poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 15.

Wiedziałem że Harry będzie na mnie zły, a jak wrócimy do "domu" to będzie mi rozbił wykład : dlaczego powiedziałem Megan o tej krwi na rękach...Myśląc o tym przewróciłem oczami . Hazza patrzył się na mnie jakby miał mnie właśnie zabić .Czy on myśli że mi też jest łatwo ? Kurwa, Victoria ma mnie za zabójcę.No może w pewnym sensie niem jestem, ale nienawidzę tego co robię.


                                                          *Oczami Harrego*

Doszliśmy do naszej przyczepy, nie było nam tu w dwóch za wygodnie, ale lepiej tak niż spać pod gołym niebem...Byłem wściekły na Justina.Po co powiedział o tym wszystkim Megan !? Spojrzałem na niego, widziałem że szuka czegoś pod łóżkiem.Co on tam trzyma ? Może gazetki z gołymi laskami ? Kuźwa, nie lubię tego w sobie że akurat w takich sytuacjach ja myślę o laskach.
-Justin, możesz mi powiedzieć czemu kazałeś mi wychodzić z domu dziewczyn, i dlaczego powiedziałeś o tym Megan ?-wreszcie zapytałem.
-Stary, Vickie się dowiedziała...-powiedział i wyciągnął pudełko które miał pod łóżkiem i wyjął z niego jointa,po czym go zapalił.
-Kurwa, możesz jaśniej ?!
-Nie wiem jakim cudem, ale dostała dwa filmiki, wiesz te co dajemy zawsze Miley po robocie...-urwał i zaciągnął się.
-Nie pal teraz, albo się podziel.- syknąłem .
-A gdzie masz swoje ?
-Nie mam, wypaliłem ostatnio...
-Masz,ale oddajesz jak będziesz miał.-powiedział i poddał mi ostatniego którego miał w pudełku.
-To co powiedziałeś Victorii ? -zapytałem z czystej ciekawości.
-A co miałem powiedzieć ? Powiedziałem jej prawdę...
-Justin, przyznałeś się ?!
-A co miałem kurwa zrobić jak widziała mój tatuaż , wiedziała że to ja.

Wziąłem głęboki oddech, po czym zaciągnąłem się dymem. Siedziałem tak z Justinem dłużą chwilę dopóki nie skończyliśmy jarać. To było jedną z dwóch rzeczy które nas uspokajało.Jeśli Megan dowie się o tym jak zarabiam pieniądze nie odezwie się do mnie, ale pewnie już wie, Vickie jej wszystko powiedziała.W dodatku ona jest osobą która potrafi się na ciebie totalnie obrazić o narkotyki a co dopiero zabójstwo...Przecież ona się do mnie nie odezwie.Jestem skończony.

-Stary, ja nie chce zakończyć tej znajomości...-powiedział Justin,chowając twarz w dłonie.
-Uwierz, ja też,ale my nie możemy nic z tym zrobić,to zależy od nich dwóch.
-Wiem,ale po prostu nie chcę.

Po tych słowach spojrzałem na swój telefon który za wibrował informując że dostałem wiadomość. Przeczesałem ręką swoje włosy i zacząłem czytać wiadomość od Miley.

               "Jest robota, przyjedzcie za dwie godziny do garażu, powiem wam tak co macie zrobić :*"

Ta dziewczyna gra mi na nerwach.Ale musimy to zrobić, nie rozumiem jak jedna laska może tak nami manipulować.Mam nadzieję że tym razem obejdzie się bez rozlewu krwi.Tak cholernie nie znoszę tego robić.Pokazałem Bieberowi treść SMS'A, po przeczytaniu wziął głęboki oddech.Wstał i wyszedł na dwór zaczerpnąć świeżego powietrza, poszedłem za nim.Kiedyś z tym skończę, obaj skończymy, znajdziemy normalną pracę-wierzę w to...

                                                        *     *     *     *     *

Staliśmy pod umówionym miejscem i czekaliśmy na Miley, jednak za chwilę się pojawiła.Była ubrana w czarne obcisłe rurki, a na górze miała tylko białą bluzkę z napisem : " Sex,drugs and rap " Podeszła do nas i zaprowadziła do środka garażu, a właściwie opuszczonej magazynowi.W środku było dość ciemno, mogliśmy liczyć tylko na światło ulicznych lamp.
-Jest sprawa..-zaczęła, a "Cześć" nie łaska powiedzieć ?
-Mi też jest miło ciebie widzieć Miley-zaczął Justin.
-Nie wydurniaj się Bieber!- warknęła -Mam towar musicie go zawieść do gościa imieniem Ted,mieszka za miastem,dokładny adres macie na kartce.Kasa po robicie, tyle co zawsze.

Wręczyła nam kartkę z adresem i poszła.Zajebiście, jak ja nie zroszę rozwozić towaru... ale lepsze to niż zabójstwo, lub nękanie.Czuję się strasznie że to robię i to jest wyłącznie moja winna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz