czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 29.

-Gdzie jest twoja przyjaciółeczka ?-zapytał jeden z nich.

Zrobił krok w moją stronę. Chwycił garść moich włosów i pociągnął do tyłu, w wyniku czego moja twarz była skierowana do sufitu.Boli,boli jak cięgnie mnie za włosy.Zacisnęłam mocno oczy z bólu.Nagle poczułam jak ktoś składa pocałunek na moim policzku a następnie pocałunki były składane niżej i niżej...Wzięłam głęboki oddech i..

-Greg to nie czas na zabawę !
-Wszystko musicie zepsuć.-wrzasnął.

Czyli ten co się do mnie się do mnie dobiera to Greg...Przewrócił oczami i cofnął się do tyłu.Zapłakałam głośno,co się teraz stanie? Czy ktoś mnie uratuje ?Z każdą minutą coraz bardziej panikuję...

                                                                *Oczami Justina*

Siedziałem za kółkiem samochodu,ponieważ Harry był za bardzo zdenerwowany...Gdy dojechaliśmy pod dom dziewczyn.Widziałem że drzwi są wyważone...Co się teraz dzieje z dziewczynami?Co z Victorią?Jeśli te gnojki je dotkną zabiję ich własnymi rękoma.Weszliśmy po cichu na górę po schodach.Głośny płacz Megan i krzyki dochodziły z jej pokoju.Harry już miał zamiar tam wbiec,ale go zatrzymałem.

-Najpierw idziemy do pokoju Victorii,ona powinna mieć pod łóżkiem pistolet.-powiedziałem po cichu.

Kiwnął głową i poszliśmy do pokoju.Schyliłem się i wyjąłem pudełko.Otworzyłem.Tak! Jest pistolet.Dałem Harry'mu i szybko poszliśmy do pokoju Megan.Otworzyłem szybko drzwi.Stałem sparaliżowany...gdzie jest Victoria !?Harry stał z wycelowaną bronią prosto w nich.

-Cześć..stary,skąd masz broń?!-zapytał ze zdziwieniem Tom.
-Nie twój pieprzony interes!-ryknął.-A teraz spierdalać!Zanim wymierzę po kulce dla każdego w łeb!-był tak zły że mógł to rozbić tu i teraz,ale się powstrzymywał z powodu Megan.
-Dobra,tylko nie rób nic głupiego.
-Dobra koniec.-powiedziałem stanowczo.

Odsunąłem się żeby mogli wyjść.Ale chyba im się nie śpieszyło.Podszedłem do Joha-był najbliżej.Chwyciłem go za kurtkę i szarpnąłem i w stronę drzwi.Uderzył się o framugę,ale mam to w dupie.Wyszedł a za nim reszta.

-Jeszcze się zobaczymy!-krzyknął Josh wychodząc.

Harry usiadł obok Megan,a potem zrobiłem to samo.Chwycił ją za rękę i potarł delikatnie.Ja się tylko przyglądałem i myślałem gdzie jest Victoria.Hazza spojrzał prosto w oczy Megan.

-Nic ci nie jest?-zapytał.
-Nie jest okej.Dziękuję wam-uśmiechnęła się cicho.

Nagle usłyszeliśmy głośny krzyk.Victoria!?To był jej głos...nic jej nie jest.Wziąłem głęboki oddech.Nagle ona stała w drzwiach pokoju Megan i patrzyła na nas jak na ufo.Czy ona była na imprezie?Tak mi się wydaje po tym jak jest ubrana.

-Co tu się dzieje?!Czemu nie mamy drzwi?-zapytała.
-Byłaś na imprezie?!-wstałem i podszedłem bliżej.
-No tak,a ty co moja matka!?-prawie pisnęła.
-Aha,chodzisz sobie na imprezy a Megan zostawisz samą?-przymrużyłem oczy.
-A ile ona ma lat?!Trzy?!-cały czas krzyczała,była trochę wypita.
-Nie podnoś na mnie głosu,suko.-syknąłem.
-A wal się Bieber!Nie wiem po co przyszedłeś...miałeś się do mnie nie odzywać.-przewróciła oczami.
-Przyszedłem pomóc Megan!
-Chyba już skończyłeś,więc spierdalaj nie chcę cię u mnie w domu!-tupnęła nogą.
-To do widzenia!-krzyknąłem i wyszedłem z pokoju,ale nie mogę zaprzeczyć jest słodka jak się złości...

Wyszedłem i wsiadłem do samochodu.Jechałem prosto do przyczepy.Jak ona mnie denerwuje.Wyciągnąłem papierosa i zapaliłem.Nagle mój telefon zaczął wibrować.Harry.Właśnie zapomniałem o Harry'm! Musze się tam wracać....

-Tak,stary zaraz po ciebie przyjadę.
-Jak mogłeś zapomnieć o najlepszym kumplu-zaśmiał się.
-Jakoś wyszło.-zakończyłem rozmowę.

Zawróciłem przy najbliższej okazji.Gdy dojechałem do domu Megan i jej przyjaciółki,myślałem że Harry będzie czekał pod domem.Ale się myliłem.Wszedłem do środka,pech chciał że Victoria siedziała na kanapie w salonie i oglądała jakieś bzdury.Gdy usłyszała że wszedłem od  razu podeszła do mnie bliżej.

-Co tu robisz?!Miałeś nie wracać.

Spojrzałem jej w oczy.Nie mogłem tego nie zrobić i nie minęła sekunda a ja rozbiłem swoje usta o jej...Tak za tym tęskniłem.Ona bez zawahania otworzyła usta dając mi lepszy dostęp.Nagle nasze języki zaczęły walczyć o dominację...Lecz odsunąłem się szybko zdając sobie sprawę że my się do siebie nie odzywamy.

-Co ty zrobiłeś?-zapytała,a jej głos drżał.
-Pocałowałem cię?
-Dobra,nie..nie ważne

Uśmiechnąłem się i zaraz spojrzałem w bok.Na schodach stali Harry i Megan i oglądali tą głupią szopkę.Zajebiście..

1 komentarz: