Wyszliśmy z gabinetu dyrektorki, nie rozumiem tej sytuacji , wchodzą i nas bronią , może są po prostu osobami bezinteresownymi , ale coś mi się nie wydaje.Szliśmy w czwórkę korytarzem nic nie mówiąc.Spojrzałam kątem oka na Victorię , po jej wyrazie twarzy widać było że jest zła.No ja się nie dziwię , takie oskarżania ? Jeszcze ja.. że jej pomagałam , normalnie to jest jebnięte !
-Mogę wiedzieć po co ? -zapytała Vicki zatrzymując się.
-Ale co "po co" ?-zapytał Harry śmiejąc się.
-Po chuja nas wyciągacie z tego gówna !?-krzyknęła, chyba jej nerwy puściły.
-Bo teraz musicie się nam odpłacić.-zaśmiał się Justin.
-Mamy wam robić loda !? -krzyknęłam.
-Że co ? Skarbie nie wpieniaj się, chyba że chcesz... -podszedł do mnie Harry.
-Nie nic, nic.-ale mam skojarzenia,ale przeważnie to tak jest...-To co chcecie ?
-Idziecie z nami do Starbucks'a.
-Al..-zaczęła Vick.
-Nie ma ale-przerwał jej Justin.- Po szkole,będziemy czekać.
Boże, mamy spędzić z nimi prawie cały dzień,ale kurcze uratowali nam dupę , gdyby nie to to byś my teraz siedziały na komisariacie i kuźwa potem siedziały za niewinność, gdy zabójca chodził by na wolności, ale ten świat sprawiedliwy.Jestem cholernie ciekawa czemu im tak zależy żebyśmy szły z nimi...
* * * * *
Lekcje przeleciały dość szybko.Wyszłyśmy z szkoły,rozejrzałam się.Nie ma ich.Uff... możemy iść do domu.Przyśpieszyłyśmy kroku.Nagle Vick stanęła.Co ona wymyśla ? Pewnie chce iść z nimi...Odwróciłam się, Justin ją trzymał za ręce od tyłu i całował w szyję, a ona...jej się to podobało,zamykała oczy,niech ona mi tu nie odlatuje...Ta dziewczyna mnie rozwala.Nagle zobaczyłam jak duża burza loków idzie w moją stronę i łapie mnie za rękę.
-Chodźmy...-powiedział.Jego głos był taki...miły dla uszu.
Doszliśmy do kawiarni, przez całą drogę patrzyłam się na Harrego jak w obrazek,jak szedł to jego włosy rozwiewał lekki wiatr.. wyglądał bosko.Usiedliśmy przy pierwszym lepszym stoliku.Nie mogłam wymazać obrazu jak Justin całuje Vick. Szarpnęłam ją i poszyłyśmy w stronę toalet.
-Co to miało być?
-Ale co ?-zapytała śmiejąc się.Jak ja tego nie lubię,ja do niej mówię na poważnie a ona się śmieje.
-Justin, pocałunki, szyja ?
-Aa... oj tam.
-Jakie "oj tam " ? Gadaj a nie.
-Nie mogłam się oprzeć jego malinowym ustom ...
Przewróciłam oczami i poszłam do stolika,zaraz po mnie przyszła Victoria.Nagle do naszego stolika podeszła jakaś laska... pierwszy raz ją widzę na oczy.Kto to do cholery ?!
Świetnie piszesz!
OdpowiedzUsuńMoże przy okazji wpadniesz do mnie??
http://i-want-you-to-stay-one-direction-blog.blogspot.com/
Dziękuję :)