-Ja nie wytrzymam-zakryła dłonią usta.
-Megan..
-Coś ty zrobiła ?!-krzyknęła mi prosto w twarz.-Czy ty korzystasz jeszcze z mózgu ?
-To nie tak jak wygląda-próbowałam się tłumaczyć.
-To nie tak jak wygląda-powtórzyła i przewróciła oczami.-Czy ty myślisz że ci uwierzę !? Stoisz tutaj z twarzą w krwi,a jeszcze przedtem dostałaś furii i uciekłaś...-widziałam jak łzy napływają jej do oczu.
Chciałam się zbliżyć,przytulić ją,ale fakt że była by ubrudzona moja krwią,wybił mi ten pomysł z głowy. Zaprowadziła mnie do łazienki.Oparłam się o ścianę,stałam przed umywalką nad którą wisiało lustro.Spojrzałam do przodu.Wyglądałam jak...wyglądałam źle.Gdybym była na miejscu Megan,zrobiłabym to samo,wiec się jej nie dziwię.Spojrzałam w bok,szukała czegoś w apteczce,lecz zaraz znalazła i przyszła w moją stronę.Stała przede mną z wacikiem i wodą utlenioną.Spojrzałam w jej oczy.Walczyła sama z sobą.Walczyła z tym żeby nie wybuchnąć płaczem i nie nawrzeszczeć na mnie jak nigdy...Tak mi wstyd,że ona musi to znosić...
-Dam radę...-powiedziałam.
-Chcę ci pomóc...daj sobie pomóc.-poprosiła.
-Ja nie...
-Posłuchaj,zmieniłaś się...nie wiem co się dzieje...boję się o ciebie Vick.-powiedziała i wytarła krew z mojej twarzy.
Po tym jak mnie opatrzyła.Usiadłyśmy na łóżku w moim pokoju.Ona się boi,muszę ją jakoś uspokoić...to nie może tak być!
-Megan,wiesz że nie musisz się bać.-powiedziałam i chwyciłam jej dłoń.
-Czy ty siebie słyszysz ?!Teraz przychodzisz z rozwaloną wargą,pół twarzy masz w krwi,nie odzywasz się,uciekasz, wpadasz w złość...Co dalej ?
-Musisz mnie zrozumieć...
-Staram się ciebie rozumieć,ale nie umiem...przepraszam muszę iść-powiedziała szybko.
Wyszła.Tak po prostu mnie zostawiła...Nie dała mi się wytłumaczyć...Czułam jak łza spływa mi po policzku,myśląc o tym że może mnie zostawić...że może odejść,a ja znowu zostanę z tym gównem...Zaczyna się spełniać to czego się najbardziej obawiałam...Nagle usłyszałam głośny ryk z pokoju obok,to była Megan,pewnie rozmawiała z kimś przez telefon.
-"Mam dość...przyjedź"-Do kogo ona dzwoni ???
Po pięciu minutach,ktoś zadzwonił do drzwi .Megan poszła otworzyć.Harry-z nim gadała przez telefon,bo on przyszedł.Zaraz usłyszałam pukanie.
-Mogę wejść?-zapytał ochrypły głos.
-Wchodź.-powiedziałam krótko.
Chłopak usiadł obok mnie i wciągnął głośno powietrze przez nos,a następnie wypuścił przez usta.
-Dobrze się czujesz ?-zapytał.-Megan...mi mówiła że przyszłaś do domu..noo...
-Tak,jest dobrze.
-Przepraszam jeśli coś..ale nie widziałaś się z Justinem ?-zapytał cicho.
-A co nie ma go !?-wystraszyłam się...
-Nie,do tej pory co poszedł za tobą.Próbowałem do niego dzwonić,ale nic z tego...
-To zadzwoń jeszcze raz!-kazałam,może dziwnie to zabrzmi,po tej całej kłótni,ale bałam się o niego.
-Ale on...
-Oh,zamknij się Harry.-warknęłam.
Wzięłam telefon,który wystawał chłopakowi z kieszeni i szybko wybrałam kontakt -"Justin".Pierwszy sygnał,drugi,trzeci,czwarty..chyba nie odbierze...
-Co chcesz Harry!?Nie chce mi się gadać.-słychać było że jest zły.
-Justin...-jęknęłam-Justin,to ja Victoria,gdzie jesteś?
-To ty suko.-zabolało,chociaż nie raz to słyszałam.
-Jus...
-Posłuchaj, miałem przez ciebie przejebane więc nie dzwoń do mnie,nie chce mieć z tobą nic wspólnego!-rozłączył się.
Odciągnęłam telefon od ucha,patrząc cały czas na Harry'ego.Zaczęłam czuć że moje oczy zaczynają się świecić.Po chwili wybuchnęłam płaczem,tuląc się do chłopaka.
-Harry...wpakowałam się w gówno,wpakowałam nas w gówno...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za to u góry,nie mogę tego naprawić ;/
Nic nie szkodzi :). rozdzial cudowny wiec zapomina sie o malej czcionce na poczatku :). piszesz wspaniale ;)
OdpowiedzUsuńTo jest świeeeeetne. :** Czekam na nn <333
OdpowiedzUsuń