczęła biec.Co jej odbiło ? Wiedziałam że jej nie dogonię,bo miałam buty na obcasie i bym biegła wolniej...Wróciłam do Justina i Harrego . Tej całej Miley,czy jak jej tam już nie było. Poszła sobie.Chłopcy patrzyli się na mnie i zaczęli zasypywać pytaniami,między innymi : "One się znają ? " "Ona uciekła ?" itd. Na wszystkie odpowiadałam : nie wiem...
* Oczami Vicki *
Biegłam zapłakana aż pod sam dom.Weszłam do środka i usiadłam na kanapie w salonie... Nie mogłam jej powiedzieć prawdy , znienawidziła by mnie , ja wiem że ona nie znosi takich osób.Żałuję tego co zrobiłam,mogłam się z nią nie kumplować... Kolejna łza spływa mi po policzku,nagle ktoś dzwoni do drzwi.Ledwo co wstałam z kanapy,nie mam siły.Otworzyłam drzwi,stał w nich Justin.
-Co się stało,mała ? -zapytał i przetarł mi łzę która spływała mi po policzku.
-Justin...ja...
-Czemu wybiegłaś ?
-Wejdź...-Powiedziałam i zamknęłam drzwi,oparłam się o bok sofy.-Wiem... że jesteś wmieszany w narkotyki.
-I co to ma do rzeczy ?
-Justin...wiem że mogę ci to powiedzieć,ponieważ ja też kiedyś...-przełknęłam ślinę i poczułam ucisk w gardle.
-Ćpałaś ?-zrobił oczy.-Powiedź wszystko od początku.
-Trzy lata temu przyjeżdżałam tu do babci,nie miałam koleżanek,byłam sama.Kiedyś spotkałam Miley i zaprosiła mnie na imprezę,poszłam z nią.Były tam narkotyki i wtedy pierwszy raz wzięłam.Spodobało mi się to,zapominałam o problemach,zapominałam że mój ojciec znęcał się nad moją mamą i mną nie fizycznie,ale psychicznie.Dołączyłam to takiego jak by gangu...była tam ona, ja i Josh ,Tom oraz Greg .Nie lubiłam ich...Któregoś dnia,musiałam zabić człowieka-oczy mi się zaświeciły,nie wiem czy dobrze robię że mu to mówię,ale muszę się wygadać.-Poszłam pod podany adres,bez niczego.Nóż miałam wziąć z jego kuchni, rozbiłam okno i nagle usłyszałam syreny.Policja mnie złapała,ktoś zakablował że się kręciłam koło domu.Dostałam wyrok za włamanie w zawieszeniu na dwa lata...Nie chcę jej znać!!!-zaczęłam płakać.
-Nie wiem co mam ci powiedzieć...-przytulił się do mnie.-Nie płacz...nigdy nie pocieszałem osoby,bo nie miałem po co.Nie obchodził mnie ich ból,ale teraz nie mogę cię zostawić.
-Obiecaj mi coś...nie powiesz Megan.
-Dlaczego ? To twoja przyjaciółka,powinna wiedzieć.
-Ona się ode mnie odwróci,nie chce jej stracić,jest jedyną osobą,taką bliską , którą znam dość długo...
-Rozumiem.
Justin poszedł zaparzyć mi herbatę.Czy ja dobrze zrobiłam że mu powiedziałam ? Nie wiem dlaczego,ale poczułam że mogę mu zaufać,że on mnie zrozumie.Mam tylko nadzieję że Miley zniknie mi z oczu,ponieważ nie chcę znowu problemów .Ona jest pierdoloną manipulantką !
poniedziałek, 16 grudnia 2013
niedziela, 15 grudnia 2013
Rozdział 9.
Wyszliśmy z gabinetu dyrektorki, nie rozumiem tej sytuacji , wchodzą i nas bronią , może są po prostu osobami bezinteresownymi , ale coś mi się nie wydaje.Szliśmy w czwórkę korytarzem nic nie mówiąc.Spojrzałam kątem oka na Victorię , po jej wyrazie twarzy widać było że jest zła.No ja się nie dziwię , takie oskarżania ? Jeszcze ja.. że jej pomagałam , normalnie to jest jebnięte !
-Mogę wiedzieć po co ? -zapytała Vicki zatrzymując się.
-Ale co "po co" ?-zapytał Harry śmiejąc się.
-Po chuja nas wyciągacie z tego gówna !?-krzyknęła, chyba jej nerwy puściły.
-Bo teraz musicie się nam odpłacić.-zaśmiał się Justin.
-Mamy wam robić loda !? -krzyknęłam.
-Że co ? Skarbie nie wpieniaj się, chyba że chcesz... -podszedł do mnie Harry.
-Nie nic, nic.-ale mam skojarzenia,ale przeważnie to tak jest...-To co chcecie ?
-Idziecie z nami do Starbucks'a.
-Al..-zaczęła Vick.
-Nie ma ale-przerwał jej Justin.- Po szkole,będziemy czekać.
Boże, mamy spędzić z nimi prawie cały dzień,ale kurcze uratowali nam dupę , gdyby nie to to byś my teraz siedziały na komisariacie i kuźwa potem siedziały za niewinność, gdy zabójca chodził by na wolności, ale ten świat sprawiedliwy.Jestem cholernie ciekawa czemu im tak zależy żebyśmy szły z nimi...
* * * * *
Lekcje przeleciały dość szybko.Wyszłyśmy z szkoły,rozejrzałam się.Nie ma ich.Uff... możemy iść do domu.Przyśpieszyłyśmy kroku.Nagle Vick stanęła.Co ona wymyśla ? Pewnie chce iść z nimi...Odwróciłam się, Justin ją trzymał za ręce od tyłu i całował w szyję, a ona...jej się to podobało,zamykała oczy,niech ona mi tu nie odlatuje...Ta dziewczyna mnie rozwala.Nagle zobaczyłam jak duża burza loków idzie w moją stronę i łapie mnie za rękę.
-Chodźmy...-powiedział.Jego głos był taki...miły dla uszu.
Doszliśmy do kawiarni, przez całą drogę patrzyłam się na Harrego jak w obrazek,jak szedł to jego włosy rozwiewał lekki wiatr.. wyglądał bosko.Usiedliśmy przy pierwszym lepszym stoliku.Nie mogłam wymazać obrazu jak Justin całuje Vick. Szarpnęłam ją i poszyłyśmy w stronę toalet.
-Co to miało być?
-Ale co ?-zapytała śmiejąc się.Jak ja tego nie lubię,ja do niej mówię na poważnie a ona się śmieje.
-Justin, pocałunki, szyja ?
-Aa... oj tam.
-Jakie "oj tam " ? Gadaj a nie.
-Nie mogłam się oprzeć jego malinowym ustom ...
Przewróciłam oczami i poszłam do stolika,zaraz po mnie przyszła Victoria.Nagle do naszego stolika podeszła jakaś laska... pierwszy raz ją widzę na oczy.Kto to do cholery ?!
-Mogę wiedzieć po co ? -zapytała Vicki zatrzymując się.
-Ale co "po co" ?-zapytał Harry śmiejąc się.
-Po chuja nas wyciągacie z tego gówna !?-krzyknęła, chyba jej nerwy puściły.
-Bo teraz musicie się nam odpłacić.-zaśmiał się Justin.
-Mamy wam robić loda !? -krzyknęłam.
-Że co ? Skarbie nie wpieniaj się, chyba że chcesz... -podszedł do mnie Harry.
-Nie nic, nic.-ale mam skojarzenia,ale przeważnie to tak jest...-To co chcecie ?
-Idziecie z nami do Starbucks'a.
-Al..-zaczęła Vick.
-Nie ma ale-przerwał jej Justin.- Po szkole,będziemy czekać.
Boże, mamy spędzić z nimi prawie cały dzień,ale kurcze uratowali nam dupę , gdyby nie to to byś my teraz siedziały na komisariacie i kuźwa potem siedziały za niewinność, gdy zabójca chodził by na wolności, ale ten świat sprawiedliwy.Jestem cholernie ciekawa czemu im tak zależy żebyśmy szły z nimi...
* * * * *
Lekcje przeleciały dość szybko.Wyszłyśmy z szkoły,rozejrzałam się.Nie ma ich.Uff... możemy iść do domu.Przyśpieszyłyśmy kroku.Nagle Vick stanęła.Co ona wymyśla ? Pewnie chce iść z nimi...Odwróciłam się, Justin ją trzymał za ręce od tyłu i całował w szyję, a ona...jej się to podobało,zamykała oczy,niech ona mi tu nie odlatuje...Ta dziewczyna mnie rozwala.Nagle zobaczyłam jak duża burza loków idzie w moją stronę i łapie mnie za rękę.
-Chodźmy...-powiedział.Jego głos był taki...miły dla uszu.
Doszliśmy do kawiarni, przez całą drogę patrzyłam się na Harrego jak w obrazek,jak szedł to jego włosy rozwiewał lekki wiatr.. wyglądał bosko.Usiedliśmy przy pierwszym lepszym stoliku.Nie mogłam wymazać obrazu jak Justin całuje Vick. Szarpnęłam ją i poszyłyśmy w stronę toalet.
-Co to miało być?
-Ale co ?-zapytała śmiejąc się.Jak ja tego nie lubię,ja do niej mówię na poważnie a ona się śmieje.
-Justin, pocałunki, szyja ?
-Aa... oj tam.
-Jakie "oj tam " ? Gadaj a nie.
-Nie mogłam się oprzeć jego malinowym ustom ...
Przewróciłam oczami i poszłam do stolika,zaraz po mnie przyszła Victoria.Nagle do naszego stolika podeszła jakaś laska... pierwszy raz ją widzę na oczy.Kto to do cholery ?!
niedziela, 8 grudnia 2013
Rozdział 8.
Obudziłam się, nie noo... kolejny koszar , jak tak będzie dalej to ja nie wytrzymam,a najgorsze jest to że ja się panicznie boję snów które są takie realne,boje się mojej wyobraźni.
Wyjęłam telefon , który był pod moją poduszką- 6;00 .I tak trzeba będzie iść do szkoły..Wstałam, serce jeszcze mi kołata.To wszystko przez ten głupi sen... Zeszłam na dół robić śniadanie.
Po chwili przyszła Megan,lekko zaspana.
-Musisz się tak tłuc? Idziemy na 10;00 ,a ty już wstałaś...
-O fack,zapomniałam... ale nie mogłam spać.
-Coś się stało ? -powiedziała i chwyciła mnie za ramię.
-Miałam zły sen.
-Opowiadaj.-powiedziała i usiadła na krześle.
Zaczęłam jej mówić co sie działo w moim śnie,nie.. nie śnie, koszmarze.
Oczami Megan .
Victoria,za bardzo się przejmuje... tak,taż mnie zszokowało to co wczoraj widziałam,ale nie można sie tym tak przejmować , bo odbije sie to potem na jej psychice .Już zaczyna mieć jakieś dziwne sny...Zadzwoniłyśmy po taxi i pojechałyśmy do szkoły.Jak gdyby nigdy nic szłyśmy korytarzem,na którym nie było ani jednej żywej duszy...Dziwni mnie to,czy znowu zapomnaiałyśmy o rannych dodatkowych zajęciach ? Podeszłam za Vick do naszych szafek aby wyjąć z nich książki.Na szczęćcie były obok siebie.Poczułam że ktoś łpie mnie za ramie.Gwałtownie się odwróciłam i od razy zobaczyłam gęstą burzę loków.
-Czego chcesz ?-rzuciłam.
-Ciebie,kociaku...
-Nie przeginaj okej ?
-Nie przeginam,odpowiadam ci na pytanie.-uœmiechnął się.
-Nie bawi mnie to, puść mnie.
Wyrwałam mu się.Podeszłam kilka kroków dalej.Gdzie Vick ? Odwaróciłam się, widziałam jak Justin trzyma ją za nadgarstki,ona patrzyła mu się w oczy, jej wzrok dował wrażenie... sama nie wiem.
Nigdy jej takiej nie widziałam.Jakby złość a za razem zauroczenie, nie wiem...Harry za tarasował mi widok Vicki i Justina,a miałam już krzyknąć: Chodź! Chwycił mi brodę i uniósł brodę abym spojrzała na niego.Patrzyłam w jego zielone oczy... szczerze były piękne,ale to nie zmnienia faktu że nie raz nie widać jego tęczówek z powodu... ćpania.Odwróciłam się i szłam przed siebie.
-Vickiiiii!!!! -krzykłam,chyba było mnie słychać na całą szkołę-Chodź!
Nie musiałam długo czekać, ponieważ zadzwonił dzwonek i Vick szybkie podbiegła do mnie żeby nie spóźnić się do klasy.Była lekko zmieszna,widziałam to po jej mine.
-Megan...-zaczęła nie pewnie.-ja nie wiem czy ci to mówić...
-No mów jak zaczęłaś.
-Justin ma piękne oczy.
-Dziewczyno,opanuj się.-Przewróciłam oczami,ale w Harrego oczach można było się rozpynąć.
Weszłyśmy do klasy.Cały czas przed oczami miałam twarz Pana Styles'a.Po pięciu mintuach lekcji do sali weszła dyrektorka i powiedziała że ja i Vicki mamy iść z nią do gabinetu...O co jej chodzi?
Czy ktoś zakablował że nie byłyśmy na zajęciach...ale, o ty by wzywała ? Chyba nie.Miałam przeczucie że chodzi o coś sto razy gorszego.Gdy weszłyśmy do jej miejsca pracy , usiadła na krześle.
Popatrzyła na nas wzrokiem jakbyœmy kogoœ zabiły.
-Dziewczyny, mam do was pytanie.Wiecie że Max nie żyje... to wasza sprawka ?
-że co ?-jak ona może nas oskarżać o zabójstwo.
-Panna Black, miała powód.. prawda ?
-Ja ?-Victorii opadła szczenka.
-Tak, wiemy że Max cię zdradził...miałaś powód.
-Tak, owaszem zdradził,ale nie zabiłabym go...Ja go kochałam,ale okazał się dupkiem.-miała łzy w oczach.
-To miałaś powód...
-Może pani na nią nie naciskać.-powiedziałam stanowczo,nie chciałam żeby płakała.
-A ty co, pomagałaś jej ?
-Pani chyba żartuje.-zaśmiałam się.
Po chwili,drzwi się otwarły i wszedł przez nie Harry i Justin...Co oni tu robią? Po co przyszli...
-Jeśli pani chce je oskarżać o zabójstwo Max'a,to my mamy coś ważnego...-zaczął Harry.
-Max,był winny kasę...-dodał Justin.
-No komu ? Słucham.-powiedziała ciekawska dyrka.
-Takiemu gościu od narkotyków... nie wiem, bo się tym nie interesuję ,ale cała szkoła o tym huczała, pani nie wiedziała ?
Tak.. nie interesuję się tym. Chciałam się zacząć śmiać ,ale by jeszcze miała ALE czemu się śmieję więc stwierdziłam że będę siedzieć cicho...Zastanawiało mnie tylko jedno,czemu oni nam ratują dupę?
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Ps. Sorry za błędy,ale pisałam na tablecie =>
Wyjęłam telefon , który był pod moją poduszką- 6;00 .I tak trzeba będzie iść do szkoły..Wstałam, serce jeszcze mi kołata.To wszystko przez ten głupi sen... Zeszłam na dół robić śniadanie.
Po chwili przyszła Megan,lekko zaspana.
-Musisz się tak tłuc? Idziemy na 10;00 ,a ty już wstałaś...
-O fack,zapomniałam... ale nie mogłam spać.
-Coś się stało ? -powiedziała i chwyciła mnie za ramię.
-Miałam zły sen.
-Opowiadaj.-powiedziała i usiadła na krześle.
Zaczęłam jej mówić co sie działo w moim śnie,nie.. nie śnie, koszmarze.
Oczami Megan .
Victoria,za bardzo się przejmuje... tak,taż mnie zszokowało to co wczoraj widziałam,ale nie można sie tym tak przejmować , bo odbije sie to potem na jej psychice .Już zaczyna mieć jakieś dziwne sny...Zadzwoniłyśmy po taxi i pojechałyśmy do szkoły.Jak gdyby nigdy nic szłyśmy korytarzem,na którym nie było ani jednej żywej duszy...Dziwni mnie to,czy znowu zapomnaiałyśmy o rannych dodatkowych zajęciach ? Podeszłam za Vick do naszych szafek aby wyjąć z nich książki.Na szczęćcie były obok siebie.Poczułam że ktoś łpie mnie za ramie.Gwałtownie się odwróciłam i od razy zobaczyłam gęstą burzę loków.
-Czego chcesz ?-rzuciłam.
-Ciebie,kociaku...
-Nie przeginaj okej ?
-Nie przeginam,odpowiadam ci na pytanie.-uœmiechnął się.
-Nie bawi mnie to, puść mnie.
Wyrwałam mu się.Podeszłam kilka kroków dalej.Gdzie Vick ? Odwaróciłam się, widziałam jak Justin trzyma ją za nadgarstki,ona patrzyła mu się w oczy, jej wzrok dował wrażenie... sama nie wiem.
Nigdy jej takiej nie widziałam.Jakby złość a za razem zauroczenie, nie wiem...Harry za tarasował mi widok Vicki i Justina,a miałam już krzyknąć: Chodź! Chwycił mi brodę i uniósł brodę abym spojrzała na niego.Patrzyłam w jego zielone oczy... szczerze były piękne,ale to nie zmnienia faktu że nie raz nie widać jego tęczówek z powodu... ćpania.Odwróciłam się i szłam przed siebie.
-Vickiiiii!!!! -krzykłam,chyba było mnie słychać na całą szkołę-Chodź!
Nie musiałam długo czekać, ponieważ zadzwonił dzwonek i Vick szybkie podbiegła do mnie żeby nie spóźnić się do klasy.Była lekko zmieszna,widziałam to po jej mine.
-Megan...-zaczęła nie pewnie.-ja nie wiem czy ci to mówić...
-No mów jak zaczęłaś.
-Justin ma piękne oczy.
-Dziewczyno,opanuj się.-Przewróciłam oczami,ale w Harrego oczach można było się rozpynąć.
Weszłyśmy do klasy.Cały czas przed oczami miałam twarz Pana Styles'a.Po pięciu mintuach lekcji do sali weszła dyrektorka i powiedziała że ja i Vicki mamy iść z nią do gabinetu...O co jej chodzi?
Czy ktoś zakablował że nie byłyśmy na zajęciach...ale, o ty by wzywała ? Chyba nie.Miałam przeczucie że chodzi o coś sto razy gorszego.Gdy weszłyśmy do jej miejsca pracy , usiadła na krześle.
Popatrzyła na nas wzrokiem jakbyœmy kogoœ zabiły.
-Dziewczyny, mam do was pytanie.Wiecie że Max nie żyje... to wasza sprawka ?
-że co ?-jak ona może nas oskarżać o zabójstwo.
-Panna Black, miała powód.. prawda ?
-Ja ?-Victorii opadła szczenka.
-Tak, wiemy że Max cię zdradził...miałaś powód.
-Tak, owaszem zdradził,ale nie zabiłabym go...Ja go kochałam,ale okazał się dupkiem.-miała łzy w oczach.
-To miałaś powód...
-Może pani na nią nie naciskać.-powiedziałam stanowczo,nie chciałam żeby płakała.
-A ty co, pomagałaś jej ?
-Pani chyba żartuje.-zaśmiałam się.
Po chwili,drzwi się otwarły i wszedł przez nie Harry i Justin...Co oni tu robią? Po co przyszli...
-Jeśli pani chce je oskarżać o zabójstwo Max'a,to my mamy coś ważnego...-zaczął Harry.
-Max,był winny kasę...-dodał Justin.
-No komu ? Słucham.-powiedziała ciekawska dyrka.
-Takiemu gościu od narkotyków... nie wiem, bo się tym nie interesuję ,ale cała szkoła o tym huczała, pani nie wiedziała ?
Tak.. nie interesuję się tym. Chciałam się zacząć śmiać ,ale by jeszcze miała ALE czemu się śmieję więc stwierdziłam że będę siedzieć cicho...Zastanawiało mnie tylko jedno,czemu oni nam ratują dupę?
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Ps. Sorry za błędy,ale pisałam na tablecie =>
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Rozdział 7.
Zawahałam się co do tego żeby zobaczyć tajemniczy filmik.Ale ciekawość wygrała. Nacisnęłam play.Widziałam Max'a,obraz był za bardzo nie wyraźny,ale można było zobaczyć że jest dociskany do jakiejś płaskiej powierzchni, miał usta zaklejone czarną taśmą . Zobaczyłam...nóż.Max zaczął poruszać głową, po prostu zaczął się... rzucać , ale to nic nie dawało .Zakryłam usta dłonią jak zobaczyłam jak połowa noża jest wbijana do gardła Max'a.Krew zaczęła płynąć wzdłuż noża.Max przymrużył oczy z całej siły i,po policzku zaczęła spływać mu łza.Zaczęłam płakać,ja widzą śmierć osoby która jeszcze parę dni temu była dla mnie kimś bliskim . Nie mogłam uwierzyć w to co widzę .Nóż mocnym szarpnięciem przeciął gardło Max'a.Czerwona ciecz prysła i zaczęła lać się po szyi i dół.Filmik się skończył jak chłopak upadł martwy na ziemię .Na całym ciele czułam dreszcze i chłód.Ktoś go zabił...To..jest nie możliwe. Opadłam na ziemię,nie miałam siły.Zraz podbiegła do mnie Megan.
-Co tu się stało ? -zapytała.
-Max...Max..on nie żyje- powiedziałam drżącym głosem.
-Co?!
-Widziałam...widziałam jego śmierć,ktoś mu poderżnął gardło.-zaczęłam się jąkać.
Meg zamarła.Wstała i podeszła do biurka. Ja leżałam dalej na podłodze i nie wierzyłam w to co przed chwilą zobaczyłam . Byłam totalnie sparaliżowana.
-Nie...nie pozwolę ci tego zobaczyć,nie chcę żebyś widziała jego śmierć.-powiedziałam biorąc głęboki wdech przed słowem : śmierć.
-Ale,dostałaś drugą wiadomość,widziałaś ?
-Nie widziałam...czytaj...
Podniosłam głowę do góry,zaczęłam słuchać tego co czyta Megi.Bałam się co tam było napisane .
-"Kochanie...widziałaś filmik ? Na pewno tak,ty jesteś taka ciekawska.Nie bój się...on zasłużył sobie . A jak pójdziesz na policję to... możesz skończyć tak samo, z ciężkim bólem serce bym to musiał/a zrobić ... podpisał - YFS "
-O matko...-czułam jak znowu łza leci mi po policzku .
-Będzie dobrze,ale kto to ten : "YFS " ?!
-Bo ja wiem...
Poszłam na łózko i siadłam na kraju.Co teraz będzie ? Czy ja to wytrzymam psychicznie ? Kto to jest ? Mam tysiąc myśli w mojej głowie.Powiedziałam Megan żeby wyszła,chcę zostać sama...Muszę się z tym przespać, nie wiem...po prostu nie wiem co się teraz dzieje w moim życiu, gubię się w nim.Czułam jak powieki mi się zamykają,po chwili usnęłam.
Jestem w ciemnym pomieszczeniu,rozglądam się.Widzę zakapturzoną postać stojącą z nożem nad jakimś ciałem,wokół jest krew.Zobaczyła mnie,nie widzę jej twarzy,biegnie w moją stronę.Nie dam rady uciekać,mam coś na nogach.Opadam na podłogę czując mocy ból na plecach...
-Co tu się stało ? -zapytała.
-Max...Max..on nie żyje- powiedziałam drżącym głosem.
-Co?!
-Widziałam...widziałam jego śmierć,ktoś mu poderżnął gardło.-zaczęłam się jąkać.
Meg zamarła.Wstała i podeszła do biurka. Ja leżałam dalej na podłodze i nie wierzyłam w to co przed chwilą zobaczyłam . Byłam totalnie sparaliżowana.
-Nie...nie pozwolę ci tego zobaczyć,nie chcę żebyś widziała jego śmierć.-powiedziałam biorąc głęboki wdech przed słowem : śmierć.
-Ale,dostałaś drugą wiadomość,widziałaś ?
-Nie widziałam...czytaj...
Podniosłam głowę do góry,zaczęłam słuchać tego co czyta Megi.Bałam się co tam było napisane .
-"Kochanie...widziałaś filmik ? Na pewno tak,ty jesteś taka ciekawska.Nie bój się...on zasłużył sobie . A jak pójdziesz na policję to... możesz skończyć tak samo, z ciężkim bólem serce bym to musiał/a zrobić ... podpisał - YFS "
-O matko...-czułam jak znowu łza leci mi po policzku .
-Będzie dobrze,ale kto to ten : "YFS " ?!
-Bo ja wiem...
Poszłam na łózko i siadłam na kraju.Co teraz będzie ? Czy ja to wytrzymam psychicznie ? Kto to jest ? Mam tysiąc myśli w mojej głowie.Powiedziałam Megan żeby wyszła,chcę zostać sama...Muszę się z tym przespać, nie wiem...po prostu nie wiem co się teraz dzieje w moim życiu, gubię się w nim.Czułam jak powieki mi się zamykają,po chwili usnęłam.
Jestem w ciemnym pomieszczeniu,rozglądam się.Widzę zakapturzoną postać stojącą z nożem nad jakimś ciałem,wokół jest krew.Zobaczyła mnie,nie widzę jej twarzy,biegnie w moją stronę.Nie dam rady uciekać,mam coś na nogach.Opadam na podłogę czując mocy ból na plecach...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)