niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 9.

Wyszliśmy z gabinetu dyrektorki, nie rozumiem tej sytuacji , wchodzą i nas bronią , może są po prostu osobami bezinteresownymi , ale coś mi się nie wydaje.Szliśmy w czwórkę korytarzem nic nie mówiąc.Spojrzałam kątem oka na Victorię , po jej wyrazie twarzy widać było że jest zła.No ja się nie dziwię , takie oskarżania ? Jeszcze ja.. że jej pomagałam , normalnie to jest jebnięte !

-Mogę wiedzieć po co ? -zapytała Vicki zatrzymując się.
-Ale co "po co" ?-zapytał Harry śmiejąc się.
-Po chuja nas wyciągacie z tego gówna !?-krzyknęła, chyba jej nerwy puściły.
-Bo teraz musicie się nam odpłacić.-zaśmiał się Justin.
-Mamy wam robić loda !? -krzyknęłam.
-Że co ? Skarbie nie wpieniaj się, chyba że chcesz... -podszedł do mnie Harry.
-Nie nic, nic.-ale mam skojarzenia,ale przeważnie to tak jest...-To co chcecie ?
-Idziecie z nami do Starbucks'a.
-Al..-zaczęła Vick.
-Nie ma ale-przerwał jej Justin.- Po szkole,będziemy czekać.

Boże, mamy spędzić z nimi prawie cały dzień,ale kurcze uratowali nam dupę , gdyby nie to to byś my teraz siedziały na komisariacie i kuźwa potem siedziały za niewinność, gdy zabójca chodził by na wolności, ale ten świat sprawiedliwy.Jestem cholernie ciekawa czemu im tak zależy żebyśmy szły z nimi...

                                                         *    *    *   *    *

Lekcje przeleciały dość szybko.Wyszłyśmy z szkoły,rozejrzałam się.Nie ma ich.Uff... możemy iść do domu.Przyśpieszyłyśmy kroku.Nagle Vick stanęła.Co ona wymyśla ? Pewnie chce iść z nimi...Odwróciłam się, Justin ją trzymał za ręce od tyłu i całował w szyję, a ona...jej się to podobało,zamykała oczy,niech ona mi tu nie odlatuje...Ta dziewczyna mnie rozwala.Nagle zobaczyłam jak duża burza loków idzie w moją stronę i łapie mnie za rękę.

-Chodźmy...-powiedział.Jego głos był taki...miły dla uszu.

Doszliśmy do kawiarni, przez całą drogę patrzyłam się na Harrego jak w obrazek,jak szedł to jego włosy rozwiewał lekki wiatr.. wyglądał bosko.Usiedliśmy przy pierwszym lepszym stoliku.Nie mogłam wymazać obrazu jak Justin całuje Vick. Szarpnęłam ją i poszyłyśmy w stronę toalet.

-Co to miało być?
-Ale co ?-zapytała śmiejąc się.Jak ja tego nie lubię,ja do niej mówię na poważnie a ona się śmieje.
-Justin, pocałunki, szyja ?
-Aa... oj tam.
-Jakie "oj tam " ? Gadaj a nie.
-Nie mogłam się oprzeć jego malinowym ustom ...

Przewróciłam oczami i poszłam do stolika,zaraz po mnie przyszła Victoria.Nagle do naszego stolika podeszła jakaś laska... pierwszy raz ją widzę na oczy.Kto to do cholery ?!

1 komentarz:

  1. Świetnie piszesz!
    Może przy okazji wpadniesz do mnie??
    http://i-want-you-to-stay-one-direction-blog.blogspot.com/
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń