niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 28.

                                                                 *Oczami Victorii*


Siedziałam na łóżku, sama w pokoju.Musiałam poukładać moje myśli.Pierwsza sprawa :Czy ja na pewno chcę tej roboty? Czy znowu chcę do tego wracać ? Dobra..to głupie pytanie.Wiadomo że nie chcę byś postrzegana jak teraz-Cukierkowa lalunia.To mnie dobija.Chcę znowu być tą dziewczyną którą ludzie się boją i patrzą na nią.Ale z drugiej strony,nie chcę żeby Megan miała przez to kłopoty...To jest niebezpieczne a w szczególności dla niej.Ona nic nie wie o tej pieprzonej robocie! Druga sprawa :Justin...czy coś jest ze mną nie tak? Czuję coś do niego...to znaczy tak mi się wydaje.Zachowuję się zapewne jak suka.Około miesiąc temu zmarł Max,aż mnie przetrzepało jak pomyślałam o nim.Czy coś do niego czułam? Tak.Ale jak się dowiedziałam że przespał się z tą dziwką od matmy,to całe uczucie, którym go darzyłam pękło.Tak jak by ktoś uderzył w lustro kamieniem... Jedna chwila i czułam jak rozwala się na miliony niewidocznych kawałków...Zniknęło.A wracając do Justina,to...kurwa,sama nie wiem! A jeśli nawet coś do niego czuję to zapewne on ma to w dupie.W ogóle jak ja bym mu to powiedziała ? Poszła do niego i wyznała że coś do niego czuję...Hahaha...przecież on by mnie wyśmiał,sama się z tego śmieję...to jest takie głupie.

                                                                 *Oczami Megan*

Stanęłam przy oknie i patrzyłam jak święcą gwiazdy...Dręczy mnie pytanie..dlaczego czuję coś takiego czego nigdy nie czułam...miałam chłopaka,ale to nie było to samo co jest teraz...Kiedy jestem obok Harrego czuję się inaczej,czuję motylki w brzuchu...Ten jego uśmiech,oczy,włosy...Dość!Co z tego że coś do niego czuję skoro on nie...przecież by mi powiedział ?A może nie.Kur...mam mętlik w głowie.Czy to...

-Meg..mogę wejść?-usłyszałam znajomy głos za drzwi.
-Tak.

Vickie otworzyła drzwi i stanęła ubrana w ciuchy na imprezę ?Po co się tak ubrała? Miała na sobie TO .Chyba nie ma zamiaru mnie nigdzie wyciągać...muszę poukładać moją burzę myśli a nie chodzić na imprezy.

-Idziesz ze mną do klubu?-zapytała uśmiechając się.
-Nie sorry...jakoś nie mam nastroju.
-Aha.Chyba że tak,ja wychodzę.-wyszła z pokoju a potem z domu,słyszałam tylko jak drzwi się zamykają.

Włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać muzyki oraz myśleć nad tym co czuję....

                                                            *    *    *    *    *
Zeszłam na dół żeby zrobić sobie coś do jedzenia.Chwyciłam nóż i miałam zamiar smarować kanapki masłem,ale oczywiście ktoś mi musiał przerwać.Usłyszałam głośne pukanie do drzwi...nagle ktoś zaczął krzyczeć.

-Otwórz to suko!
-Black,dziwko otwieraj!-krzyknął drugi głos.
-Otwórz albo wyważymy drzwi!!!-ryknął ktoś jeszcze inny.

To ich było trzech?O mój Boże....Spojrzałam na swoje ręce,całe zaczęły się trząść.Nie wiem co mam zrobić.Czuję jak przeszywa mnie atak paniki.Boję się.Jestem sama w domu...Co mam zrobić!? Co zrobić? Wiem zadzwonię po chłopaków.Szybko wybrałam numer Harry'ego i pobiegłam na górę,zamknęłam się w swoim pokoju i usiadłam na łóżku.

-Harry!Pomocy!
-Megan..co się stało?
-Ktoś tu jest...są pod domem..jest ich trzech.-wyszlochałam.
-Zaraz będziemy.-rozłączył się.

Nagle usłyszałam trzask wyrywanych zawiasów.Weszli do domu.Boję się..tak bardzo się boję...Usłyszałam kroki.Już po mnie.Wyczołgałam się pod łóżko i miałam nadzieję że oni mnie nie znajdą.Spojrzałam na drzwi.Klamka opadała na dół co znaczyło że się otwierają drzwi.Zajebiście zapomniałam zakluczyć ich.Spoliczkowałabym się w tym momencie za to,ale..nie mogłam.Poczułam jak ktoś szarpie mnie za włosy i krze wyjść..Super..po prostu...Łza spłynęła mi po policzku jak wstawałam,a następnie kolejna...Podniosłam wzrok.To oni...poznaję ich...do nich przyszła Victoria...wtedy co byli oni i Miley. Spojrzałam szybko na podłogę.Czułam ich wzrok na mnie.Nie lubię tego uczucia.

-Ty nie jesteś Black!Gdzie ona jest?-syknął jeden z nich,nie odpowiedziałam.Podszedł bliżej-Zadałem pytanie!-ryknął.
-Ja..ja nie wiem-jęknęłam.

Facet pchnął mnie na łóżko.Przygniótł mnie swoim ciężarem.Nie mogłam oddychać.Zaczęłam się wiercić.

-Nie mogę oddychać,zejść-powiedziałam cicho,nie reagował-Zejdź!-krzyknęłam mu prosto w twarz.

Wstał,ja siedziałam na łóżku.A oni nade mną stali...Nawet się nie zorientowałam a poczułam pieczenie na lewym policzku.Ten dupek mnie uderzył!Zapłakałam głośno...boję się...gdzie jest Harry ? Gdzie jest ta moja pomoc???




                                             

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 27.


                                                                   *Oczami Justina*

Wszedłem do naszej przyczepy ,na łóżku siedział Harry.Był zamyślony.Patrzył się w jeden nieokreślony punkt.Usiadłem na przeciwko.Byłem jeszcze trochę zły po tym co się stało jakieś 3 godziny temu.Nie mogłem uwierzyć że to zrobiłem,że się za nią wstawiłem.Jestem idiotą.Sam nie wiem czemu to zrobiłem.Czy ja czuje coś to tej suki ? Justin! Nie mów tak o niej-powiedział mi głos w głowie.Sam nie wiem czego się spodziewałem po tej rozmowie,jeśli można to tak nazwać,przez cały czas krzyczeliśmy...

-Tak w ogóle to:Cześć-prychnął Harry.
-No siema...
-Gdzie byłeś?-zapytał.
-A co ty moja matka?! Nie powinno cię to interesować.-syknąłem dość głośno.
-Dobra...już się spytać nie wolo-przewrócił oczami.
-Wkurzasz mnie,wiesz o tym?
-Co chwilę cie coś wkurza!Jak nie ja to Victoria,pomyśl trochę.
-Nie wymawiaj jej imienia przy mnie!-warknąłem.
-Nie że coś...ale gościu będziemy z nią pracować-zaśmiał się.
-Nic kurwa nie będziemy!!!-krzyknąłem i wstałem.

Otworzyłem drzwi i wyszedłem na dwór.Zimna fala powietrza uderzyła mnie od głowy do dołu.Patrząc na ciemne niebo zacząłem wspominać to co wydarzyło się wcześniej...

-Z tobą? Chętnie -powiedziałem z chrypką,wiem jak to działa na kobiety.
Ona odeszła w stronę magazynów. Podszedłem w stronę drzewa,oparłem się i czekałem aż dziewczyna wyjdzie.Nie musiałem długo czekać.Po tym jak wyszła ja wszedłem do środka.Stała tam Miley i kończyła wypalać papierosa.Podszedłem do niej bliżej.
-Czego chcesz Bieber?-syknęła -Nie mam dla ciebie roboty.
-Bo co dałaś jej?Ha-ha jeśli myślisz że jest niezastąpiona to się mylisz.
-Na pewno jest lepsza od ciebie.-jak to powiedziała podszedłem do niej bliżej,a ona się odsunęła.-Nie dotykaj mnie.
-A teraz nie dotykaj?A kiedyś to się chciałaś dotykać...
-Nie drąż tego tematu.-wiedziałem,trafiłem w jej czuły punkt.
-A dlaczego?-podszedłem do niej i delikatnie chwyciłem za ramię.
-Po chuja tu przyszedłeś?-zapytała cicho.
-Mam pomysł.-uśmiechnąłem się-Ty wywalisz Victorię z naszej grupy i dasz jej spokój...a ja w zamian dam Ci to co kiedyś Ci dawałem,znowu będzie tak jak dawniej,ile będziesz chcieć-mruknąłem jej do ucha,a ona pisnęła.
-Nie...Justin,nie mogę.-odszedłem od niej.
-To się wal.Jak znowu będziesz się chciała ruchać to idź do kogoś innego...suka-syknąłem jej w twarz i wyszedłem.

Co mnie zdenerwowało w tej rozmowie tak bardzo ? To że się przejmuję Victorią...ona powinna mnie nie obchodzić a nie ja będę się dla niej poświęcał...chociaż to nie jest poświęcenie,ale...kur...co mi tak na niej zależy!Wziąłem głęboki oddech.Wszedłem znowu do przyczepy i położyłem się na łóżko.

-Możesz mi powiedzieć co się stało?-zapytał Harry,ale on jest ciekawski.
-Dużo by opowiadać.-chciałem go spławić,ale się nie udało.
-Mam czas.
-Nie wiem co się ze mną dzieje..poszedłem do Miley żeby targować się z nią na temat Victorii,żeby dała jej spokój...ona mnie nie powinna interesować-krzyknąłem.
-Nie mów tak.A ja się przejmuję Megan i co ?
-To jest histeryczka-zaśmiałem się.
-Nie mów tak o niej!-warknął.
-Ona dzwoniła do ciebie od razu jak zobaczyła krew...-ponownie się zaśmiałem.
-Megan nigdy nie miała z takimi sprawami do czynienia więc się jej nie dziw...
-Niech Ci będzie...-prychnąłem.
-Stary...ja się chyba w niej zakochałem.
-Stary...wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze ? Że ja chyba też...

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 26.

-Ja nie wytrzymam-zakryła dłonią usta.
-Megan..
-Coś ty zrobiła ?!-krzyknęła mi prosto w twarz.-Czy ty korzystasz jeszcze z mózgu ? 
-To nie tak jak wygląda-próbowałam się tłumaczyć.
-To nie tak jak wygląda-powtórzyła i przewróciła oczami.-Czy ty myślisz że ci uwierzę !? Stoisz tutaj z twarzą w krwi,a jeszcze przedtem dostałaś furii i uciekłaś...-widziałam jak łzy napływają jej do oczu. 

Chciałam się zbliżyć,przytulić ją,ale fakt że była by ubrudzona moja krwią,wybił mi ten pomysł z głowy. Zaprowadziła mnie do łazienki.Oparłam się o ścianę,stałam przed umywalką nad którą wisiało lustro.Spojrzałam do przodu.Wyglądałam jak...wyglądałam źle.Gdybym była na miejscu Megan,zrobiłabym to samo,wiec się jej nie dziwię.Spojrzałam w bok,szukała czegoś w apteczce,lecz zaraz znalazła i przyszła w moją stronę.Stała przede mną z wacikiem i wodą utlenioną.Spojrzałam w jej oczy.Walczyła sama z sobą.Walczyła z tym żeby nie wybuchnąć płaczem i nie nawrzeszczeć na mnie jak nigdy...Tak mi wstyd,że ona musi to znosić...


-Dam radę...-powiedziałam.

-Chcę ci pomóc...daj sobie pomóc.-poprosiła.
-Ja nie...
-Posłuchaj,zmieniłaś się...nie wiem co się dzieje...boję się o ciebie Vick.-powiedziała i wytarła krew z mojej twarzy.

Po tym jak mnie opatrzyła.Usiadłyśmy na łóżku w moim pokoju.Ona się boi,muszę ją jakoś uspokoić...to nie może tak być!

-Megan,wiesz że nie musisz się bać.-powiedziałam i chwyciłam jej dłoń.
-Czy ty siebie słyszysz ?!Teraz przychodzisz z rozwaloną wargą,pół twarzy masz w krwi,nie odzywasz się,uciekasz, wpadasz w złość...Co dalej ?
-Musisz mnie zrozumieć...
-Staram się ciebie rozumieć,ale nie umiem...przepraszam muszę iść-powiedziała szybko.

Wyszła.Tak po prostu mnie zostawiła...Nie dała mi się wytłumaczyć...Czułam jak łza spływa mi po policzku,myśląc o tym że może mnie zostawić...że może odejść,a ja znowu zostanę z tym gównem...Zaczyna się spełniać to czego się najbardziej obawiałam...Nagle usłyszałam głośny ryk z pokoju obok,to była Megan,pewnie rozmawiała z kimś przez telefon.

-"Mam dość...przyjedź"-Do kogo ona dzwoni ???

Po pięciu minutach,ktoś zadzwonił do drzwi .Megan poszła otworzyć.Harry-z nim gadała przez telefon,bo on przyszedł.Zaraz usłyszałam pukanie.

-Mogę wejść?-zapytał ochrypły głos.
-Wchodź.-powiedziałam krótko.

Chłopak usiadł obok mnie i wciągnął głośno powietrze przez nos,a następnie wypuścił przez usta.

-Dobrze się czujesz ?-zapytał.-Megan...mi mówiła że przyszłaś do domu..noo...
-Tak,jest dobrze.
-Przepraszam jeśli coś..ale nie widziałaś się z Justinem ?-zapytał cicho.
-A co nie ma go !?-wystraszyłam się...
-Nie,do tej pory co poszedł za tobą.Próbowałem do niego dzwonić,ale nic z tego...
-To zadzwoń jeszcze raz!-kazałam,może dziwnie to zabrzmi,po tej całej kłótni,ale bałam się o niego.
-Ale on...
-Oh,zamknij się Harry.-warknęłam.

Wzięłam telefon,który wystawał chłopakowi z kieszeni i szybko wybrałam kontakt -"Justin".Pierwszy sygnał,drugi,trzeci,czwarty..chyba nie odbierze...

-Co chcesz Harry!?Nie chce mi się gadać.-słychać było że jest zły.
-Justin...-jęknęłam-Justin,to ja Victoria,gdzie jesteś?
-To ty suko.-zabolało,chociaż nie raz to słyszałam.
-Jus...
-Posłuchaj, miałem przez ciebie przejebane więc nie dzwoń do mnie,nie chce mieć z tobą nic wspólnego!-rozłączył się.

Odciągnęłam telefon od ucha,patrząc cały czas na Harry'ego.Zaczęłam czuć że moje oczy zaczynają się świecić.Po chwili wybuchnęłam płaczem,tuląc się do chłopaka.

-Harry...wpakowałam się w gówno,wpakowałam nas w gówno...

                       ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za to u góry,nie mogę tego naprawić ;/

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 25.

-Nie wiesz jak się cieszę że wróciłaś...Mam nadzieję że nie zapomniałaś co się robi w tej branży-zaśmiała się.

Przewróciłam oczami.Szczerze jak zobaczyłam Miley czekającą na mnie w magazynie myślałam że podejdę do niej i się na nią rzucę.Stała i patrzyła się na mnie,pierwszy raz ją widziałam taką szczęśliwą,chyba że była przy ćpana.Nie jestem pewna tego czy robię dobrze wracając do tego...

-Black,posłuchaj jak już wróciłaś,to wiesz że u nas nie ma przelewek, więc jest robota.-wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów,po czym wyciągnęła jednego i zapaliła.-Chcesz?-pokazała mi paczkę.
-Nie.-odpowiedziałam krótko.-Jaka robota ? Czemu tak szybko ?
-Musisz iść pogadać z taką laską,kurwa ma nam oddać kasę.
-Dopiero wróciłam i już mam coś robić ?!-warknęłam.
-Życie...-zaśmiała się bez humoru.-Masz adres, masz tam iść teraz.-podkreśliła ostatnie słowo.

Wyszłam z magazynu.Nagle poczułam wibracje w kieszeni, wyjęłam telefon. Megan...jeszcze tego brakuje żeby dzwoniła...

-Victoria!Gdzie jesteś?-krzyknęła mi do ucha.
-Nie ważne.-ah..ta jej troska,przewróciłam oczami.
-To nie jest śmieszne,martwię się.
-Meg,jestem dużą dziewczynką umiem o siebie zadbać,nic mi nie jest i nie będzie.
-Justin poszedł za tobą,ale do tej pory go nie ma....nie wiemy co się z tobą dzieje.
-I nie musicie.
-Słuchaj,Harry poszedł go szukać.
-Co mnie to interesuje !?-krzyknęłam do słuchawki.
-Jak się im coś stanie to będzie twoja wina.Bo tobie się zachciało wydziwiać.
-Skończyłaś ?-spytałam, jestem znudzona jej kazaniem na temat tego co robię.-To dobrze.Pa.-rozłączyłam się.

                                                            *     *     *     *     *

Stojąc przed jej drzwiami,zapukałam.Otworzyła mi dziewczyna z ciemnymi włosami upiętymi w kucyka.Wyglądała na 25 lat.Gdy mnie zobaczyła,otworzyła oczy.Jakby widziała kosmitę.Zaśmiałam się cicho.

-Kim jesteś ?!-warknęła.
-Ćpać się zachciało, a kasy już oddać się nie umie ?-zapytałam.
-Co ty do mnie dziecko gadasz ?
-A zamknij się.Daj kasę i spierdalam,a jak nie to inaczej pogadamy.-przymrużyłam oczy.

Zaśmiała się gardłowo,po czym uderzyła mnie w twarz.Pożałuje tego że mnie dotknęła.Cofnęła się do tyłu żeby zamknąć drzwi,ale przytrzymałam je nogą,tak żeby nie mogła ich zamknąć.

-Weź spierdalaj!-krzyknęła,wychodząc w moją stronę.

Chwyciłam ją za bluzkę i pociągnęłam do muru domu.Spojrzałam na nią wzrokiem zabójcy,a ona zaczęła się rzucać,w efekcie czego docisnęłam ją bardziej do ściany.

-Kasa suko!-krzyknęłam jej prosto w twarz.
-Powiedz swojej pani.-zaśmiała się.-że nie ładnie Cię wychowała,dziwko.

Złożyłam moją prawą dłoń w pięść i uderzyłam ją w brzuch.Głośno jęknęła z bólu.Opadła na ziemię.Otrzepałam ręce i odwróciłam się,chciałam już wracać,ale nagle poczułam jak ktoś za mną popycha mnie do przodu.Kobieta usiadła mi na brzuchu i uderzyła pięścią w twarz,przez co poczułam mocne szczypanie na wardze...Pewnie jest rozcięta,ale to najmniejszy problem.Wkurwiłam się i odwróciłam ją tak że teraz ja na niej siedziałam.Uderzałam ją kilka razy pięściami w twarz a następnie pociągnęłam za jej kucyk.Wstałam z niej i patrzyłam jak krew gromadzi się na jej twarzy.

-To do zobaczenia.-zaśmiałam się i na do widzenia-kopnęłam w brzuch.

                                                         *      *     *     *     *

Stałam przed drzwiami mojego domu.Bałam się reakcji Megan.Z tego co widziałam w szybie w drzwiach,moja szczęka była w krwi.Niepewnie zapukałam.Zaraz po drugiej stronie ujrzałam Meg.Gdy otworzyła drzwi,zrobiła wielkie oczy.

-Ja nie wytrzymam...-zakryła dłonią usta.