poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Rozdział 27.
*Oczami Justina*
Wszedłem do naszej przyczepy ,na łóżku siedział Harry.Był zamyślony.Patrzył się w jeden nieokreślony punkt.Usiadłem na przeciwko.Byłem jeszcze trochę zły po tym co się stało jakieś 3 godziny temu.Nie mogłem uwierzyć że to zrobiłem,że się za nią wstawiłem.Jestem idiotą.Sam nie wiem czemu to zrobiłem.Czy ja czuje coś to tej suki ? Justin! Nie mów tak o niej-powiedział mi głos w głowie.Sam nie wiem czego się spodziewałem po tej rozmowie,jeśli można to tak nazwać,przez cały czas krzyczeliśmy...
-Tak w ogóle to:Cześć-prychnął Harry.
-No siema...
-Gdzie byłeś?-zapytał.
-A co ty moja matka?! Nie powinno cię to interesować.-syknąłem dość głośno.
-Dobra...już się spytać nie wolo-przewrócił oczami.
-Wkurzasz mnie,wiesz o tym?
-Co chwilę cie coś wkurza!Jak nie ja to Victoria,pomyśl trochę.
-Nie wymawiaj jej imienia przy mnie!-warknąłem.
-Nie że coś...ale gościu będziemy z nią pracować-zaśmiał się.
-Nic kurwa nie będziemy!!!-krzyknąłem i wstałem.
Otworzyłem drzwi i wyszedłem na dwór.Zimna fala powietrza uderzyła mnie od głowy do dołu.Patrząc na ciemne niebo zacząłem wspominać to co wydarzyło się wcześniej...
-Z tobą? Chętnie -powiedziałem z chrypką,wiem jak to działa na kobiety.
Ona odeszła w stronę magazynów. Podszedłem w stronę drzewa,oparłem się i czekałem aż dziewczyna wyjdzie.Nie musiałem długo czekać.Po tym jak wyszła ja wszedłem do środka.Stała tam Miley i kończyła wypalać papierosa.Podszedłem do niej bliżej.
-Czego chcesz Bieber?-syknęła -Nie mam dla ciebie roboty.
-Bo co dałaś jej?Ha-ha jeśli myślisz że jest niezastąpiona to się mylisz.
-Na pewno jest lepsza od ciebie.-jak to powiedziała podszedłem do niej bliżej,a ona się odsunęła.-Nie dotykaj mnie.
-A teraz nie dotykaj?A kiedyś to się chciałaś dotykać...
-Nie drąż tego tematu.-wiedziałem,trafiłem w jej czuły punkt.
-A dlaczego?-podszedłem do niej i delikatnie chwyciłem za ramię.
-Po chuja tu przyszedłeś?-zapytała cicho.
-Mam pomysł.-uśmiechnąłem się-Ty wywalisz Victorię z naszej grupy i dasz jej spokój...a ja w zamian dam Ci to co kiedyś Ci dawałem,znowu będzie tak jak dawniej,ile będziesz chcieć-mruknąłem jej do ucha,a ona pisnęła.
-Nie...Justin,nie mogę.-odszedłem od niej.
-To się wal.Jak znowu będziesz się chciała ruchać to idź do kogoś innego...suka-syknąłem jej w twarz i wyszedłem.
Co mnie zdenerwowało w tej rozmowie tak bardzo ? To że się przejmuję Victorią...ona powinna mnie nie obchodzić a nie ja będę się dla niej poświęcał...chociaż to nie jest poświęcenie,ale...kur...co mi tak na niej zależy!Wziąłem głęboki oddech.Wszedłem znowu do przyczepy i położyłem się na łóżko.
-Możesz mi powiedzieć co się stało?-zapytał Harry,ale on jest ciekawski.
-Dużo by opowiadać.-chciałem go spławić,ale się nie udało.
-Mam czas.
-Nie wiem co się ze mną dzieje..poszedłem do Miley żeby targować się z nią na temat Victorii,żeby dała jej spokój...ona mnie nie powinna interesować-krzyknąłem.
-Nie mów tak.A ja się przejmuję Megan i co ?
-To jest histeryczka-zaśmiałem się.
-Nie mów tak o niej!-warknął.
-Ona dzwoniła do ciebie od razu jak zobaczyła krew...-ponownie się zaśmiałem.
-Megan nigdy nie miała z takimi sprawami do czynienia więc się jej nie dziw...
-Niech Ci będzie...-prychnąłem.
-Stary...ja się chyba w niej zakochałem.
-Stary...wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze ? Że ja chyba też...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Uuuuu no nieźle
OdpowiedzUsuńGenialny *___* Czekam pilnie na następny ;*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że do mnie zajrzysz ;D somebody-to-looove.blogspot.com