wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 20.

Usłyszałam stłumiony krzyk Victorii... Od razu wbiegłam przez drzwi popychając Justina i gościa który w nich stał.Spojrzałam w prawo, była tam sofa na której leżała Vickie, nad nią leżał jakiś gościu,a obok stał jeszcze jeden facet i... Miley ?! Co ona tu robi ? Co robi to Victoria ?! Ona ich zna ? Nic z tego nie rozumiem...Czemu ona mi nic o tych gościach nie powiedziała ? Mam milion pytań w głowie na które nie mogę odpowiedzieć...Stałam i nie wiedziałem co mam zrobić,gdy nagle poczułam czyiś oddech na szyi. Gwałtownie zrobiłam krok do przodu i się odwróciłam.Chłopak który przed chwilą chciał mnie pocałować w szyję chwycił mnie za nadgarstki i przysunął się.

-To ty jesteś pewnie przyjaciółką tej...cipy ?-zaśmiał się i spojrzał na Victorię.

Nagle zobaczyłam Harry'ego który uderzył nieznajomego mi chłopaka prosto w szczękę.Spojrzał szybko na mnie.

-Idź do domu, już!-warknął.
-Harry,ja...
-Zabierzemy ją,idź już!-krzyknął po czym znowu dobrał się do chłopaka.

Nie wiedziałam co zrobić jak zobaczyłam że Miley zbliża się w moim kierunku,spanikowałam i uciekłam do domu. Styles powiedział że ją wezmą z stamtąd...Gdy byłam już w domu pobiegłam do mojego pokoju, opadłam bezwładnie na łóżko i czułam jak po policzku spływa mi jedna łza...


                                                                   *Oczami Justina*

Stałem w drzwiach gdy nagle poczułem Megan która wbiega do mieszkania.Bez wahania pchnąłem Josh'a na bok.Spojrzałem w bok i zobaczyłem tego gnoja-Tom'a który wsiał na Victorią... Zabiję go jak ją dotknął. Jak położył jego ohydną rękę na niej,obiecuję-osobiście mu ją utnę tępym nożem,a on będzie prosił i krzyczał żebym przestał,lecz to nic nie da.Zaśmiałem się ze względu na moje plany. Podbiegłem do kanapy,chwyciłem go za ramię i szarpnąłem do góry, w wyniku czego spadł na podłogę.Spojrzałem w jej oczy... Można było w nich wyczytać że była wystraszona. Podniosłem ją i wtuliłem się w nią...

-Ooo... przyszedł twój wybawca-zaśmiał się gardłowo Greg.
-Spierdalaj!-wymruczałem.
-Więc po co tu przyszedłeś ? Nie stary, nie damy Ci, ty nie poruchasz.-zacisnąłem swoje pięści.

Chciałem się na niego rzucić,ale wziąłem głęboki oddech i spojrzałem do tyłu.Za mną stał zdenerwowany Harry.Obok była Victoria.Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.

-Będzie dobrze...- wyszeptałem jej do ucha,a ona wymusiła uśmiech.
-Ojej... jakie ta słodkie, ok kiedy Bieber się kimś przejmuje ?-zapytała Miley,sięgając po coś do kieszeni.
-Odwal się od niego.-Zaczął mnie bronić Harry.

Nie spuszczałem wzroku z dłoni Miley,która zaraz z kieszeni jej kurtki wyjęła pistolet.Aha, dla siebie ma a jak idziemy na akcję to już nam nie pożyczy...suka.Spojrzałem na nią pytająco.Co chciała zrobić? Ona jest nie przewidywalna,nie sorry ona jest chora psychicznie.Wycelowała pistoletem na Victorię...zamarłem.Spojrzałem na nią.Zaczęła płakać.

                                                               *Oczami Victorii*

Jak Miley nacelowała pistoletem we mnie, czułam że to jest koniec...Ta umowa, wszystko przez nią.Jestem ich własnością więc mogą że mną robić co chcą...Ale lepiej żeby mnie zabiła niż żeby te gnoje mnie dotykały.. dobra nie myślę o tym bo chyba zwymiotuję. Spojrzałam prosto Justinowi i w oczy,a potem spojrzałam na Harry'ego wzrokiem : powiedz-Meg-że-ją-kochałam. Odwróciłam się popatrzyłam na wszystkich którzy stali przede mną, a na końcu na Miley.Stała tam bez uczuć i celowała we mnie.

-No kurwa zrób co masz robić!-krzyknęłam,nie mogłam już wytrzymać napięcia.
-Mam dla ciebie propozycję,albo ją przyjmiesz...albo będziesz nasza...-uśmiechnęła ,wiedziała że ma nade mną kontrolę.
-Jaką ?-spojrzałam na nią z niecierpliwością czekając na odpowiedź.
-Wracasz do gangu ?

Zamarłam.Otworzyłam usta i zrobiłam wielkie oczy.Czy ona mówi powierzanie ? Nie chcę to tego wracać...urwałam się z tego i byłam z tego dumna,a teraz ? To ma wrócić ? Znowu mam mieć czyjaś krew na rękach ? A co z Megan ? Nie będzie się za mną przyjaźnić,albo mnie znienawidzi,albo będzie dobrze,lecz zerwę z nią kontakty...nie chcę ja narażać.Ale,szczerze to wolę już chyba wolę umrzeć...

-Czas masz do jutra... wiemy gdzie mieszkasz...nie uciekaj suko,bo i tak cię znajdziemy...-zaśmiała się.-A teraz wychodzić już!




poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 19.

Siedziałam na sofie i nie mogłam się doczekać kiedy mi wytłumaczą po co mi wysyłają te filmiki.Josh i Tom stali przede mną i  patrzyli się na mnie ze złością wymalowaną na twarzy.Co ja zrobiłam ? Przewróciłam oczami i się cicho zaśmiałam.

-Nie przewracaj na nas oczami mała suko...-wysyczał Tom.
-Weź nie dramatyzuj-ponownie wywróciłam oczami,ale zaraz tego pożałowałam.

Simson (Tom) szarpnął mnie za rękę, chwycił za ramię i popchnął na ścianę.Kur... co w nich wstąpiło?! Parę lat temu tacy nie byli...Podszedł do mnie Josh i chwycił swoją wielką dłonią moje gardło.Czułam jak jego palce mi się w nie wbijają. Jęk łam z bólu.Poluzował uścisk,ale nie puścił.Przejechał swoim policzkiem po moim,w wyniku czego zacisnęłam oczy.Następnie szepnął mi do ucha:

-Będziesz pokutować za to co zrobiłaś...-poczułam dreszcze.-Trzeba było nie zostawiać nam policji na głowie...-Zacisnął znowu swoja dłoń na moim gardle,ale teraz mocniej  niż przedtem.Czułam że powoli brakuje mi tlenu,moje nogi zaczęły się robić jak z waty.Próbowałam złapać oddech,ale nie dałam rady.Mogłam tu nie przychodzić,czyżby Justin miał rację ? Po co przyszłam tu sama ?

-Puść ją, przecież ją udusisz !- usłyszałam Tom'a który podszedł do chłopaka i pociągnął go na bok.

Gdy tylko poczułam że nic nie dociska się do mojej krtani,opadłam na podłogę.Zaczęłam łapać powietrze, moja klatka piersiowa poruszała się szybko i nierówno.Leżałam na ziemi dopóki mój oddech się nie uspokoił.Odwróciłam głowę, spojrzałam do góry i ujrzałam dwie postacie stojące nade mną.Wstałam jak to najszybciej możliwe i robiłam krok do tyłu.Czułam że jak bym się jeszcze trochę cofnęła spadłabym na sofę.

-Powiecie mi w końcu o co chodzi !?-spojrzałam na nich wzrokiem : mówcie-albo-wam-dojebię.
-Pamiętasz dzień w którym miałaś zdjąć gościa co kupił najwięcej i nie zapłacił, to było najważniejsze zlecenie,ale nie bo ty dwa dni wcześniej dałaś się złapać i my mieliśmy to zrobić,ale się nie udało...Koleś żyje do teraz, a nas ścigała policja...Musieliśmy się długo ukrywać,aż w końcu odpuściła...-powiedział Josh zaciskając pięści.
-A pamiętasz jak podpisałaś ten pierdolony świstek że jak zdradzisz gang lub go opuścisz bez zgody nas wszystkich...-podszedł do mnie-jesteś naszą własnością.

Przeklęłam cicho...Pamiętam, pamiętam ten dzień , to zlecenie i ten zasrany papier... Mogłam się w to nie pakować,mogłam tego nie podpisywać.Ale co oni teraz chcą ze mną zrobić,co ? Może będą mnie bzykać po kolei ? Hahahah... po moim trupie,albo...oni mnie zabiją.Przekłam ślinę.Nagle poczułam rękę Tom'a na moim ramieniu jadącą w dół...


                                                              *Oczami Megan*

Siedziałam z Harrym na tej samej ławce co na początku,rozmawialiśmy o wszystkim...Zastawiam się co robi teraz Vickie i Justin... Czy sobie wybaczyli,czy dowiedziała się czegoś nowego ? Nagle poczułam jak mój telefon zawirował i usłyszałam piosenkę Little Mix. Wyciągnęłam szybko telefon z torebki i spojrzałam na wyświetlacz.Justin? Czyżby się pokłócił z Victorią?

-Hallo.
-Megan!-krzyknął mi do słuchawki.-Megan... Victoria poszła...-dyszał.-ona poszła do Josh'a i Tom'a.
-Do kogo ?-o kim on mi mówi...
-Nie ważne, powiedz Harry'emu że do nich poszła,spotkamy się pod ich domem...
-Ale...Justin...
-Nie ma czasu!-przerwał mi.

Powiedziałam to co miałam powiedzieć.Na co Harry chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.Szliśmy dość szybko.Nie wiedziałam gdzie idziemy i kim są ci ludzie... Victoria,w co ty się wpakowałaś? Gdy doszliśmy już do jakiegoś domu, zobaczyliśmy Justina który chodził w kółko.

-Wchodzimy.-powiedział zdenerwowany .
-Justin,stary,musimy to obmyślić.-stwierdził szybko Harry.
-Co ty chcesz przemyśleć ? Ona tam jest,albo idziesz ze mną,albo idę sam...
-Czy ktoś mi powie o co chodzi ?- zapytałam przenosząc swój ciężar ciała na jedną nogę w tym samym czasie krzyżując ręce.
-...-Harry wziął głęboki oddech.-Zaraz Meg...

Spojrzałam na drzwi,Justin już przed nimi stał i zadzwonił dzwonkiem.Zaraz pojawiła się tam dość wysoka postać,pierwszy raz widzę tego gościa na oczy...


sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 18.

                  Przeczytajcie notkę pod rozdziałem...                                           

                                                                  *Oczami Megan*

Siedziałam w swoim pokoju słuchając muzyki i czekałam na chłopców.Po co mnie Vick z Harrym umawiała,zresztą sama jej mówiłam że tak na prawdę to nie jest do końca złe,bo robili to żeby zarobić i nie mieszkać na ulicy...Ciekawe gdzie oni mieszkają ?Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi.Zeszłam na dół i poszłam otworzyć.Ujrzałam Justina a za nim Harrego.Nie wiedząc co powiedzieć zaprosiłam ich do środka.Czuję się trochę nieswojo odkąd wiem czym się zajmują...
-Gdzie Victoria ?-zapytał lekko zdenerwowany Justin.
-U siebie...

Nie odpowiedział nic tylko poszedł do góry.Zostałam sama na dole z Harrym.Stałam przed nim i patrzyłam się w podłogę.Nagle poczułam jak podnosi mi głowę do góry.Patrzyłam w jego zielone oczy.Były piękne...

-Idziemy do parku ? Chciałbym pogadać.-uśmiechnął się niepewnie.
-Możemy.Poczekaj tu.-powiedziałam i pobiegłam na górę.

Wzięłam telefon który leżał mi na łóżku,bez niego się nie ruszę.Wrzuciłam do małej torebki i przełożyłam przez ramię.Wzięłam głęboki oddech schodząc po schodach.Harry nie ruszał się z miejsca, stał tam gdzie przedtem.

-Chodź.-powiedziałam szybko otwierając drzwi.

Przez resztę drogi do parku się nie odzywaliśmy.Było nie zręcznie.Usiedliśmy na najbliższej ławce.Widziałam biegające dzieci, bawiące się niedaleko na małym placu zabaw.Były takie słodkie.Kocham małe dzieci.

-Megan...ja wiem co możesz sobie teraz o mnie pomyśleć,ale zrozum że ja...-zatrzymał się.Patrzył w chodnik .
-Że co ty ?-zapytałam patrząc mu prosto w oczy.
-Ja tego nie chciałem,po prostu musiałem, musiałem razem z Justinem zarabiać, to było najlepsze wyjście...
-Harry czy ty siebie słyszysz ? Najlepsze wyjście to zabijanie kogoś dla pieniędzy ?
-Ale nie wiedzieliśmy że mamy to robić,na początku to miał być towar do handlowania,a potem...wiesz sama.-jego głos się załamał.

Nie wiedziałam co mam w tym momencie powiedzieć...Co mam zrobić, staram się go rozumieć,ale nie do końca mi to wychodzi...

                                                             *Oczami Victorii*

-Justin... nie rozumiem po co oni mi to wysyłają.-powiedziałam i weszłam do Starbucks'a i usiadłam przy stoliku.
-Ja też nie wiem, ale wiem kto to jest...
-No mów.-nie mogłam się doczekać aż dowiem się kim jest "YFS".
-To Josh,Tom i Greg...
-Że co ?! -wstałam i zauważyłam że wszystkie osoby które siedziały przy stolikach patrzyli na mnie.Usiadłam.-Jesteś pewny ?
-Tak,oni przeważnie zanoszą to Miley.
-Głupia suka,głupie pedały...-moje ręce się trzęsły.
-Nie denerwuj się.Załatwimy to,pójdziesz ze mną i się dowiemy od nich po co Ci to robią.-próbował mnie uspokoić.
-Justin oni nam nie powiedzą.
-Czemu?Przecież ich nie znasz, dociśnie się ich i już.-zaśmiał się.
-Znam ich.-powiedziałam szybko.

Justin oblizał usta i spojrzał na mnie wzrokiem : Jak to ich znasz?.Nie wiedziałam co mam robić więc wstałam i chciałam wyjść,ale ktoś chwycił mnie za nadgarstek.Obróciłam się.

-Stój...
-Justin,dziękuję że mi to powiedziałeś ,ale teraz mi odpowiedz na jeszcze jedno pytanie.
-Tak?
-Czy oni zmienili adres zamieszkania ?
-Vickie...chyba nie chcesz tam jechać?-popatrzył mi się w oczy,dalej trzymając za nadgarstek.
-Nie zrozumiesz.-powiedziałam krótko.Wyszłam z kawiarni..Pamiętałam adres tych dupków.Muszę tam iść.Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam Justina który biegł za mną i krzyczał że mam się zatrzymać, ale go nie posłuchałam.

                                                          *     *     *     *     *

Stałam pod drzwiami Josh'a.Zadzwoniłam dzwonkiem.Stał w drzwiach.Jednak nie zmienił adresu.Zaśmiał się cicho jak mnie zobaczył.Spojrzał na mnie od góry do dołu.

-Nic się nie zmieniłaś Black.-zaśmiał się po raz kolejny.
-Ty też nie,jesteś dalej takim samym skurwysynem-posłałam mu sztuczny uśmiech.
-Patrzcie kto się zjawił.-powiedział Tom,który stanął tuż za Josh'em.

Jeden z tych debilów pociągnął mnie do środka i zamknął drzwi.Po co tu przyszłam !? Jaka jestem głupia mogłam posłuchać się Justina...Pchnął mnie na kanapę.Zaczęłam się szarpać.

-Będziesz grzeczna czy mam cię związać ?-puścił mi oczko,a ja wywróciłam oczami.-Po co przyszłaś ?
-Po chuja mi wysyłacie te filmiki ?!
-No bo wiesz...-powiedział i zaczął się śmiać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kochani ;D Chciałbym się dowiedzieć ile osób czyta tego bloga i czy jest sens go pisać.Wydaje mi się że niektórzy nie czytają już tego bloga,ponieważ spadły wyświetlenia oraz jest brak komentarzy które mnie bardzo motywują.Dlatego proszę was aby każdy kto czyta skomentował tego posta.Wystarczy mi " <3 ".Komentarze można dodawać anonimowo<czyli mogą komentować to osoby nie posiadające konta> Dziękuję ;]

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 17.

Po obejrzeniu tego durnego filmu,który zapowiadał się fajnie poszłam sprawdzić pocztę.Zastanawiałam się czy tajemniczy nieznajomy - YFS dał mi spokój.Może wysłał mi filmik jak Justin zabija kolejnego człowieka,i może na tym filmiku jest jeszcze moment w którym do niego dzwonię...Ale z drugiej strony może Megan ma rację,ja też bym szukała szybkiej pracy.Ale,nie!To nie wyjaśnia tego że on odbiera komuś życie,nie sorry,on mnie jest sam jest jeszcze Harry.Wzięłam laptopa na kolana i weszłam do łóżka.O,są dwie wiadomości...Jedna od...nie ważne, mało mnie teraz interesuję że są wyprzedaże w moim ulubionym sklepie,ale w sumie,to można by się było jutro przejść. Otwarłam drugą .

             "Cześć skarbie...Widziałaś się ostatnio z Justinem ? No chyba raczej nie, ponieważ miał zadanie do wykonania .Opowiedział Ci już historię swojego życia?
                                                                                                                         ~YFS"

Jakie zadnie ?! Co mnie to interesuje..Wiadomość została wysłana nie dawno ,więc może jest szansa żebym dostała jeszcze dziś odpowiedź...

          "Weź się odwal,okej ? Nie wiem po co do mnie piszesz,nie interesuje mnie co Bieber robi! Nie pisz więcej do mnie bo i tak nie będę odpisywać!"

Czekałam aż odpiszę,ale zaraz mój telefon zawirował i usłyszałam piosenkę Rihanny.Spojrzałam na wyświetlacz-Justin.Szybki jest,miał zaraz oddzwonić,a minęły już ponad trzy godziny...

-Cześć-powiedziałam szybko,odkładając laptopa na bok.
-Cześć Vick,jak się czujesz ?
-Dobrze...co chciałeś,jak dzwoniłeś pierwszy raz co nie odebrałam.
-Chciałem prze...
-Nie Justin,jak masz przepraszać,nie chcę tego słuchać, ponieważ nic nie mam z twojego "przepraszam"..-przerwałam mu.
-Możemy się jutro spotkać?Nie powiedziałem Ci wszystkiego.
-...-wzięłam głęboki oddech-Dobrze,ale nie myśl że wszystko jest okej.
-Cieszę się,o 15;00 przyjdę po ciebie.-odetchnął z ulgą.
-Weź Harrego, myślę że Megan i on też muszą sobie coś wytłumaczyć.
-Okej,myślałem że się nie zgodzisz.
-Ale pamiętaj do jest wyłącznie dlatego żebym mogła to wszystko sobie poukładać,bo mam dość tej burzy myśli w głowie.-powiedziałam i położyłam głowę na poduszkę .
-Dobrze,dobranoc,śpij dobrze.
-Pa.-rozłączyłam się.

Zgodziłam się i mam nadzieję że jak mi to wytłumaczy to da sobie spokój i razem r Harrym odczepią się od nas raz na zawsze-wierzę w to.Chwyciłam za laptopa żeby go przenieść,zobaczyłam wiadomość.Otwarłam.

              "Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz.Koszmarnych snów maleńka...
                                                                                                               ~YFS"

Nie mam pojęcia kim jest,lub są ci ludzie, ale ich nie znoszę.Po co się do mnie dowalają !?Zamknęłam komputer i ułożyłam się wygodnie w łóżku.Siedziałam z Megan w parku na ławce.Spojrzałam w dal i zobaczyłam Harrego i Justina.
Chyba na kogoś czekali.Rozglądali się.Po chwili Harry chwycił jakiegoś faceta i trzymał aby on się nie mógł poruszyć, a jak się wiercił dostawał z pięści w brzuch lub w twarz.
-Patrz!-krzyknęła Meg,prosto mi do ucha.
Nie mogłam oderwać wzroku od Justina wbijającego w brzuch nóż nieznanemu kolesiowi.Chciałam się odwrócić ale nie dałam rady.Widziałam jak Harry opluwa leżącego na ziemi mężczyznę i odchodzą.Nagle poczułam że ktoś zakrywa mi oczy...
Szybko wstałam do po pozycji siedzącej,rozejrzałam się po pokoju,wszędzie było ciemno.Przetarłam twarz,i powtarzałam sobie w kółko:To tylko sen. Położyłam się.Gdy zamykałam oczy miałam cały czas obraz kiedy Justin zabija człowieka a Harry na niego pluje.Próbowałam zająć czymś innym moje myśli,ale nie dawałam rady.Po długo godzinnej męczarni z myślami zasnęłam.


                                                    *     *     *     *     *

-Victoria...wstawaj już południe.-obudził mnie głos Megan,siedzącej na moim łóżku.
-Wstaje,wstaję-przeciągnęłam się.
-Rozbiłam naleśniki-uśmiechnęła się szeroko.
-Ojej,dziękuję.

Zaszłam za nią na dół.Na stole leżało sześć naleśników z dżemem.Bosz...dziękuję że los mi zesłał nią,nie dość że mnie wspiera to robi takie pyszne naleśniki.Siadłam szybko przy stole,gryząc kawałek.

-Rozmawiałaś z kimś wczoraj ?-zapytała,sięgając do talerza.
-Tak..Pan Bieber dzwonił,i powiedział że chce pogadać i wszystko wyjaśnić.-powiedziałam przewracając oczami.
-Ahhhm...-wymruczała biorąc gryza naleśnika.
-A,spotykasz się z Harrym dziś o 15;00,przyjdzie to z Justinem,chce pogadać z tobą.
-Że co ?-prawie się nie udławiła.
-Meg, mówiłaś że oni musieli to robić żeby zarobić, więc co jesteś zaskoczona, to było pewne że Harry będzie chciał to Ci wytłumaczyć.

Nic nie odpowiedziała,wzięła głęboki oddech,i kontynuowała jedzenie...

                                                           

środa, 5 lutego 2014

Rozdział 16.

Wzięliśmy to co nam dała.Spojrzałem na kartkę gdzie mieliśmy dostarczyć towar.Myślałem czy teraz możemy się wycofać, ale to był głupi pomysł, ponieważ to by było pewne że Miley i reszta z "gangu" by nas dorwali i mielibyśmy wtedy nieźle przejebanie... Wziąłem głęboki oddech. Tak cholernie nie chce tego robić, nie wiadomo jaki ten koleś może być.Nie raz nam się trafiają ludzie,którzy tuż po daniu towaru dają nam w mordę i grożą pistoletem, a my nie mamy nic oprócz własnych pięści .Miley nie załatwiła nam jeszcze broni czy czegoś innego, bo "ją nie stać".Wsiedliśmy do "naszego" auta, nie było do końca nasze, bo było skradzione.Wiadomo że żadnego z nas nie stać było na taką furę. Wcisnąłem pedał gazu i ruszyliśmy pod wyznaczone miejsce.

                                                           *     *     *     *     *

 -Justin, stary nad czym myślisz ? -zapytałem,gdy zobaczyłem rozkojarzonego Bieber'a.
-Chyba zadzwonię do Vickie...-powiedział patrząc dalej w telefon.
-Nie wiem rób co chcesz.-powiedziałem szybko.

Mamy jechać poza miasto,kojarzę tą dzielnic gdzie mamy jechać.Justin wybrał numer i zaczął dzwonić...Nie odebrała.Skąd ja to wiedziałem... Gdybym chciał zadzwonić do Megan, pewnie zrobiła by to samo.One nam nie wybaczą, tak czuję.Dotarliśmy do normalnego, prostego domu z beżową elewacją. Stanęliśmy pod brązowymi drzwiami i zadzwoniliśmy, po chwili mogliśmy ujrzeć łysego mężczyznę,był dość...wielki.Szczerze trochę się przestraszyłem gdy za nim pojawiło się dwóch podobnych mężczyzn-też łysych.

-Czego ?!-warknął.
-Przywieźliśmy towar.-powiedział Justin i w tym czasie usłyszeliśmy piosenkę Drake'a.-Kurwa,Vickie-przeklną patrząc na wyświetlacz.Odebrał i powiedział tylko: "Sorry... zaraz zadzwonię, nie mogę gadać."
-Dawać-rozkazał mężczyzna i podał nam pieniądze, a następnie zamknął drzwi przed nosem.

Nie mogłem w to uwierzyć , że jednak oddzwoniła...Chyba że chciała tylko powiedzieć że mamy się od nich odwalić... tak to jest bardzo prawdopodobne. Przeliczyliśmy kasę i pojechaliśmy do Miley...

                                                     * Oczami Victorii *

Siedziałam z Megan na kanapie w salonie, kiedy rozmawiałyśmy o tym po co się wpakowaliśmy w taką znajomość zadzwonił do mnie telefon, kiedy spojrzałam na wyświetlacz zrobiłam wielkie oczy. Jeśli Justin chce mnie przepraszać i tak dalej. to nie mam nastroju na takie pogawędki.

-Któż to ?-zapytała Meg,jakby nie wiedziała.
-A od kogo mogę nie odbierać ?
-Justin.-powiedziała szybko.-Ale... może on czegoś potrzebuje, może coś się stało ?
-Megan... co się miało mu stać, nie przesadzaj...
-Ale ja mówię poważnie, wiesz że Harry i Justin mają tendencje do pakowania się w kłopoty zawłaszcza że zajmują się tym.-stwierdziła, i wywarła nacisk na słowo "tym"
-Od kiedy ty jesteś taka...hm...wiesz zawsze się złościłaś jak ktoś zrobił coś złego, a w tym wypadku to jest naprawdę złe.Co się podziało z dawną Megan?
-Tak,tak... ale oni nie mieli pieniędzy, jak mieli zarabiać ? Ty byś pewnie też tak zrobiła.

No może ma rację,szukali najszybszej pracy,w której nie trzeba tych całych podań i czegoś tam jeszcze.Może powinnam zadzwonić do Justina i sprawdzić czy wszystko okej... Wykręciłam więc numer, nie musiałam długo czekać.

-Hal..
-Sorry... zaraz zadzwonię, nie mogę gadać.-przerwał mi i raz się rozłączył...

No i po co dzwoniłam żeby się rozczarować ? Rzuciłam telefonem na poduszkę. Możliwe że przeszkodziłam mu z zabójstwie jego ofiary...Jaka jestem głupia po co to robiłam, mogłam nie dzwonić,mogłam go mieć w dupie,a teraz ?Teraz znowu będę się zalewać myślami na temat tego co on robił ...

-Co jest mała ? Rozłączył się ?-zapytała nieniepokojona Megi.
-Powiedział że nie da rady gadać-przewróciłam oczami.

Megan wzięła głęboki oddech.A co jak znowu zadzwoni, mam odebrać ? Czy będziemy się tak bawić w kotka i myszkę.On zadzwoni-nie odbiorę, ja zadzwonię-rozłączy się i tak w kółko ? Spojrzałam na zegarek-20;00.Poszłam zrobić sobie herbatę, muszę się uspokoić.Weszłam do kuchni i zagotowałam wodę,przygotowując szklanki krzyknęłam:

-Meeeeg, chcesz herbatki ?
-Możesz zrobić.-odkrzyknęła.

Poszłam z kubkami i żeby oderwać się od myśli włączyłam z Megan jakąś komedię, nie wiem jaki tytuł,ale zapowiada się dobrze...

 


poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 15.

Wiedziałem że Harry będzie na mnie zły, a jak wrócimy do "domu" to będzie mi rozbił wykład : dlaczego powiedziałem Megan o tej krwi na rękach...Myśląc o tym przewróciłem oczami . Hazza patrzył się na mnie jakby miał mnie właśnie zabić .Czy on myśli że mi też jest łatwo ? Kurwa, Victoria ma mnie za zabójcę.No może w pewnym sensie niem jestem, ale nienawidzę tego co robię.


                                                          *Oczami Harrego*

Doszliśmy do naszej przyczepy, nie było nam tu w dwóch za wygodnie, ale lepiej tak niż spać pod gołym niebem...Byłem wściekły na Justina.Po co powiedział o tym wszystkim Megan !? Spojrzałem na niego, widziałem że szuka czegoś pod łóżkiem.Co on tam trzyma ? Może gazetki z gołymi laskami ? Kuźwa, nie lubię tego w sobie że akurat w takich sytuacjach ja myślę o laskach.
-Justin, możesz mi powiedzieć czemu kazałeś mi wychodzić z domu dziewczyn, i dlaczego powiedziałeś o tym Megan ?-wreszcie zapytałem.
-Stary, Vickie się dowiedziała...-powiedział i wyciągnął pudełko które miał pod łóżkiem i wyjął z niego jointa,po czym go zapalił.
-Kurwa, możesz jaśniej ?!
-Nie wiem jakim cudem, ale dostała dwa filmiki, wiesz te co dajemy zawsze Miley po robocie...-urwał i zaciągnął się.
-Nie pal teraz, albo się podziel.- syknąłem .
-A gdzie masz swoje ?
-Nie mam, wypaliłem ostatnio...
-Masz,ale oddajesz jak będziesz miał.-powiedział i poddał mi ostatniego którego miał w pudełku.
-To co powiedziałeś Victorii ? -zapytałem z czystej ciekawości.
-A co miałem powiedzieć ? Powiedziałem jej prawdę...
-Justin, przyznałeś się ?!
-A co miałem kurwa zrobić jak widziała mój tatuaż , wiedziała że to ja.

Wziąłem głęboki oddech, po czym zaciągnąłem się dymem. Siedziałem tak z Justinem dłużą chwilę dopóki nie skończyliśmy jarać. To było jedną z dwóch rzeczy które nas uspokajało.Jeśli Megan dowie się o tym jak zarabiam pieniądze nie odezwie się do mnie, ale pewnie już wie, Vickie jej wszystko powiedziała.W dodatku ona jest osobą która potrafi się na ciebie totalnie obrazić o narkotyki a co dopiero zabójstwo...Przecież ona się do mnie nie odezwie.Jestem skończony.

-Stary, ja nie chce zakończyć tej znajomości...-powiedział Justin,chowając twarz w dłonie.
-Uwierz, ja też,ale my nie możemy nic z tym zrobić,to zależy od nich dwóch.
-Wiem,ale po prostu nie chcę.

Po tych słowach spojrzałem na swój telefon który za wibrował informując że dostałem wiadomość. Przeczesałem ręką swoje włosy i zacząłem czytać wiadomość od Miley.

               "Jest robota, przyjedzcie za dwie godziny do garażu, powiem wam tak co macie zrobić :*"

Ta dziewczyna gra mi na nerwach.Ale musimy to zrobić, nie rozumiem jak jedna laska może tak nami manipulować.Mam nadzieję że tym razem obejdzie się bez rozlewu krwi.Tak cholernie nie znoszę tego robić.Pokazałem Bieberowi treść SMS'A, po przeczytaniu wziął głęboki oddech.Wstał i wyszedł na dwór zaczerpnąć świeżego powietrza, poszedłem za nim.Kiedyś z tym skończę, obaj skończymy, znajdziemy normalną pracę-wierzę w to...

                                                        *     *     *     *     *

Staliśmy pod umówionym miejscem i czekaliśmy na Miley, jednak za chwilę się pojawiła.Była ubrana w czarne obcisłe rurki, a na górze miała tylko białą bluzkę z napisem : " Sex,drugs and rap " Podeszła do nas i zaprowadziła do środka garażu, a właściwie opuszczonej magazynowi.W środku było dość ciemno, mogliśmy liczyć tylko na światło ulicznych lamp.
-Jest sprawa..-zaczęła, a "Cześć" nie łaska powiedzieć ?
-Mi też jest miło ciebie widzieć Miley-zaczął Justin.
-Nie wydurniaj się Bieber!- warknęła -Mam towar musicie go zawieść do gościa imieniem Ted,mieszka za miastem,dokładny adres macie na kartce.Kasa po robicie, tyle co zawsze.

Wręczyła nam kartkę z adresem i poszła.Zajebiście, jak ja nie zroszę rozwozić towaru... ale lepsze to niż zabójstwo, lub nękanie.Czuję się strasznie że to robię i to jest wyłącznie moja winna...