(...)
-Nie pójdziesz nigdzie sama.-odezwał się męski głos.
To był głos Justin'a. Odwróciłam się i od razu spojrzałam w jego czekoladowe oczy.Były pełne cierpienia i żalu.Patrzył na mnie i z niecierpiętliwością czekał jaki wykonam ruch.Chciałam go mocno przytulić ,ale moje czułam że moje ego by na tym ucierpiało.
-Nie będziesz mną rządzić,Bieber !-syknęłam i cofnęłam się na pięcie.
-Dobra,wal się, ja...sorry MY się o ciebie martwimy a ty masz to w dupie i idziesz gdzieś w nocy.Spójrz na Megan.-Pokazał ręką w stronę Meg i Harry'ego siedzących niespokojnie na kanapie.-Widzisz co jej robisz! Niszczysz ją psychicznie,ona się boi i martwi,ale jak zwykle dla ciebie najważniejsza jest twoja dupa.-
wygłosił mi długą "mowę".
-Ja..-nie wiedziałam co powiedzieć.-Pierdol się,Bieber.
-Właśnie będę szedł,przyłączysz się ?-zaśmiał się.
-Nie wolę nie...
Nagle poczułam jak coś zaczyna wibrować mi w kieszeni.Wyjęłam telefon i odebrałam.
-Zaraz będę wychodzić.-rzuciłam szybko.
-Właśnie co do tego..to dziś nie musisz przychodzić,coś mi wypadło.-zaśmiała się.-Więc do jutra.-rozłączyła się.
Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę schodów.Nie chciałam się obracać w stronę Justin'a,ale pokusiło mnie.Widziałam tylko jak wychodził z domu.Obróciłam jeszcze raz głowę i doznałam szoku.
-Megan!-krzyknęłam jej w twarz.-Wystraszyłaś mnie!
-Ja..przepraszam..-wyjąkała i od razu rzuciła mi się na szyję.
Tuliłyśmy się dość długo.Nagle poczułam że moja szyja staje się wilgotna ponieważ Meg zaczęła płakać.
Nie mam pojęcia dlaczego to robi.Czułam że łzy nabierają mi się do oczu.Nie mogę tego tak zostawić że ona płacze przeze mnie. Podniosłam lekko głowę i spojrzałam do przodu. Stał tam Harry i patrzył się na nas,nawet nie mrugnął,ale jak zobaczył że, się na niego patrzę szybko spuścił wzrok. Zamknęłam oczy i mocniej wtuliłam się do Megan.
-Dlaczego płaczesz?-wykrztusiłam.
-Ja..ja..-wyjąkała.
Nie powiedziała więcej nic,lecz puściła mnie i odeszła do góry.Byłam zmieszana.Jestem tu nie potrzebna. Megan przeze mnie płacze,Justin się złości, Harry jest zmieszany całą tą sytuacją i mam wrażenie że wszyscy mają mnie dość.Opuściłam głowę i zaczęłam płakać,zakryłam twarz dłońmi.Nagle usłyszałam głos.
-Nie płacz.-ktoś mnie dotknął w ramię.
-Harry,idź do Megan,ja nie wiem co się dzieje,nie chce żeby płakała...martwię się.-powiedziałam szeptem,nie mam siły na tą rozmowę,nie mam siły na nic.
-No to widzisz co ona czuje.
-Nie rozumiem.-podniosłam głowę.
-Nic jej nie mówisz...zastanów się,ona jest twoją przyjaciółką...-powiedział i poszedł na piętro.
Jestem w dołku psychicznym. Szczerze? Najchętniej bym teraz uciekła...
*Oczami Justina*
-Nie..nie dam rady!-krzyknąłem przerywając pocałunek.
-Nie rozumiem..Justin,przyszłaś się pieprzyć czy kurwa co ?-zapytała trochę wściekła dziewczyna.
Odszedłem od niej i podniosłem koszulkę z podłogi ,ubrałem ją.Nie potrafię tego zrobić,to nie jest Victoria ,czuję się jak bym ją zdradził ,mimo tego że nie jesteśmy razem.
-Nie idź...-wyjąkała.
-Miley,kurwa ! Dość.-krzyknąłem i wyszedłem.
*Oczami Megan*
-Czemu ona nie może tego pojąć że się martwię ?!-wykrzyczałam dławiąc się łzami.
-Meg,nie wiem...Ona też się martwi,wiesz?-zapytał Harry.
-Jakoś tego nie okazuje..-przewróciłam oczami.
-Może nie ma okazji...
-Nie wiem,Harry,nie wiem-westchnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest post ;D Przepraszam że,tak długo nie było.. :( Powodem tego było : komputer w naprawie i moje lenistwo... Jeszcze raz PRZEPRASZAM <3
piątek, 27 czerwca 2014
czwartek, 5 czerwca 2014
Rozdział 31.
Ręce mi się trzęsą,nie umiem zapanować nad swoim ciałem,wiec całym ciężarem upadam na ziemię.Lezę na dywanie z podkulonymi nogami aż po brodę. On mnie kocha...albo nienawidzi. Zaciskam mocno oczy.Chcę się już obudzić.Po tym co przed chwilą usłyszałam nic mnie już nie zaskoczy,nic nie wywoła takiego szoku.Co mam teraz zrobić ? Coś mi mówi żebym z nim porozmawiała tak...szczerze, żebym o niego walczyła ,ale z pewnej perspektywy mam o co walczyć? Nie potrafimy się dogadać.Pewnie Justin ma zdanie :Jestem zabójcą nie mogę kogoś kochać,nie mogę wymięknąć. Przez pierwszy rok mojej "pracy" u Miley,miałam tak samo...ale miłości się nie wybiera,nie wiadomo kiedy przyjdzie...Nagle słyszę że dzwoni mi telefon.Podnoszę się i sięgam dłonią po niego.Leży na szafce nocnej..Patrzę na wyświetlacz :Miley. No super!Tego mi jeszcze brakowało,mieć jakieś "zadnie"...Niechętnie odbieram i usiadłam na podłodze opierając się o łózko.
-Hallo?-mówię cicho,ale tak aby mogła mnie usłyszeć.
-Victoria,jest sprawa...-zaczęła,ale jej przerwałam.
-Proszę,weź kogoś innego,ja nie dam rady iść na żadną akcję...proszę..-prawie błagałam.
-Nie chodzi o akcję-zaśmiała się.-A coś się stało?
-Nie ważne.-powiedziałam szybko.
-Bądź w magazynie za 15 minut.Jak nie to inaczej pogadamy.-rozłączyła się.
Chwyciłam się za głowę i cicho pisnęłam.Schowałam telefon do kieszeni .Ostatnimi siłami wstałam i wzięłam kurtkę.Ubrałam szybko i zaczęłam schodzić po schodach.Spojrzałam w stronę salonu.Justin siedział na fotelu i patrzył się w bliżej nie określony mi punkt. Megan prawie zasypiała na ramieniu Harry'ego który bawił się jej włosami.W pokoju panowała nieskazitelna cisza.Nikt nie nie mówił.Patrząc na ten obraz,poczułam że łzy mi się cisnął do oczu. Schodziłam już z schodów,gdy nagle Meg odwróciła się w moją stronę.Miała załzawione oczy.To straszne co się tu dzieje.
-Gdzie idziesz?-zapytała cicho,przełykając ślinę,tym samym przerywając ciszę.
Nie odpowiedziałam nic,widziałam że wszyscy się na mnie patrzą,oprócz Justin'a.Ruszyłam w stronę drzwi,dobra miejsca gdzie miały być drzwi,ponieważ są wyważone..Nagle usłyszałam głośny krzyk Megan.
-Nie idź!Proszę,nie zostawiaj nas tak teraz...-zaszlochała.
-Meg,muszę przykro mi...wrócę później.
-Vickie,posłuchaj Megan-powiedział stanowczo Harry.
-Nie mogę,przepraszam.
Przekraczając próg domu,poczułam że ktoś mnie łapie za rękę i nie pozwala się ruszyć.Nie odwracając się powiedziałam:
-Megan,muszę iść.-byłam pewna że to ona.
-Nie pójdziesz nigdzie sama.-odezwał się męski głos.
To był głos Justin'a. Odwróciłam się i od razu spojrzałam w jego oczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej kochani ;( Coś mi sie zepsuł komputer i kończyłam pisać posta na tel. Nie wygodnie sie tak pisze ...nie wiem kiedy będzie sprawny....przepraszam tak bardzo :////
-Hallo?-mówię cicho,ale tak aby mogła mnie usłyszeć.
-Victoria,jest sprawa...-zaczęła,ale jej przerwałam.
-Proszę,weź kogoś innego,ja nie dam rady iść na żadną akcję...proszę..-prawie błagałam.
-Nie chodzi o akcję-zaśmiała się.-A coś się stało?
-Nie ważne.-powiedziałam szybko.
-Bądź w magazynie za 15 minut.Jak nie to inaczej pogadamy.-rozłączyła się.
Chwyciłam się za głowę i cicho pisnęłam.Schowałam telefon do kieszeni .Ostatnimi siłami wstałam i wzięłam kurtkę.Ubrałam szybko i zaczęłam schodzić po schodach.Spojrzałam w stronę salonu.Justin siedział na fotelu i patrzył się w bliżej nie określony mi punkt. Megan prawie zasypiała na ramieniu Harry'ego który bawił się jej włosami.W pokoju panowała nieskazitelna cisza.Nikt nie nie mówił.Patrząc na ten obraz,poczułam że łzy mi się cisnął do oczu. Schodziłam już z schodów,gdy nagle Meg odwróciła się w moją stronę.Miała załzawione oczy.To straszne co się tu dzieje.
-Gdzie idziesz?-zapytała cicho,przełykając ślinę,tym samym przerywając ciszę.
Nie odpowiedziałam nic,widziałam że wszyscy się na mnie patrzą,oprócz Justin'a.Ruszyłam w stronę drzwi,dobra miejsca gdzie miały być drzwi,ponieważ są wyważone..Nagle usłyszałam głośny krzyk Megan.
-Nie idź!Proszę,nie zostawiaj nas tak teraz...-zaszlochała.
-Meg,muszę przykro mi...wrócę później.
-Vickie,posłuchaj Megan-powiedział stanowczo Harry.
-Nie mogę,przepraszam.
Przekraczając próg domu,poczułam że ktoś mnie łapie za rękę i nie pozwala się ruszyć.Nie odwracając się powiedziałam:
-Megan,muszę iść.-byłam pewna że to ona.
-Nie pójdziesz nigdzie sama.-odezwał się męski głos.
To był głos Justin'a. Odwróciłam się i od razu spojrzałam w jego oczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej kochani ;( Coś mi sie zepsuł komputer i kończyłam pisać posta na tel. Nie wygodnie sie tak pisze ...nie wiem kiedy będzie sprawny....przepraszam tak bardzo :////
piątek, 30 maja 2014
Rozdział 30.
* Oczami Victorii *
Nie spodziewałam się tego że Justin mnie pocałuje.Był na mnie obrażony...Mimo tego,że kłóciłam się z Justin'em tęskniłam za smakiem jego ust,był takie słodkie ...Zerknęłam na Juss'a a on spoglądał w stronę schodów, więc mój wzrok powędrował w tą samą stronę.O,Megan i Harry przyszli.Ciekawe jak długo tu stali.Zobaczyłam na twarzy Meg uśmieszek,co oznaczało ze widzieli pocałunek.
-To co pogodziliście się ?-zapytał Harry spoglądając na nas.
-Pojebało cię,nie będę się z nią godził.-syknął Justin.
-I prawidłowo.-przewróciłam oczami,on jest irytujący.
-Ktoś cię o to pytał ?-spojrzał na mnie Justin.
-Możemy się nie kłócić chociaż przy nich?!-kiwnęłam głową w stronę pozostałej dwójki.
-Nie raz to robiliśmy, więc co ci szkodzi ?-przymrużył oczy patrząc cały czas na mnie.
-Bo nie chcę tego robić.-spuściłam głowę i ruszyłam w stronę schodów,nagle ktoś chwycił mnie za rękę.
-Nie skończyłem.-syknął.
-Ale ja tak.-szarpnęłam ręką uwalniając się z jego uścisku.
Poczułam jak łzy zbierają mi się do oczu.Nie zwracając na to mniejszej uwagi szłam na górę.Byłam już przed Harrym i Megan,którzy patrzyli się na mnie.. ze współczuciem ? Nawet nie wiem.Spojrzeli mi w oczy,a ja je zacisnęłam powodując że łza spłynęła mi po policzku.Będąc już prawie na przy końcu usłyszałam Harry'ego:
-Nie wstyd Ci?! Justin,ona przez ciebie płacze.
-Mam ją w dupie.
Słysząc zdanie wypowiadane przez Justin'a poczułam ukłucie w sercu.Otarłam szybko łzę,którą miałam na policzku i szybkim krokiem weszłam do mojego pokoju.Bez wahania rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.Mam to gdzieś czy mnie usłyszą...Nie musiałam długo na kogoś z nich czekać.Ale,ten kto przyszedł zaskoczył mnie totalnie...
-Justin,czego chcesz?-zapytałam, spadając twarzą na poduszkę-Wyjdź....
-Victoria...
-Wyjdź,kurwa!-krzyknęłam podnosząc się i stając przez nim.
Patrzyłam w jego brązowe oczy...Stałam przed nim twarzą w twarz.On utkwił wzrok we mnie a ja w nim. Przygryzłam lekko wargę,spoglądając na jego pulchne i różowe usta.Staliśmy tak przez dobrą minutę.Świetny czas na pocałunek,co nie? Ale ja potrafię wszystko zjebać,wiec znowu zaczęłam...
-Więc po co przyszłaś ?-zapytałam, z sztucznym uśmiechem.
-Czemu nie możemy normalnie pogadać?-zapytał, chrząkając.
-Bo z tobą nie da się normalnie gadać.-zaśmiałam się.
-Nie przesadzaj...kiedyś gadaliśmy.
-Tak,Justin kiedyś.-położyłam nacisk na słowo "kiedyś"-nie gadamy normalnie od wtedy co stwierdziłeś że nadasz mi przezwisko "suka" i będziesz go używał w każdym zdaniu wypowiadanym w moją stronę.
-To wszystko przez to że działasz mi tak na nerwy że nie wytrzymuję.-prawie krzyknął.
-To może się do mnie nie odzywaj !?-przymrużyłam oczy i potrząsam lekko głową.
-Jesteś tak bardzo wkurwiająca.-syknął.
-Skończyłeś?Mam dość.Idź sobie powyzywaj osobę w lustrze,bo ona na pewno na to zasługuje.-odwróciłam się na pięcie.-Nie wiem po co przyszedłeś...jesteś niczego nie warty..wyjdź!
-Chciałem ci powiedzieć że,cię kocham albo cię nienawidzę!Już sam nie wiem. Nie zrozumiem tego jak widok takiej małej suki może mnie uszczęśliwiać a równocześnie tak denerwować!-trzasnął drzwiami.
Jestem w totalnym szoku.Co on właśnie powiedział ? Niech mnie ktoś uszczypnie i powie że to nie zdarzyło się na prawdę...proszę...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wam ;D
Ostatnio myślałam co napisać i wymyśliłam ;] Mam nadzieję że zostaliście mimo nieobecności ;* Dziękuję <3 Ps. Ale się porobiło u Justin'a i Vickie...
Nie spodziewałam się tego że Justin mnie pocałuje.Był na mnie obrażony...Mimo tego,że kłóciłam się z Justin'em tęskniłam za smakiem jego ust,był takie słodkie ...Zerknęłam na Juss'a a on spoglądał w stronę schodów, więc mój wzrok powędrował w tą samą stronę.O,Megan i Harry przyszli.Ciekawe jak długo tu stali.Zobaczyłam na twarzy Meg uśmieszek,co oznaczało ze widzieli pocałunek.
-To co pogodziliście się ?-zapytał Harry spoglądając na nas.
-Pojebało cię,nie będę się z nią godził.-syknął Justin.
-I prawidłowo.-przewróciłam oczami,on jest irytujący.
-Ktoś cię o to pytał ?-spojrzał na mnie Justin.
-Możemy się nie kłócić chociaż przy nich?!-kiwnęłam głową w stronę pozostałej dwójki.
-Nie raz to robiliśmy, więc co ci szkodzi ?-przymrużył oczy patrząc cały czas na mnie.
-Bo nie chcę tego robić.-spuściłam głowę i ruszyłam w stronę schodów,nagle ktoś chwycił mnie za rękę.
-Nie skończyłem.-syknął.
-Ale ja tak.-szarpnęłam ręką uwalniając się z jego uścisku.
Poczułam jak łzy zbierają mi się do oczu.Nie zwracając na to mniejszej uwagi szłam na górę.Byłam już przed Harrym i Megan,którzy patrzyli się na mnie.. ze współczuciem ? Nawet nie wiem.Spojrzeli mi w oczy,a ja je zacisnęłam powodując że łza spłynęła mi po policzku.Będąc już prawie na przy końcu usłyszałam Harry'ego:
-Nie wstyd Ci?! Justin,ona przez ciebie płacze.
-Mam ją w dupie.
Słysząc zdanie wypowiadane przez Justin'a poczułam ukłucie w sercu.Otarłam szybko łzę,którą miałam na policzku i szybkim krokiem weszłam do mojego pokoju.Bez wahania rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.Mam to gdzieś czy mnie usłyszą...Nie musiałam długo na kogoś z nich czekać.Ale,ten kto przyszedł zaskoczył mnie totalnie...
-Justin,czego chcesz?-zapytałam, spadając twarzą na poduszkę-Wyjdź....
-Victoria...
-Wyjdź,kurwa!-krzyknęłam podnosząc się i stając przez nim.
Patrzyłam w jego brązowe oczy...Stałam przed nim twarzą w twarz.On utkwił wzrok we mnie a ja w nim. Przygryzłam lekko wargę,spoglądając na jego pulchne i różowe usta.Staliśmy tak przez dobrą minutę.Świetny czas na pocałunek,co nie? Ale ja potrafię wszystko zjebać,wiec znowu zaczęłam...
-Więc po co przyszłaś ?-zapytałam, z sztucznym uśmiechem.
-Czemu nie możemy normalnie pogadać?-zapytał, chrząkając.
-Bo z tobą nie da się normalnie gadać.-zaśmiałam się.
-Nie przesadzaj...kiedyś gadaliśmy.
-Tak,Justin kiedyś.-położyłam nacisk na słowo "kiedyś"-nie gadamy normalnie od wtedy co stwierdziłeś że nadasz mi przezwisko "suka" i będziesz go używał w każdym zdaniu wypowiadanym w moją stronę.
-To wszystko przez to że działasz mi tak na nerwy że nie wytrzymuję.-prawie krzyknął.
-To może się do mnie nie odzywaj !?-przymrużyłam oczy i potrząsam lekko głową.
-Jesteś tak bardzo wkurwiająca.-syknął.
-Skończyłeś?Mam dość.Idź sobie powyzywaj osobę w lustrze,bo ona na pewno na to zasługuje.-odwróciłam się na pięcie.-Nie wiem po co przyszedłeś...jesteś niczego nie warty..wyjdź!
-Chciałem ci powiedzieć że,cię kocham albo cię nienawidzę!Już sam nie wiem. Nie zrozumiem tego jak widok takiej małej suki może mnie uszczęśliwiać a równocześnie tak denerwować!-trzasnął drzwiami.
Jestem w totalnym szoku.Co on właśnie powiedział ? Niech mnie ktoś uszczypnie i powie że to nie zdarzyło się na prawdę...proszę...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wam ;D
Ostatnio myślałam co napisać i wymyśliłam ;] Mam nadzieję że zostaliście mimo nieobecności ;* Dziękuję <3 Ps. Ale się porobiło u Justin'a i Vickie...
środa, 14 maja 2014
Info.
Cześć kochani ;]
Przepraszam was bardzo,bardzo,że do tej pory nie pojawił się ani jeden nowy post ;[ Ale,straciłam NA RAZIE wenę ;/ Chcę napisać coś,ale nie wiem co... PRZEPRASZAM WAS <3
Przepraszam was bardzo,bardzo,że do tej pory nie pojawił się ani jeden nowy post ;[ Ale,straciłam NA RAZIE wenę ;/ Chcę napisać coś,ale nie wiem co... PRZEPRASZAM WAS <3
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział 29.
-Gdzie jest twoja przyjaciółeczka ?-zapytał jeden z nich.
Zrobił krok w moją stronę. Chwycił garść moich włosów i pociągnął do tyłu, w wyniku czego moja twarz była skierowana do sufitu.Boli,boli jak cięgnie mnie za włosy.Zacisnęłam mocno oczy z bólu.Nagle poczułam jak ktoś składa pocałunek na moim policzku a następnie pocałunki były składane niżej i niżej...Wzięłam głęboki oddech i..
-Greg to nie czas na zabawę !
-Wszystko musicie zepsuć.-wrzasnął.
Czyli ten co się do mnie się do mnie dobiera to Greg...Przewrócił oczami i cofnął się do tyłu.Zapłakałam głośno,co się teraz stanie? Czy ktoś mnie uratuje ?Z każdą minutą coraz bardziej panikuję...
*Oczami Justina*
Siedziałem za kółkiem samochodu,ponieważ Harry był za bardzo zdenerwowany...Gdy dojechaliśmy pod dom dziewczyn.Widziałem że drzwi są wyważone...Co się teraz dzieje z dziewczynami?Co z Victorią?Jeśli te gnojki je dotkną zabiję ich własnymi rękoma.Weszliśmy po cichu na górę po schodach.Głośny płacz Megan i krzyki dochodziły z jej pokoju.Harry już miał zamiar tam wbiec,ale go zatrzymałem.
-Najpierw idziemy do pokoju Victorii,ona powinna mieć pod łóżkiem pistolet.-powiedziałem po cichu.
Kiwnął głową i poszliśmy do pokoju.Schyliłem się i wyjąłem pudełko.Otworzyłem.Tak! Jest pistolet.Dałem Harry'mu i szybko poszliśmy do pokoju Megan.Otworzyłem szybko drzwi.Stałem sparaliżowany...gdzie jest Victoria !?Harry stał z wycelowaną bronią prosto w nich.
-Cześć..stary,skąd masz broń?!-zapytał ze zdziwieniem Tom.
-Nie twój pieprzony interes!-ryknął.-A teraz spierdalać!Zanim wymierzę po kulce dla każdego w łeb!-był tak zły że mógł to rozbić tu i teraz,ale się powstrzymywał z powodu Megan.
-Dobra,tylko nie rób nic głupiego.
-Dobra koniec.-powiedziałem stanowczo.
Odsunąłem się żeby mogli wyjść.Ale chyba im się nie śpieszyło.Podszedłem do Joha-był najbliżej.Chwyciłem go za kurtkę i szarpnąłem i w stronę drzwi.Uderzył się o framugę,ale mam to w dupie.Wyszedł a za nim reszta.
-Jeszcze się zobaczymy!-krzyknął Josh wychodząc.
Harry usiadł obok Megan,a potem zrobiłem to samo.Chwycił ją za rękę i potarł delikatnie.Ja się tylko przyglądałem i myślałem gdzie jest Victoria.Hazza spojrzał prosto w oczy Megan.
-Nic ci nie jest?-zapytał.
-Nie jest okej.Dziękuję wam-uśmiechnęła się cicho.
Nagle usłyszeliśmy głośny krzyk.Victoria!?To był jej głos...nic jej nie jest.Wziąłem głęboki oddech.Nagle ona stała w drzwiach pokoju Megan i patrzyła na nas jak na ufo.Czy ona była na imprezie?Tak mi się wydaje po tym jak jest ubrana.
-Co tu się dzieje?!Czemu nie mamy drzwi?-zapytała.
-Byłaś na imprezie?!-wstałem i podszedłem bliżej.
-No tak,a ty co moja matka!?-prawie pisnęła.
-Aha,chodzisz sobie na imprezy a Megan zostawisz samą?-przymrużyłem oczy.
-A ile ona ma lat?!Trzy?!-cały czas krzyczała,była trochę wypita.
-Nie podnoś na mnie głosu,suko.-syknąłem.
-A wal się Bieber!Nie wiem po co przyszedłeś...miałeś się do mnie nie odzywać.-przewróciła oczami.
-Przyszedłem pomóc Megan!
-Chyba już skończyłeś,więc spierdalaj nie chcę cię u mnie w domu!-tupnęła nogą.
-To do widzenia!-krzyknąłem i wyszedłem z pokoju,ale nie mogę zaprzeczyć jest słodka jak się złości...
Wyszedłem i wsiadłem do samochodu.Jechałem prosto do przyczepy.Jak ona mnie denerwuje.Wyciągnąłem papierosa i zapaliłem.Nagle mój telefon zaczął wibrować.Harry.Właśnie zapomniałem o Harry'm! Musze się tam wracać....
-Tak,stary zaraz po ciebie przyjadę.
-Jak mogłeś zapomnieć o najlepszym kumplu-zaśmiał się.
-Jakoś wyszło.-zakończyłem rozmowę.
Zawróciłem przy najbliższej okazji.Gdy dojechałem do domu Megan i jej przyjaciółki,myślałem że Harry będzie czekał pod domem.Ale się myliłem.Wszedłem do środka,pech chciał że Victoria siedziała na kanapie w salonie i oglądała jakieś bzdury.Gdy usłyszała że wszedłem od razu podeszła do mnie bliżej.
-Co tu robisz?!Miałeś nie wracać.
Spojrzałem jej w oczy.Nie mogłem tego nie zrobić i nie minęła sekunda a ja rozbiłem swoje usta o jej...Tak za tym tęskniłem.Ona bez zawahania otworzyła usta dając mi lepszy dostęp.Nagle nasze języki zaczęły walczyć o dominację...Lecz odsunąłem się szybko zdając sobie sprawę że my się do siebie nie odzywamy.
-Co ty zrobiłeś?-zapytała,a jej głos drżał.
-Pocałowałem cię?
-Dobra,nie..nie ważne
Uśmiechnąłem się i zaraz spojrzałem w bok.Na schodach stali Harry i Megan i oglądali tą głupią szopkę.Zajebiście..
Zrobił krok w moją stronę. Chwycił garść moich włosów i pociągnął do tyłu, w wyniku czego moja twarz była skierowana do sufitu.Boli,boli jak cięgnie mnie za włosy.Zacisnęłam mocno oczy z bólu.Nagle poczułam jak ktoś składa pocałunek na moim policzku a następnie pocałunki były składane niżej i niżej...Wzięłam głęboki oddech i..
-Greg to nie czas na zabawę !
-Wszystko musicie zepsuć.-wrzasnął.
Czyli ten co się do mnie się do mnie dobiera to Greg...Przewrócił oczami i cofnął się do tyłu.Zapłakałam głośno,co się teraz stanie? Czy ktoś mnie uratuje ?Z każdą minutą coraz bardziej panikuję...
*Oczami Justina*
Siedziałem za kółkiem samochodu,ponieważ Harry był za bardzo zdenerwowany...Gdy dojechaliśmy pod dom dziewczyn.Widziałem że drzwi są wyważone...Co się teraz dzieje z dziewczynami?Co z Victorią?Jeśli te gnojki je dotkną zabiję ich własnymi rękoma.Weszliśmy po cichu na górę po schodach.Głośny płacz Megan i krzyki dochodziły z jej pokoju.Harry już miał zamiar tam wbiec,ale go zatrzymałem.
-Najpierw idziemy do pokoju Victorii,ona powinna mieć pod łóżkiem pistolet.-powiedziałem po cichu.
Kiwnął głową i poszliśmy do pokoju.Schyliłem się i wyjąłem pudełko.Otworzyłem.Tak! Jest pistolet.Dałem Harry'mu i szybko poszliśmy do pokoju Megan.Otworzyłem szybko drzwi.Stałem sparaliżowany...gdzie jest Victoria !?Harry stał z wycelowaną bronią prosto w nich.
-Cześć..stary,skąd masz broń?!-zapytał ze zdziwieniem Tom.
-Nie twój pieprzony interes!-ryknął.-A teraz spierdalać!Zanim wymierzę po kulce dla każdego w łeb!-był tak zły że mógł to rozbić tu i teraz,ale się powstrzymywał z powodu Megan.
-Dobra,tylko nie rób nic głupiego.
-Dobra koniec.-powiedziałem stanowczo.
Odsunąłem się żeby mogli wyjść.Ale chyba im się nie śpieszyło.Podszedłem do Joha-był najbliżej.Chwyciłem go za kurtkę i szarpnąłem i w stronę drzwi.Uderzył się o framugę,ale mam to w dupie.Wyszedł a za nim reszta.
-Jeszcze się zobaczymy!-krzyknął Josh wychodząc.
Harry usiadł obok Megan,a potem zrobiłem to samo.Chwycił ją za rękę i potarł delikatnie.Ja się tylko przyglądałem i myślałem gdzie jest Victoria.Hazza spojrzał prosto w oczy Megan.
-Nic ci nie jest?-zapytał.
-Nie jest okej.Dziękuję wam-uśmiechnęła się cicho.
Nagle usłyszeliśmy głośny krzyk.Victoria!?To był jej głos...nic jej nie jest.Wziąłem głęboki oddech.Nagle ona stała w drzwiach pokoju Megan i patrzyła na nas jak na ufo.Czy ona była na imprezie?Tak mi się wydaje po tym jak jest ubrana.
-Co tu się dzieje?!Czemu nie mamy drzwi?-zapytała.
-Byłaś na imprezie?!-wstałem i podszedłem bliżej.
-No tak,a ty co moja matka!?-prawie pisnęła.
-Aha,chodzisz sobie na imprezy a Megan zostawisz samą?-przymrużyłem oczy.
-A ile ona ma lat?!Trzy?!-cały czas krzyczała,była trochę wypita.
-Nie podnoś na mnie głosu,suko.-syknąłem.
-A wal się Bieber!Nie wiem po co przyszedłeś...miałeś się do mnie nie odzywać.-przewróciła oczami.
-Przyszedłem pomóc Megan!
-Chyba już skończyłeś,więc spierdalaj nie chcę cię u mnie w domu!-tupnęła nogą.
-To do widzenia!-krzyknąłem i wyszedłem z pokoju,ale nie mogę zaprzeczyć jest słodka jak się złości...
Wyszedłem i wsiadłem do samochodu.Jechałem prosto do przyczepy.Jak ona mnie denerwuje.Wyciągnąłem papierosa i zapaliłem.Nagle mój telefon zaczął wibrować.Harry.Właśnie zapomniałem o Harry'm! Musze się tam wracać....
-Tak,stary zaraz po ciebie przyjadę.
-Jak mogłeś zapomnieć o najlepszym kumplu-zaśmiał się.
-Jakoś wyszło.-zakończyłem rozmowę.
Zawróciłem przy najbliższej okazji.Gdy dojechałem do domu Megan i jej przyjaciółki,myślałem że Harry będzie czekał pod domem.Ale się myliłem.Wszedłem do środka,pech chciał że Victoria siedziała na kanapie w salonie i oglądała jakieś bzdury.Gdy usłyszała że wszedłem od razu podeszła do mnie bliżej.
-Co tu robisz?!Miałeś nie wracać.
Spojrzałem jej w oczy.Nie mogłem tego nie zrobić i nie minęła sekunda a ja rozbiłem swoje usta o jej...Tak za tym tęskniłem.Ona bez zawahania otworzyła usta dając mi lepszy dostęp.Nagle nasze języki zaczęły walczyć o dominację...Lecz odsunąłem się szybko zdając sobie sprawę że my się do siebie nie odzywamy.
-Co ty zrobiłeś?-zapytała,a jej głos drżał.
-Pocałowałem cię?
-Dobra,nie..nie ważne
Uśmiechnąłem się i zaraz spojrzałem w bok.Na schodach stali Harry i Megan i oglądali tą głupią szopkę.Zajebiście..
niedziela, 27 kwietnia 2014
Rozdział 28.
*Oczami Victorii*
Siedziałam na łóżku, sama w pokoju.Musiałam poukładać moje myśli.Pierwsza sprawa :Czy ja na pewno chcę tej roboty? Czy znowu chcę do tego wracać ? Dobra..to głupie pytanie.Wiadomo że nie chcę byś postrzegana jak teraz-Cukierkowa lalunia.To mnie dobija.Chcę znowu być tą dziewczyną którą ludzie się boją i patrzą na nią.Ale z drugiej strony,nie chcę żeby Megan miała przez to kłopoty...To jest niebezpieczne a w szczególności dla niej.Ona nic nie wie o tej pieprzonej robocie! Druga sprawa :Justin...czy coś jest ze mną nie tak? Czuję coś do niego...to znaczy tak mi się wydaje.Zachowuję się zapewne jak suka.Około miesiąc temu zmarł Max,aż mnie przetrzepało jak pomyślałam o nim.Czy coś do niego czułam? Tak.Ale jak się dowiedziałam że przespał się z tą dziwką od matmy,to całe uczucie, którym go darzyłam pękło.Tak jak by ktoś uderzył w lustro kamieniem... Jedna chwila i czułam jak rozwala się na miliony niewidocznych kawałków...Zniknęło.A wracając do Justina,to...kurwa,sama nie wiem! A jeśli nawet coś do niego czuję to zapewne on ma to w dupie.W ogóle jak ja bym mu to powiedziała ? Poszła do niego i wyznała że coś do niego czuję...Hahaha...przecież on by mnie wyśmiał,sama się z tego śmieję...to jest takie głupie.
*Oczami Megan*
Stanęłam przy oknie i patrzyłam jak święcą gwiazdy...Dręczy mnie pytanie..dlaczego czuję coś takiego czego nigdy nie czułam...miałam chłopaka,ale to nie było to samo co jest teraz...Kiedy jestem obok Harrego czuję się inaczej,czuję motylki w brzuchu...Ten jego uśmiech,oczy,włosy...Dość!Co z tego że coś do niego czuję skoro on nie...przecież by mi powiedział ?A może nie.Kur...mam mętlik w głowie.Czy to...
-Meg..mogę wejść?-usłyszałam znajomy głos za drzwi.
-Tak.
Vickie otworzyła drzwi i stanęła ubrana w ciuchy na imprezę ?Po co się tak ubrała? Miała na sobie TO .Chyba nie ma zamiaru mnie nigdzie wyciągać...muszę poukładać moją burzę myśli a nie chodzić na imprezy.
-Idziesz ze mną do klubu?-zapytała uśmiechając się.
-Nie sorry...jakoś nie mam nastroju.
-Aha.Chyba że tak,ja wychodzę.-wyszła z pokoju a potem z domu,słyszałam tylko jak drzwi się zamykają.
Włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać muzyki oraz myśleć nad tym co czuję....
* * * * *
Zeszłam na dół żeby zrobić sobie coś do jedzenia.Chwyciłam nóż i miałam zamiar smarować kanapki masłem,ale oczywiście ktoś mi musiał przerwać.Usłyszałam głośne pukanie do drzwi...nagle ktoś zaczął krzyczeć.
-Otwórz to suko!
-Black,dziwko otwieraj!-krzyknął drugi głos.
-Otwórz albo wyważymy drzwi!!!-ryknął ktoś jeszcze inny.
To ich było trzech?O mój Boże....Spojrzałam na swoje ręce,całe zaczęły się trząść.Nie wiem co mam zrobić.Czuję jak przeszywa mnie atak paniki.Boję się.Jestem sama w domu...Co mam zrobić!? Co zrobić? Wiem zadzwonię po chłopaków.Szybko wybrałam numer Harry'ego i pobiegłam na górę,zamknęłam się w swoim pokoju i usiadłam na łóżku.
-Harry!Pomocy!
-Megan..co się stało?
-Ktoś tu jest...są pod domem..jest ich trzech.-wyszlochałam.
-Zaraz będziemy.-rozłączył się.
Nagle usłyszałam trzask wyrywanych zawiasów.Weszli do domu.Boję się..tak bardzo się boję...Usłyszałam kroki.Już po mnie.Wyczołgałam się pod łóżko i miałam nadzieję że oni mnie nie znajdą.Spojrzałam na drzwi.Klamka opadała na dół co znaczyło że się otwierają drzwi.Zajebiście zapomniałam zakluczyć ich.Spoliczkowałabym się w tym momencie za to,ale..nie mogłam.Poczułam jak ktoś szarpie mnie za włosy i krze wyjść..Super..po prostu...Łza spłynęła mi po policzku jak wstawałam,a następnie kolejna...Podniosłam wzrok.To oni...poznaję ich...do nich przyszła Victoria...wtedy co byli oni i Miley. Spojrzałam szybko na podłogę.Czułam ich wzrok na mnie.Nie lubię tego uczucia.
-Ty nie jesteś Black!Gdzie ona jest?-syknął jeden z nich,nie odpowiedziałam.Podszedł bliżej-Zadałem pytanie!-ryknął.
-Ja..ja nie wiem-jęknęłam.
Facet pchnął mnie na łóżko.Przygniótł mnie swoim ciężarem.Nie mogłam oddychać.Zaczęłam się wiercić.
-Nie mogę oddychać,zejść-powiedziałam cicho,nie reagował-Zejdź!-krzyknęłam mu prosto w twarz.
Wstał,ja siedziałam na łóżku.A oni nade mną stali...Nawet się nie zorientowałam a poczułam pieczenie na lewym policzku.Ten dupek mnie uderzył!Zapłakałam głośno...boję się...gdzie jest Harry ? Gdzie jest ta moja pomoc???
Siedziałam na łóżku, sama w pokoju.Musiałam poukładać moje myśli.Pierwsza sprawa :Czy ja na pewno chcę tej roboty? Czy znowu chcę do tego wracać ? Dobra..to głupie pytanie.Wiadomo że nie chcę byś postrzegana jak teraz-Cukierkowa lalunia.To mnie dobija.Chcę znowu być tą dziewczyną którą ludzie się boją i patrzą na nią.Ale z drugiej strony,nie chcę żeby Megan miała przez to kłopoty...To jest niebezpieczne a w szczególności dla niej.Ona nic nie wie o tej pieprzonej robocie! Druga sprawa :Justin...czy coś jest ze mną nie tak? Czuję coś do niego...to znaczy tak mi się wydaje.Zachowuję się zapewne jak suka.Około miesiąc temu zmarł Max,aż mnie przetrzepało jak pomyślałam o nim.Czy coś do niego czułam? Tak.Ale jak się dowiedziałam że przespał się z tą dziwką od matmy,to całe uczucie, którym go darzyłam pękło.Tak jak by ktoś uderzył w lustro kamieniem... Jedna chwila i czułam jak rozwala się na miliony niewidocznych kawałków...Zniknęło.A wracając do Justina,to...kurwa,sama nie wiem! A jeśli nawet coś do niego czuję to zapewne on ma to w dupie.W ogóle jak ja bym mu to powiedziała ? Poszła do niego i wyznała że coś do niego czuję...Hahaha...przecież on by mnie wyśmiał,sama się z tego śmieję...to jest takie głupie.
*Oczami Megan*
Stanęłam przy oknie i patrzyłam jak święcą gwiazdy...Dręczy mnie pytanie..dlaczego czuję coś takiego czego nigdy nie czułam...miałam chłopaka,ale to nie było to samo co jest teraz...Kiedy jestem obok Harrego czuję się inaczej,czuję motylki w brzuchu...Ten jego uśmiech,oczy,włosy...Dość!Co z tego że coś do niego czuję skoro on nie...przecież by mi powiedział ?A może nie.Kur...mam mętlik w głowie.Czy to...
-Meg..mogę wejść?-usłyszałam znajomy głos za drzwi.
-Tak.
Vickie otworzyła drzwi i stanęła ubrana w ciuchy na imprezę ?Po co się tak ubrała? Miała na sobie TO .Chyba nie ma zamiaru mnie nigdzie wyciągać...muszę poukładać moją burzę myśli a nie chodzić na imprezy.
-Idziesz ze mną do klubu?-zapytała uśmiechając się.
-Nie sorry...jakoś nie mam nastroju.
-Aha.Chyba że tak,ja wychodzę.-wyszła z pokoju a potem z domu,słyszałam tylko jak drzwi się zamykają.
Włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać muzyki oraz myśleć nad tym co czuję....
* * * * *
Zeszłam na dół żeby zrobić sobie coś do jedzenia.Chwyciłam nóż i miałam zamiar smarować kanapki masłem,ale oczywiście ktoś mi musiał przerwać.Usłyszałam głośne pukanie do drzwi...nagle ktoś zaczął krzyczeć.
-Otwórz to suko!
-Black,dziwko otwieraj!-krzyknął drugi głos.
-Otwórz albo wyważymy drzwi!!!-ryknął ktoś jeszcze inny.
To ich było trzech?O mój Boże....Spojrzałam na swoje ręce,całe zaczęły się trząść.Nie wiem co mam zrobić.Czuję jak przeszywa mnie atak paniki.Boję się.Jestem sama w domu...Co mam zrobić!? Co zrobić? Wiem zadzwonię po chłopaków.Szybko wybrałam numer Harry'ego i pobiegłam na górę,zamknęłam się w swoim pokoju i usiadłam na łóżku.
-Harry!Pomocy!
-Megan..co się stało?
-Ktoś tu jest...są pod domem..jest ich trzech.-wyszlochałam.
-Zaraz będziemy.-rozłączył się.
Nagle usłyszałam trzask wyrywanych zawiasów.Weszli do domu.Boję się..tak bardzo się boję...Usłyszałam kroki.Już po mnie.Wyczołgałam się pod łóżko i miałam nadzieję że oni mnie nie znajdą.Spojrzałam na drzwi.Klamka opadała na dół co znaczyło że się otwierają drzwi.Zajebiście zapomniałam zakluczyć ich.Spoliczkowałabym się w tym momencie za to,ale..nie mogłam.Poczułam jak ktoś szarpie mnie za włosy i krze wyjść..Super..po prostu...Łza spłynęła mi po policzku jak wstawałam,a następnie kolejna...Podniosłam wzrok.To oni...poznaję ich...do nich przyszła Victoria...wtedy co byli oni i Miley. Spojrzałam szybko na podłogę.Czułam ich wzrok na mnie.Nie lubię tego uczucia.
-Ty nie jesteś Black!Gdzie ona jest?-syknął jeden z nich,nie odpowiedziałam.Podszedł bliżej-Zadałem pytanie!-ryknął.
-Ja..ja nie wiem-jęknęłam.
Facet pchnął mnie na łóżko.Przygniótł mnie swoim ciężarem.Nie mogłam oddychać.Zaczęłam się wiercić.
-Nie mogę oddychać,zejść-powiedziałam cicho,nie reagował-Zejdź!-krzyknęłam mu prosto w twarz.
Wstał,ja siedziałam na łóżku.A oni nade mną stali...Nawet się nie zorientowałam a poczułam pieczenie na lewym policzku.Ten dupek mnie uderzył!Zapłakałam głośno...boję się...gdzie jest Harry ? Gdzie jest ta moja pomoc???
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Rozdział 27.
*Oczami Justina*
Wszedłem do naszej przyczepy ,na łóżku siedział Harry.Był zamyślony.Patrzył się w jeden nieokreślony punkt.Usiadłem na przeciwko.Byłem jeszcze trochę zły po tym co się stało jakieś 3 godziny temu.Nie mogłem uwierzyć że to zrobiłem,że się za nią wstawiłem.Jestem idiotą.Sam nie wiem czemu to zrobiłem.Czy ja czuje coś to tej suki ? Justin! Nie mów tak o niej-powiedział mi głos w głowie.Sam nie wiem czego się spodziewałem po tej rozmowie,jeśli można to tak nazwać,przez cały czas krzyczeliśmy...
-Tak w ogóle to:Cześć-prychnął Harry.
-No siema...
-Gdzie byłeś?-zapytał.
-A co ty moja matka?! Nie powinno cię to interesować.-syknąłem dość głośno.
-Dobra...już się spytać nie wolo-przewrócił oczami.
-Wkurzasz mnie,wiesz o tym?
-Co chwilę cie coś wkurza!Jak nie ja to Victoria,pomyśl trochę.
-Nie wymawiaj jej imienia przy mnie!-warknąłem.
-Nie że coś...ale gościu będziemy z nią pracować-zaśmiał się.
-Nic kurwa nie będziemy!!!-krzyknąłem i wstałem.
Otworzyłem drzwi i wyszedłem na dwór.Zimna fala powietrza uderzyła mnie od głowy do dołu.Patrząc na ciemne niebo zacząłem wspominać to co wydarzyło się wcześniej...
-Z tobą? Chętnie -powiedziałem z chrypką,wiem jak to działa na kobiety.
Ona odeszła w stronę magazynów. Podszedłem w stronę drzewa,oparłem się i czekałem aż dziewczyna wyjdzie.Nie musiałem długo czekać.Po tym jak wyszła ja wszedłem do środka.Stała tam Miley i kończyła wypalać papierosa.Podszedłem do niej bliżej.
-Czego chcesz Bieber?-syknęła -Nie mam dla ciebie roboty.
-Bo co dałaś jej?Ha-ha jeśli myślisz że jest niezastąpiona to się mylisz.
-Na pewno jest lepsza od ciebie.-jak to powiedziała podszedłem do niej bliżej,a ona się odsunęła.-Nie dotykaj mnie.
-A teraz nie dotykaj?A kiedyś to się chciałaś dotykać...
-Nie drąż tego tematu.-wiedziałem,trafiłem w jej czuły punkt.
-A dlaczego?-podszedłem do niej i delikatnie chwyciłem za ramię.
-Po chuja tu przyszedłeś?-zapytała cicho.
-Mam pomysł.-uśmiechnąłem się-Ty wywalisz Victorię z naszej grupy i dasz jej spokój...a ja w zamian dam Ci to co kiedyś Ci dawałem,znowu będzie tak jak dawniej,ile będziesz chcieć-mruknąłem jej do ucha,a ona pisnęła.
-Nie...Justin,nie mogę.-odszedłem od niej.
-To się wal.Jak znowu będziesz się chciała ruchać to idź do kogoś innego...suka-syknąłem jej w twarz i wyszedłem.
Co mnie zdenerwowało w tej rozmowie tak bardzo ? To że się przejmuję Victorią...ona powinna mnie nie obchodzić a nie ja będę się dla niej poświęcał...chociaż to nie jest poświęcenie,ale...kur...co mi tak na niej zależy!Wziąłem głęboki oddech.Wszedłem znowu do przyczepy i położyłem się na łóżko.
-Możesz mi powiedzieć co się stało?-zapytał Harry,ale on jest ciekawski.
-Dużo by opowiadać.-chciałem go spławić,ale się nie udało.
-Mam czas.
-Nie wiem co się ze mną dzieje..poszedłem do Miley żeby targować się z nią na temat Victorii,żeby dała jej spokój...ona mnie nie powinna interesować-krzyknąłem.
-Nie mów tak.A ja się przejmuję Megan i co ?
-To jest histeryczka-zaśmiałem się.
-Nie mów tak o niej!-warknął.
-Ona dzwoniła do ciebie od razu jak zobaczyła krew...-ponownie się zaśmiałem.
-Megan nigdy nie miała z takimi sprawami do czynienia więc się jej nie dziw...
-Niech Ci będzie...-prychnąłem.
-Stary...ja się chyba w niej zakochałem.
-Stary...wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze ? Że ja chyba też...
sobota, 12 kwietnia 2014
Rozdział 26.
-Ja nie wytrzymam-zakryła dłonią usta.
-Megan..
-Coś ty zrobiła ?!-krzyknęła mi prosto w twarz.-Czy ty korzystasz jeszcze z mózgu ?
-To nie tak jak wygląda-próbowałam się tłumaczyć.
-To nie tak jak wygląda-powtórzyła i przewróciła oczami.-Czy ty myślisz że ci uwierzę !? Stoisz tutaj z twarzą w krwi,a jeszcze przedtem dostałaś furii i uciekłaś...-widziałam jak łzy napływają jej do oczu.
Chciałam się zbliżyć,przytulić ją,ale fakt że była by ubrudzona moja krwią,wybił mi ten pomysł z głowy. Zaprowadziła mnie do łazienki.Oparłam się o ścianę,stałam przed umywalką nad którą wisiało lustro.Spojrzałam do przodu.Wyglądałam jak...wyglądałam źle.Gdybym była na miejscu Megan,zrobiłabym to samo,wiec się jej nie dziwię.Spojrzałam w bok,szukała czegoś w apteczce,lecz zaraz znalazła i przyszła w moją stronę.Stała przede mną z wacikiem i wodą utlenioną.Spojrzałam w jej oczy.Walczyła sama z sobą.Walczyła z tym żeby nie wybuchnąć płaczem i nie nawrzeszczeć na mnie jak nigdy...Tak mi wstyd,że ona musi to znosić...
-Dam radę...-powiedziałam.
-Chcę ci pomóc...daj sobie pomóc.-poprosiła.
-Ja nie...
-Posłuchaj,zmieniłaś się...nie wiem co się dzieje...boję się o ciebie Vick.-powiedziała i wytarła krew z mojej twarzy.
Po tym jak mnie opatrzyła.Usiadłyśmy na łóżku w moim pokoju.Ona się boi,muszę ją jakoś uspokoić...to nie może tak być!
-Megan,wiesz że nie musisz się bać.-powiedziałam i chwyciłam jej dłoń.
-Czy ty siebie słyszysz ?!Teraz przychodzisz z rozwaloną wargą,pół twarzy masz w krwi,nie odzywasz się,uciekasz, wpadasz w złość...Co dalej ?
-Musisz mnie zrozumieć...
-Staram się ciebie rozumieć,ale nie umiem...przepraszam muszę iść-powiedziała szybko.
Wyszła.Tak po prostu mnie zostawiła...Nie dała mi się wytłumaczyć...Czułam jak łza spływa mi po policzku,myśląc o tym że może mnie zostawić...że może odejść,a ja znowu zostanę z tym gównem...Zaczyna się spełniać to czego się najbardziej obawiałam...Nagle usłyszałam głośny ryk z pokoju obok,to była Megan,pewnie rozmawiała z kimś przez telefon.
-"Mam dość...przyjedź"-Do kogo ona dzwoni ???
Po pięciu minutach,ktoś zadzwonił do drzwi .Megan poszła otworzyć.Harry-z nim gadała przez telefon,bo on przyszedł.Zaraz usłyszałam pukanie.
-Mogę wejść?-zapytał ochrypły głos.
-Wchodź.-powiedziałam krótko.
Chłopak usiadł obok mnie i wciągnął głośno powietrze przez nos,a następnie wypuścił przez usta.
-Dobrze się czujesz ?-zapytał.-Megan...mi mówiła że przyszłaś do domu..noo...
-Tak,jest dobrze.
-Przepraszam jeśli coś..ale nie widziałaś się z Justinem ?-zapytał cicho.
-A co nie ma go !?-wystraszyłam się...
-Nie,do tej pory co poszedł za tobą.Próbowałem do niego dzwonić,ale nic z tego...
-To zadzwoń jeszcze raz!-kazałam,może dziwnie to zabrzmi,po tej całej kłótni,ale bałam się o niego.
-Ale on...
-Oh,zamknij się Harry.-warknęłam.
Wzięłam telefon,który wystawał chłopakowi z kieszeni i szybko wybrałam kontakt -"Justin".Pierwszy sygnał,drugi,trzeci,czwarty..chyba nie odbierze...
-Co chcesz Harry!?Nie chce mi się gadać.-słychać było że jest zły.
-Justin...-jęknęłam-Justin,to ja Victoria,gdzie jesteś?
-To ty suko.-zabolało,chociaż nie raz to słyszałam.
-Jus...
-Posłuchaj, miałem przez ciebie przejebane więc nie dzwoń do mnie,nie chce mieć z tobą nic wspólnego!-rozłączył się.
Odciągnęłam telefon od ucha,patrząc cały czas na Harry'ego.Zaczęłam czuć że moje oczy zaczynają się świecić.Po chwili wybuchnęłam płaczem,tuląc się do chłopaka.
-Harry...wpakowałam się w gówno,wpakowałam nas w gówno...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za to u góry,nie mogę tego naprawić ;/
-Megan..
-Coś ty zrobiła ?!-krzyknęła mi prosto w twarz.-Czy ty korzystasz jeszcze z mózgu ?
-To nie tak jak wygląda-próbowałam się tłumaczyć.
-To nie tak jak wygląda-powtórzyła i przewróciła oczami.-Czy ty myślisz że ci uwierzę !? Stoisz tutaj z twarzą w krwi,a jeszcze przedtem dostałaś furii i uciekłaś...-widziałam jak łzy napływają jej do oczu.
Chciałam się zbliżyć,przytulić ją,ale fakt że była by ubrudzona moja krwią,wybił mi ten pomysł z głowy. Zaprowadziła mnie do łazienki.Oparłam się o ścianę,stałam przed umywalką nad którą wisiało lustro.Spojrzałam do przodu.Wyglądałam jak...wyglądałam źle.Gdybym była na miejscu Megan,zrobiłabym to samo,wiec się jej nie dziwię.Spojrzałam w bok,szukała czegoś w apteczce,lecz zaraz znalazła i przyszła w moją stronę.Stała przede mną z wacikiem i wodą utlenioną.Spojrzałam w jej oczy.Walczyła sama z sobą.Walczyła z tym żeby nie wybuchnąć płaczem i nie nawrzeszczeć na mnie jak nigdy...Tak mi wstyd,że ona musi to znosić...
-Dam radę...-powiedziałam.
-Chcę ci pomóc...daj sobie pomóc.-poprosiła.
-Ja nie...
-Posłuchaj,zmieniłaś się...nie wiem co się dzieje...boję się o ciebie Vick.-powiedziała i wytarła krew z mojej twarzy.
Po tym jak mnie opatrzyła.Usiadłyśmy na łóżku w moim pokoju.Ona się boi,muszę ją jakoś uspokoić...to nie może tak być!
-Megan,wiesz że nie musisz się bać.-powiedziałam i chwyciłam jej dłoń.
-Czy ty siebie słyszysz ?!Teraz przychodzisz z rozwaloną wargą,pół twarzy masz w krwi,nie odzywasz się,uciekasz, wpadasz w złość...Co dalej ?
-Musisz mnie zrozumieć...
-Staram się ciebie rozumieć,ale nie umiem...przepraszam muszę iść-powiedziała szybko.
Wyszła.Tak po prostu mnie zostawiła...Nie dała mi się wytłumaczyć...Czułam jak łza spływa mi po policzku,myśląc o tym że może mnie zostawić...że może odejść,a ja znowu zostanę z tym gównem...Zaczyna się spełniać to czego się najbardziej obawiałam...Nagle usłyszałam głośny ryk z pokoju obok,to była Megan,pewnie rozmawiała z kimś przez telefon.
-"Mam dość...przyjedź"-Do kogo ona dzwoni ???
Po pięciu minutach,ktoś zadzwonił do drzwi .Megan poszła otworzyć.Harry-z nim gadała przez telefon,bo on przyszedł.Zaraz usłyszałam pukanie.
-Mogę wejść?-zapytał ochrypły głos.
-Wchodź.-powiedziałam krótko.
Chłopak usiadł obok mnie i wciągnął głośno powietrze przez nos,a następnie wypuścił przez usta.
-Dobrze się czujesz ?-zapytał.-Megan...mi mówiła że przyszłaś do domu..noo...
-Tak,jest dobrze.
-Przepraszam jeśli coś..ale nie widziałaś się z Justinem ?-zapytał cicho.
-A co nie ma go !?-wystraszyłam się...
-Nie,do tej pory co poszedł za tobą.Próbowałem do niego dzwonić,ale nic z tego...
-To zadzwoń jeszcze raz!-kazałam,może dziwnie to zabrzmi,po tej całej kłótni,ale bałam się o niego.
-Ale on...
-Oh,zamknij się Harry.-warknęłam.
Wzięłam telefon,który wystawał chłopakowi z kieszeni i szybko wybrałam kontakt -"Justin".Pierwszy sygnał,drugi,trzeci,czwarty..chyba nie odbierze...
-Co chcesz Harry!?Nie chce mi się gadać.-słychać było że jest zły.
-Justin...-jęknęłam-Justin,to ja Victoria,gdzie jesteś?
-To ty suko.-zabolało,chociaż nie raz to słyszałam.
-Jus...
-Posłuchaj, miałem przez ciebie przejebane więc nie dzwoń do mnie,nie chce mieć z tobą nic wspólnego!-rozłączył się.
Odciągnęłam telefon od ucha,patrząc cały czas na Harry'ego.Zaczęłam czuć że moje oczy zaczynają się świecić.Po chwili wybuchnęłam płaczem,tuląc się do chłopaka.
-Harry...wpakowałam się w gówno,wpakowałam nas w gówno...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za to u góry,nie mogę tego naprawić ;/
niedziela, 6 kwietnia 2014
Rozdział 25.
-Nie wiesz jak się cieszę że wróciłaś...Mam nadzieję że nie zapomniałaś co się robi w tej branży-zaśmiała się.
Przewróciłam oczami.Szczerze jak zobaczyłam Miley czekającą na mnie w magazynie myślałam że podejdę do niej i się na nią rzucę.Stała i patrzyła się na mnie,pierwszy raz ją widziałam taką szczęśliwą,chyba że była przy ćpana.Nie jestem pewna tego czy robię dobrze wracając do tego...
-Black,posłuchaj jak już wróciłaś,to wiesz że u nas nie ma przelewek, więc jest robota.-wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów,po czym wyciągnęła jednego i zapaliła.-Chcesz?-pokazała mi paczkę.
-Nie.-odpowiedziałam krótko.-Jaka robota ? Czemu tak szybko ?
-Musisz iść pogadać z taką laską,kurwa ma nam oddać kasę.
-Dopiero wróciłam i już mam coś robić ?!-warknęłam.
-Życie...-zaśmiała się bez humoru.-Masz adres, masz tam iść teraz.-podkreśliła ostatnie słowo.
Wyszłam z magazynu.Nagle poczułam wibracje w kieszeni, wyjęłam telefon. Megan...jeszcze tego brakuje żeby dzwoniła...
-Victoria!Gdzie jesteś?-krzyknęła mi do ucha.
-Nie ważne.-ah..ta jej troska,przewróciłam oczami.
-To nie jest śmieszne,martwię się.
-Meg,jestem dużą dziewczynką umiem o siebie zadbać,nic mi nie jest i nie będzie.
-Justin poszedł za tobą,ale do tej pory go nie ma....nie wiemy co się z tobą dzieje.
-I nie musicie.
-Słuchaj,Harry poszedł go szukać.
-Co mnie to interesuje !?-krzyknęłam do słuchawki.
-Jak się im coś stanie to będzie twoja wina.Bo tobie się zachciało wydziwiać.
-Skończyłaś ?-spytałam, jestem znudzona jej kazaniem na temat tego co robię.-To dobrze.Pa.-rozłączyłam się.
* * * * *
Stojąc przed jej drzwiami,zapukałam.Otworzyła mi dziewczyna z ciemnymi włosami upiętymi w kucyka.Wyglądała na 25 lat.Gdy mnie zobaczyła,otworzyła oczy.Jakby widziała kosmitę.Zaśmiałam się cicho.
-Kim jesteś ?!-warknęła.
-Ćpać się zachciało, a kasy już oddać się nie umie ?-zapytałam.
-Co ty do mnie dziecko gadasz ?
-A zamknij się.Daj kasę i spierdalam,a jak nie to inaczej pogadamy.-przymrużyłam oczy.
Zaśmiała się gardłowo,po czym uderzyła mnie w twarz.Pożałuje tego że mnie dotknęła.Cofnęła się do tyłu żeby zamknąć drzwi,ale przytrzymałam je nogą,tak żeby nie mogła ich zamknąć.
-Weź spierdalaj!-krzyknęła,wychodząc w moją stronę.
Chwyciłam ją za bluzkę i pociągnęłam do muru domu.Spojrzałam na nią wzrokiem zabójcy,a ona zaczęła się rzucać,w efekcie czego docisnęłam ją bardziej do ściany.
-Kasa suko!-krzyknęłam jej prosto w twarz.
-Powiedz swojej pani.-zaśmiała się.-że nie ładnie Cię wychowała,dziwko.
Złożyłam moją prawą dłoń w pięść i uderzyłam ją w brzuch.Głośno jęknęła z bólu.Opadła na ziemię.Otrzepałam ręce i odwróciłam się,chciałam już wracać,ale nagle poczułam jak ktoś za mną popycha mnie do przodu.Kobieta usiadła mi na brzuchu i uderzyła pięścią w twarz,przez co poczułam mocne szczypanie na wardze...Pewnie jest rozcięta,ale to najmniejszy problem.Wkurwiłam się i odwróciłam ją tak że teraz ja na niej siedziałam.Uderzałam ją kilka razy pięściami w twarz a następnie pociągnęłam za jej kucyk.Wstałam z niej i patrzyłam jak krew gromadzi się na jej twarzy.
-To do zobaczenia.-zaśmiałam się i na do widzenia-kopnęłam w brzuch.
* * * * *
Stałam przed drzwiami mojego domu.Bałam się reakcji Megan.Z tego co widziałam w szybie w drzwiach,moja szczęka była w krwi.Niepewnie zapukałam.Zaraz po drugiej stronie ujrzałam Meg.Gdy otworzyła drzwi,zrobiła wielkie oczy.
-Ja nie wytrzymam...-zakryła dłonią usta.
Przewróciłam oczami.Szczerze jak zobaczyłam Miley czekającą na mnie w magazynie myślałam że podejdę do niej i się na nią rzucę.Stała i patrzyła się na mnie,pierwszy raz ją widziałam taką szczęśliwą,chyba że była przy ćpana.Nie jestem pewna tego czy robię dobrze wracając do tego...
-Black,posłuchaj jak już wróciłaś,to wiesz że u nas nie ma przelewek, więc jest robota.-wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów,po czym wyciągnęła jednego i zapaliła.-Chcesz?-pokazała mi paczkę.
-Nie.-odpowiedziałam krótko.-Jaka robota ? Czemu tak szybko ?
-Musisz iść pogadać z taką laską,kurwa ma nam oddać kasę.
-Dopiero wróciłam i już mam coś robić ?!-warknęłam.
-Życie...-zaśmiała się bez humoru.-Masz adres, masz tam iść teraz.-podkreśliła ostatnie słowo.
Wyszłam z magazynu.Nagle poczułam wibracje w kieszeni, wyjęłam telefon. Megan...jeszcze tego brakuje żeby dzwoniła...
-Victoria!Gdzie jesteś?-krzyknęła mi do ucha.
-Nie ważne.-ah..ta jej troska,przewróciłam oczami.
-To nie jest śmieszne,martwię się.
-Meg,jestem dużą dziewczynką umiem o siebie zadbać,nic mi nie jest i nie będzie.
-Justin poszedł za tobą,ale do tej pory go nie ma....nie wiemy co się z tobą dzieje.
-I nie musicie.
-Słuchaj,Harry poszedł go szukać.
-Co mnie to interesuje !?-krzyknęłam do słuchawki.
-Jak się im coś stanie to będzie twoja wina.Bo tobie się zachciało wydziwiać.
-Skończyłaś ?-spytałam, jestem znudzona jej kazaniem na temat tego co robię.-To dobrze.Pa.-rozłączyłam się.
* * * * *
Stojąc przed jej drzwiami,zapukałam.Otworzyła mi dziewczyna z ciemnymi włosami upiętymi w kucyka.Wyglądała na 25 lat.Gdy mnie zobaczyła,otworzyła oczy.Jakby widziała kosmitę.Zaśmiałam się cicho.
-Kim jesteś ?!-warknęła.
-Ćpać się zachciało, a kasy już oddać się nie umie ?-zapytałam.
-Co ty do mnie dziecko gadasz ?
-A zamknij się.Daj kasę i spierdalam,a jak nie to inaczej pogadamy.-przymrużyłam oczy.
Zaśmiała się gardłowo,po czym uderzyła mnie w twarz.Pożałuje tego że mnie dotknęła.Cofnęła się do tyłu żeby zamknąć drzwi,ale przytrzymałam je nogą,tak żeby nie mogła ich zamknąć.
-Weź spierdalaj!-krzyknęła,wychodząc w moją stronę.
Chwyciłam ją za bluzkę i pociągnęłam do muru domu.Spojrzałam na nią wzrokiem zabójcy,a ona zaczęła się rzucać,w efekcie czego docisnęłam ją bardziej do ściany.
-Kasa suko!-krzyknęłam jej prosto w twarz.
-Powiedz swojej pani.-zaśmiała się.-że nie ładnie Cię wychowała,dziwko.
Złożyłam moją prawą dłoń w pięść i uderzyłam ją w brzuch.Głośno jęknęła z bólu.Opadła na ziemię.Otrzepałam ręce i odwróciłam się,chciałam już wracać,ale nagle poczułam jak ktoś za mną popycha mnie do przodu.Kobieta usiadła mi na brzuchu i uderzyła pięścią w twarz,przez co poczułam mocne szczypanie na wardze...Pewnie jest rozcięta,ale to najmniejszy problem.Wkurwiłam się i odwróciłam ją tak że teraz ja na niej siedziałam.Uderzałam ją kilka razy pięściami w twarz a następnie pociągnęłam za jej kucyk.Wstałam z niej i patrzyłam jak krew gromadzi się na jej twarzy.
-To do zobaczenia.-zaśmiałam się i na do widzenia-kopnęłam w brzuch.
* * * * *
Stałam przed drzwiami mojego domu.Bałam się reakcji Megan.Z tego co widziałam w szybie w drzwiach,moja szczęka była w krwi.Niepewnie zapukałam.Zaraz po drugiej stronie ujrzałam Meg.Gdy otworzyła drzwi,zrobiła wielkie oczy.
-Ja nie wytrzymam...-zakryła dłonią usta.
poniedziałek, 31 marca 2014
Rozdział 24.
Rzuciła telefonem przez cały pokój, po czym uderzył w ścianę i rozpadł się na części.Pisnęła głośno.Nigdy nie widziałem jej w takim stanie.Nawet nie wiedziałem że może być w takim stanie...Nie wiedziałem jak się zachować w tej sytuacji,nie wiedziałem czy mam coś powiedzieć,byłem w szoku.Nic z tego nie rozumiem. ten pistolet,tajemniczy telefon,agresja która w niej była...Spojrzałem na Megan, stała z otwartymi ustami i patrzyła z niedowierzaniem w jakim stanie jest teraz jej przyjaciółka.Chyba widziała ją pierwszy raz w takim stanie...
-Kurwa! Jak ja jej nienawidzę,nie chce do tego wracać, pierdolone gówno!!!-wrzeszczała,chwytając swoją głowę.-Nie! Nie! Nie!
-Victoria...musisz się uspokoić...-powiedziałem po cichu.
-Zamknij się Styles ! Gówno wiesz ! Wszyscy gówno wiecie.-krzyknęła,w jej głosie można było słyszeć złość,nad którą nie panowała.
Victoria chwyciła kubek,który stał przy szafce nocnej i rzuciła nim o podłogę, mówiąc :"Mam to wszystko w dupie."Szkło rozprysnęło się po podłodze.Co w nią wstąpiło ? Nigdy bym nie przypuszczał że ona jest taka agresywna.Spojrzałem najpierw w lewo,ujrzałem Justina który miał oczy rozszerzone do granic możliwości , nie wiedział co ma robić,czy podejść do niej czy stać i poczekać aż Vickie przejdzie... Przekręciłem głowę w prawo i widziałem Megan,która powstrzymywała płacz.Podszedłem do niej szybko i objąłem.
-Nie martw się... ona jest po prostu zła.-próbowałem ją pocieszyć, aby nie zaczęła płakać.
-Nie..to nie jest w tym momencie moja przyjaciółka-zaszlochała.
*Oczami Megan*
Pierwszy raz widzę Victorię w takim stanie, boję się o nią.Nie mogę uwierzyć w to że przede mną stoi moja przyjaciółka. Nigdy nie zachowywała się tak.A teraz ? Coś w nią wstąpiło.Starała opanować swoją złość licząc do dziesięciu i się to udawało do tej pory.Może tym razem też by poskutkowało.Niepewnie podeszłam kilka kroków do przodu.Czułam jak bym szła do obcej mi osoby która miała atak furii,jeśli można to tak nazwać.
-Vickie...proszę uspokój się, policz do dziesięciu, zamknij oczy i zrób to.-nie miałam pojęcia czy dobrze robię mówiąc coś do niej,ale czułam że muszę to zrobić.
-A ty co moja matka ?-zaśmiała się ironicznie i przewróciła oczami.
-Dlaczego tak się zachowujesz ?-spojrzałam jej w oczy,były pełne złości i nienawiści,nie mam pojęcia co usłyszała w słuchawce ze ją tak to rozzłościło.
-Nic ci do tego!-warknęła.
Nie mogłam nic z siebie wydusić.Nagle ujrzałam Justina,który powoli zbliża się do Victorii.Nigdy nie widziałam żeby był taki niepewny...
-Vicki...proszę...zrób to co Megan mówiła...proszę.-spojrzał jej w oczy,a ona jemu.
-...-wzięła głęboki oddech.-Muszę iść.-powiedziała szybko.
-Gdzie ty chcesz iść w takim stanie?- zapytał Harry, a następnie Victoria spiorunowała go wzrokiem.
-Vickie...my się po prostu martwimy,nie możesz iść sama, pójdę z tobą-powiedziałam, nie mogę pozwolić żeby gdzieś szła pod taką złością.
-Ty nigdzie nie idziesz.-rozkazała.-Wrócę potem.-wyszła z pokoju,a Justin pobiegł za nią.
Spojrzałam spod rzęs w oczy Harry'ego.Rzuciłam się na niego żeby się przytulić.W jego ramionach czułam się pewniej,nie bałam się aż tak bardzo...Poczułam jak po policzku spływa mi łza.Nagle Harry odciągnął mnie od siebie.Przetarł kciukiem łzę.
-Shhh...będzie dobrze-ponownie się do mnie przytulił...
*Oczami Victorii*
Biegłam przed siebie,cała się trzęsłam ze złości.Czułam że zamieniam się w kogoś,kogo myślałam że zabiłam...zamieniam się w dawną mnie...bezlitosną,bez serca...Nigdy nie myślałam że ta ''zła'' strona mnie powróci.Szłam do magazynu gdzie Miley kazała mi przyjść.Czułam że ktoś idzie za mną od drogi do domu...To pewnie Justin.Będąc już prawie przy wejściu do środka, odwróciłam się.
-Nie łaź za mną, Bieber!- wysyczałam ,po co on mnie śledzi ?
-Martwię się o ciebie...wszyscy martwimy.-powiedział.
-Wali mnie to.-przewróciłam oczami,przenosząc ciężar ciała na jedną nogę.
-Co się z tobą stało? Magan nie może uwierzyć że to co stało przed nią przed chwilą to jej przyjaciółka.
-To jej problem.-odwróciłam się.-Nie idź za mną bo źle się to dla ciebie skończy.-zagroziłam.
-Już się boje.-zaśmiał się.
Wyciągnęłam pistolet który miałam przy pasku.Wzięłam go z łóżka,a oni się nawet nie zorientowali.Odwróciłam się szybko i podeszłam bliżej niego.Staliśmy w ciemnej uliczce..Oświetlało nas tylko światło z pobocznej latarni.Przyłożyłam pistolet do jego klatki piersiowej.Ręka mi się zatrzęsła.Nie mogłam tego zrobić, nie umiałam...
-No strzelaj,na co czekasz !-warknął mi przy twarzy.
-Ja nie..nie potrafię...-poczułam jak płacz ciśnie mi się do oczu.Opuściłam pistolet i schowałam.
-I co masz zamiar wrócić do tej roboty, a nie potrafisz kogoś zabić nawet jak masz pistolet.-zaśmiał się.-Jesteś cienka...myślałem po tym co dostawiłaś u was w domu że jesteś dobra w tych sprawach,ale się myliłem.-ponownie to zrobił-zaśmiał się.
-Pierdol się.-powiedziałam szybko odchodząc od niego.
-Z tobą ? Chętnie.-powiedział z chrypką w głosie przez co poczułam dreszcze,ale nie odwróciłam się.Poszłam gdzie miałam iść...
-Kurwa! Jak ja jej nienawidzę,nie chce do tego wracać, pierdolone gówno!!!-wrzeszczała,chwytając swoją głowę.-Nie! Nie! Nie!
-Victoria...musisz się uspokoić...-powiedziałem po cichu.
-Zamknij się Styles ! Gówno wiesz ! Wszyscy gówno wiecie.-krzyknęła,w jej głosie można było słyszeć złość,nad którą nie panowała.
Victoria chwyciła kubek,który stał przy szafce nocnej i rzuciła nim o podłogę, mówiąc :"Mam to wszystko w dupie."Szkło rozprysnęło się po podłodze.Co w nią wstąpiło ? Nigdy bym nie przypuszczał że ona jest taka agresywna.Spojrzałem najpierw w lewo,ujrzałem Justina który miał oczy rozszerzone do granic możliwości , nie wiedział co ma robić,czy podejść do niej czy stać i poczekać aż Vickie przejdzie... Przekręciłem głowę w prawo i widziałem Megan,która powstrzymywała płacz.Podszedłem do niej szybko i objąłem.
-Nie martw się... ona jest po prostu zła.-próbowałem ją pocieszyć, aby nie zaczęła płakać.
-Nie..to nie jest w tym momencie moja przyjaciółka-zaszlochała.
*Oczami Megan*
Pierwszy raz widzę Victorię w takim stanie, boję się o nią.Nie mogę uwierzyć w to że przede mną stoi moja przyjaciółka. Nigdy nie zachowywała się tak.A teraz ? Coś w nią wstąpiło.Starała opanować swoją złość licząc do dziesięciu i się to udawało do tej pory.Może tym razem też by poskutkowało.Niepewnie podeszłam kilka kroków do przodu.Czułam jak bym szła do obcej mi osoby która miała atak furii,jeśli można to tak nazwać.
-Vickie...proszę uspokój się, policz do dziesięciu, zamknij oczy i zrób to.-nie miałam pojęcia czy dobrze robię mówiąc coś do niej,ale czułam że muszę to zrobić.
-A ty co moja matka ?-zaśmiała się ironicznie i przewróciła oczami.
-Dlaczego tak się zachowujesz ?-spojrzałam jej w oczy,były pełne złości i nienawiści,nie mam pojęcia co usłyszała w słuchawce ze ją tak to rozzłościło.
-Nic ci do tego!-warknęła.
Nie mogłam nic z siebie wydusić.Nagle ujrzałam Justina,który powoli zbliża się do Victorii.Nigdy nie widziałam żeby był taki niepewny...
-Vicki...proszę...zrób to co Megan mówiła...proszę.-spojrzał jej w oczy,a ona jemu.
-...-wzięła głęboki oddech.-Muszę iść.-powiedziała szybko.
-Gdzie ty chcesz iść w takim stanie?- zapytał Harry, a następnie Victoria spiorunowała go wzrokiem.
-Vickie...my się po prostu martwimy,nie możesz iść sama, pójdę z tobą-powiedziałam, nie mogę pozwolić żeby gdzieś szła pod taką złością.
-Ty nigdzie nie idziesz.-rozkazała.-Wrócę potem.-wyszła z pokoju,a Justin pobiegł za nią.
Spojrzałam spod rzęs w oczy Harry'ego.Rzuciłam się na niego żeby się przytulić.W jego ramionach czułam się pewniej,nie bałam się aż tak bardzo...Poczułam jak po policzku spływa mi łza.Nagle Harry odciągnął mnie od siebie.Przetarł kciukiem łzę.
-Shhh...będzie dobrze-ponownie się do mnie przytulił...
*Oczami Victorii*
Biegłam przed siebie,cała się trzęsłam ze złości.Czułam że zamieniam się w kogoś,kogo myślałam że zabiłam...zamieniam się w dawną mnie...bezlitosną,bez serca...Nigdy nie myślałam że ta ''zła'' strona mnie powróci.Szłam do magazynu gdzie Miley kazała mi przyjść.Czułam że ktoś idzie za mną od drogi do domu...To pewnie Justin.Będąc już prawie przy wejściu do środka, odwróciłam się.
-Nie łaź za mną, Bieber!- wysyczałam ,po co on mnie śledzi ?
-Martwię się o ciebie...wszyscy martwimy.-powiedział.
-Wali mnie to.-przewróciłam oczami,przenosząc ciężar ciała na jedną nogę.
-Co się z tobą stało? Magan nie może uwierzyć że to co stało przed nią przed chwilą to jej przyjaciółka.
-To jej problem.-odwróciłam się.-Nie idź za mną bo źle się to dla ciebie skończy.-zagroziłam.
-Już się boje.-zaśmiał się.
Wyciągnęłam pistolet który miałam przy pasku.Wzięłam go z łóżka,a oni się nawet nie zorientowali.Odwróciłam się szybko i podeszłam bliżej niego.Staliśmy w ciemnej uliczce..Oświetlało nas tylko światło z pobocznej latarni.Przyłożyłam pistolet do jego klatki piersiowej.Ręka mi się zatrzęsła.Nie mogłam tego zrobić, nie umiałam...
-No strzelaj,na co czekasz !-warknął mi przy twarzy.
-Ja nie..nie potrafię...-poczułam jak płacz ciśnie mi się do oczu.Opuściłam pistolet i schowałam.
-I co masz zamiar wrócić do tej roboty, a nie potrafisz kogoś zabić nawet jak masz pistolet.-zaśmiał się.-Jesteś cienka...myślałem po tym co dostawiłaś u was w domu że jesteś dobra w tych sprawach,ale się myliłem.-ponownie to zrobił-zaśmiał się.
-Pierdol się.-powiedziałam szybko odchodząc od niego.
-Z tobą ? Chętnie.-powiedział z chrypką w głosie przez co poczułam dreszcze,ale nie odwróciłam się.Poszłam gdzie miałam iść...
niedziela, 23 marca 2014
Rozdział 23.
Siedziałem i czekałem aż Victoria coś z siebie wydusi...Od kiedy ona ma pistolet ? Po co jej teraz ? Przecież mówiła że skończyła z "tym".
-Powiesz coś ?-zapytałem zniecierpliwiony.
-...-wzięła głęboki oddech.-To jest pistolet nasz wspólny z Megan...Stwierdziłyśmy że będziemy go używać w czasie niebezpieczeństwa.To tyle.-wzruszyła ramionami.
-I pokazałaś mi go tylko po to żeby mi to powiedzieć ? -spojrzałem jej w oczy,czułem że próbuje się wykręcić.
-Justin...to...nie jest do końca tak.-opuściła wzrok.-Ja i Miley mamy swoją tajemnicę,wiem o niej tylko ja i ona, ale ja nie radzę sobie w tej sytuacji,musi mi ktoś pomóc,ufam Ci i chcę żebyś mi pomógł.-"Wreszcie się otwiera",pomyślałem.-Ale,obiecaj,nikomu nie powiesz...Harry'emu ani Megan,a na pewno nie policji...
-Obiecuję,ale wiesz,nie mam dobrych kontaktów z policją.-zaśmiałem się,chciałem rozluźnić sytuację,ale nie wyszło.
Powiedziała coś,ale było tak nie wyraźne że nie zrozumiałem nic.Patrzyła w podłogę.Czułem że ta sprawa nie jest dla niej łatwa, że to nie jest jakaś błahostka, że to coś poważnego, a przynajmniej dla niej.
-Mogłabyś wyraźniej ?-zapytałem po raz kolejny.
-Justin...ja zabiłam...Justin-opadła na podłogę,po czym zaczęła płakać.
-Ej,mała co się stało ?-kucnąłem przy niej i pocierałem dłonią jej plecy.-Wstań, porozmawiajmy.
Nie chętnie wstała,płakała.Za chwilę rzuciła mi się do szyi. Objęła mnie mocno. Drżała. Usiedliśmy na łóżku.Trzymałem jej dłoń.
-Zabiłam dwójkę ludzi.-spojrzała mi w oczy,a następnie spojrzała na pistolet.-Jestem potworem.
-Nie jesteś sama...-powiedziałem szybko.
-Nie wiem co robić.Jak trzymam pistolet budzę w sobie bestię...Obiecałam że nie będę już tego dotykać,że nie będę o tym rozmawiać z nikim...Justin, ja nie wiem co robić, muszę dać odpowiedź Miley jak najszybciej,co mam zrobić ?
-Można powiedzieć że to decyzja życia i śmierci-nie wiem jak mam jej pomóc, to jej wybór...ale jak wróci do tego gówna,jej życie będzie na krawędzi a jak wybierze drugą opcję nie wiadomo co oni jej zrobią...mogą ją torturować, a nie pozwolę na to.
*Oczami Harry'ego*
-Meg... może pójdziemy do góry,sprawdzimy co się tam u nich dzieje ?-zapytałem.
-Tak,dobrze,chodźmy.
Chwyciłem Megan za rękę po czym poszliśmy po chodach prosto do pokoju Victorii.Zapukałem i otworzyłem drzwi.Obydwoje siedzieli na łóżku i trzymali się za ręce.Za nimi zobaczyłem pistolet !? Co on tu robi ? Spojrzeli na nas.Nie zdążyłem nic powiedzieć,ponieważ zaczął dzwonić telefon Vickie.Szybko odebrała, po czym wzięła głęboki oddech.
-Tak.-odpowiedziała szybko i odłożyła telefon.Po czym łza spłynęła po jej policzku,którą szybko przetarła.
-Powiesz coś ?-zapytałem zniecierpliwiony.
-...-wzięła głęboki oddech.-To jest pistolet nasz wspólny z Megan...Stwierdziłyśmy że będziemy go używać w czasie niebezpieczeństwa.To tyle.-wzruszyła ramionami.
-I pokazałaś mi go tylko po to żeby mi to powiedzieć ? -spojrzałem jej w oczy,czułem że próbuje się wykręcić.
-Justin...to...nie jest do końca tak.-opuściła wzrok.-Ja i Miley mamy swoją tajemnicę,wiem o niej tylko ja i ona, ale ja nie radzę sobie w tej sytuacji,musi mi ktoś pomóc,ufam Ci i chcę żebyś mi pomógł.-"Wreszcie się otwiera",pomyślałem.-Ale,obiecaj,nikomu nie powiesz...Harry'emu ani Megan,a na pewno nie policji...
-Obiecuję,ale wiesz,nie mam dobrych kontaktów z policją.-zaśmiałem się,chciałem rozluźnić sytuację,ale nie wyszło.
Powiedziała coś,ale było tak nie wyraźne że nie zrozumiałem nic.Patrzyła w podłogę.Czułem że ta sprawa nie jest dla niej łatwa, że to nie jest jakaś błahostka, że to coś poważnego, a przynajmniej dla niej.
-Mogłabyś wyraźniej ?-zapytałem po raz kolejny.
-Justin...ja zabiłam...Justin-opadła na podłogę,po czym zaczęła płakać.
-Ej,mała co się stało ?-kucnąłem przy niej i pocierałem dłonią jej plecy.-Wstań, porozmawiajmy.
Nie chętnie wstała,płakała.Za chwilę rzuciła mi się do szyi. Objęła mnie mocno. Drżała. Usiedliśmy na łóżku.Trzymałem jej dłoń.
-Zabiłam dwójkę ludzi.-spojrzała mi w oczy,a następnie spojrzała na pistolet.-Jestem potworem.
-Nie jesteś sama...-powiedziałem szybko.
-Nie wiem co robić.Jak trzymam pistolet budzę w sobie bestię...Obiecałam że nie będę już tego dotykać,że nie będę o tym rozmawiać z nikim...Justin, ja nie wiem co robić, muszę dać odpowiedź Miley jak najszybciej,co mam zrobić ?
-Można powiedzieć że to decyzja życia i śmierci-nie wiem jak mam jej pomóc, to jej wybór...ale jak wróci do tego gówna,jej życie będzie na krawędzi a jak wybierze drugą opcję nie wiadomo co oni jej zrobią...mogą ją torturować, a nie pozwolę na to.
*Oczami Harry'ego*
-Meg... może pójdziemy do góry,sprawdzimy co się tam u nich dzieje ?-zapytałem.
-Tak,dobrze,chodźmy.
Chwyciłem Megan za rękę po czym poszliśmy po chodach prosto do pokoju Victorii.Zapukałem i otworzyłem drzwi.Obydwoje siedzieli na łóżku i trzymali się za ręce.Za nimi zobaczyłem pistolet !? Co on tu robi ? Spojrzeli na nas.Nie zdążyłem nic powiedzieć,ponieważ zaczął dzwonić telefon Vickie.Szybko odebrała, po czym wzięła głęboki oddech.
-Tak.-odpowiedziała szybko i odłożyła telefon.Po czym łza spłynęła po jej policzku,którą szybko przetarła.
niedziela, 9 marca 2014
Rozdział 22.
*Oczami Megan*
-Czy ty sobie ze mnie jaja robisz ?!-wykrzyczałam wstając z łóżka.
Czy ona znowu chce wracać do tego gówna ? Czy ona w ogóle ma mózg ? Z tego co wiem, to już miała przez to problem z policją,jakby ją przyłapała znowu,poszła by siedzieć.Ona chyba nie wie jak są tego konsekwencje.Miała w zawieszeniu więc teraz na serio pójdzie do paki...Wszystkie oczy były skierowane przez ten czas na mnie,dopóki Victoria nie wydała z siebie głośnego pociągnięcia nosem, a następnie strumień łez płynął jej po policzkach.To przeze mnie... Podeszłam do niej i kucnęłam.Swoją dłoń położyłam na jej kolanie.Ona zaraz ją zrzuciła.Spojrzała mi w oczy,przez co się załamałam i poczułam że łzy cisną mi się do oczu.
-Przepraszam-tyle zdołałam z siebie wykrztusić zanim zaczęłam płakać.
-Muszę...muszę nad tym wszystkim pomyśleć...wyjdźcie, proszę...-zaszlochała.
Spojrzałam na chłopaków i bez słowa zeszliśmy na dół,do salonu. Usiedliśmy na sofie.Spojrzałam najpierw na Justina a potem utknęłam wzrokiem na Harry'm,który patrzył się w podłogę,za pewne myślał.
-Powicie mi o co z tym wszystkim chodzi ?- zapytałam.
-No...Megan jak by ci to powiedzieć...-zaczął Harry.-Victoria,była już w tym gangu...
-To wiem...-mruknęłam.
-No to ona... podpisała taki jakby dokument i teraz ma do wyboru,albo wraca do roboty i współpracy z Miley,albo...oni ją zabiorą i będzie ich własnością.
-Harry,ty na serio - załamał mi się głos.Obróciłam głowę w bok,gdzie siedział Justin.-Justi...gdzie on jest ?-spojrzałam na Hazze.
-Chyba poszedł do góry.
-Ahhh...a...czy ty, to znaczy wy też podpisaliście ten "dokument" ?
-To nie takie proste.-podrapał się po karku.
-Harry ?- spojrzałam mu prosto w oczy.
-No tak.-wzięłam głęboki oddech,po czym opuściłam głowę.
Poczułam jak Harry podnosi moją głowę do góry,chwytając za policzki.Patrzyłam w jego zielone oczy, były takie śliczne.Chłopak popatrzył na moje usta po chwili oblizując swoje.Nagle poczułam mokre i ciepłe usta Harry'ego na moich.Czułam że nogi robią mi się jak z waty.Po chwili odsunął głowę do tyłu.Przygryzłam lekko wargę, nie odwracając wzroku od oczu chłopaka.Po chwili przysunął swoje czoło do mojego.Staliśmy i patrzyliśmy na siebie,to jest takie magiczne,nie chcę żeby ten moment się kończył...
*Oczami Justina*
Victoria uklękła i zaczęła szukać czegoś pod łóżkiem.Wyjęła z niego pudełko.Nie wiedziałem po co.Stałem przed nią i patrzyłem na każdy jej ruch.Powoli otworzyła. Sięgnęła do środka, lecz zaraz odsunęła rękę. Zawahała się.Spróbowała jeszcze raz i wyciągnęła stertę papierów,coś było w środku.Położyła na łóżku,a następnie spojrzała na mnie.
-Pokarzę Ci coś...chodź.-machnęła ręką żebym szedł w jej kierunku.
Nie wiedziałem czego mogę się tam spodziewać, co tam jest,ale poszedłem w jej stronę.Spojrzałem na nią.
-Otwórz.-powiedziała.
-Dlaczego...dlaczego ty nie możesz ?
-Czyżby Bieber się boi ?-zaśmiała się.
-Nie prawda.-powiedziałem krótko i otworzyłem to "coś" .-Pistolet ?-zapytałem patrząc na nią.
-Nie widać.-odpowiedziała krótko.
-Czemu ty tego nie mogłaś zrobić,przecież to nic takiego,jeśli wiesz...miało się z tym do czynienia ...
-Justin...to nie takie proste.-opuściła wzrok.
-Mam czas.-usiadłem na łóżku,czekając aż zacznie mówić.
wtorek, 4 marca 2014
Rozdział 21.
Przez całą drogę do domu żaden z chłopców się do mnie nie odzywał, widzieli po mnie że byłam roztrzęsiona.Gdy tylko otworzyłam drzwi i wbiegłam do mojego pokoju.Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam momentalnie płakać.Nie chcę wracać do "tych"spraw... Po prostu się boję,a co jak znowu wpadnę? To już na pewno mnie posadzą,nie chcę iść do więzienia,ale nie chcę też być ich własnością.... Kur...jestem w kropce,nie wiem co mam z sobą zrobić.A z Megan ? Co z nią będzie ? Jak bym poszła do gangu,naraziłabym Meg na niebezpieczeństwo,a jak bym wybrała drugą opcję nigdy bym jej nie zobaczyła i nie wiadomo przez co bym tam przechodziła....Jak ja nie znoszę podejmować decyzji....Usłyszałam otwierane drzwi, więc podniosłam głowę i spojrzałam w tamtą stronę,w drzwiach stała Megi cała zapłakana.Podeszła do mnie i pogłaskała po ramieniu.
-Co..co się tam stało ?-spojrzała mi w oczy.
-Nic..nic się nie stało.-powiedziałam i wybuchłam płaczem,szybko zakryłam swoja twarz dłońmi.
-Jak to nic ? Widzę po tobie,oni coś ci zrobili ?
-Megan...ja tak nie umiem,nie potrafię...-spojrzałam przed siebie i ujrzałam Justina i Harry'ego wchodzących do pokoju.
Podeszli bliżej. Zacisnęłam mocniej powieki,powodując że kolejna łza spadła na podłogę.Poczułam jak ktoś chwyta mnie za ramiona,prosząc żebym wstała.Nie patrzyłam się kto to,przez cały czas miałam zamknięte oczy.Kogoś ręka zjechała wzdłuż mojego ramienia,dojechała do dłoni i lekko ścisnęła,powodując wymuszany uśmiech na mojej twarzy.Za chwilę stojąca przede mną osoba przybliżyła się do mnie . Nagle poczułam czyjeś usta na swoich.Były takie ciepłe.Nie trwało to długo,przez chwilę.Postanowiłam że otworzę oczy i zobaczyłam przed sobą Justina.Uśmiechnęłam się lekko.Spojrzałam w oczy Justina, można było w nich zobaczyć że jest trochę speszony.Chciałam coś powiedzieć,ale..
-Vicki...ja...przepraszam-spuścił głowę na dół.
-Ale za co ?-zapytałam zmieszana.
-To nie powinno się zdarzyć,ale...
Przyłożyłam palec wskazujący do jego ust i szepnęłam:"Shhhh..".Po czym oddałam pocałunek,ale szybko się odsunęłam.Potrzebowałam otuchy,czułam się rozdarta.Spojrzałam jeszcze raz na Justina,uśmiechał się,więc ja też to zrobiłam.Wzięłam głęboki oddech i usiadłam na łóżku obok Megan i Harry'ego którzy patrzyli się na to wszystko.Zaraz dołączył do nas Justin.
-I co zamierzasz zrobić ?-zapytał mnie Harry.
-Ale co się stało?-spojrzała na mnie Megan.
-Chyba...Meg...wracam do gangu...nie wiem...sorry...-spojrzałam na podłogę.
-Co..co się tam stało ?-spojrzała mi w oczy.
-Nic..nic się nie stało.-powiedziałam i wybuchłam płaczem,szybko zakryłam swoja twarz dłońmi.
-Jak to nic ? Widzę po tobie,oni coś ci zrobili ?
-Megan...ja tak nie umiem,nie potrafię...-spojrzałam przed siebie i ujrzałam Justina i Harry'ego wchodzących do pokoju.
Podeszli bliżej. Zacisnęłam mocniej powieki,powodując że kolejna łza spadła na podłogę.Poczułam jak ktoś chwyta mnie za ramiona,prosząc żebym wstała.Nie patrzyłam się kto to,przez cały czas miałam zamknięte oczy.Kogoś ręka zjechała wzdłuż mojego ramienia,dojechała do dłoni i lekko ścisnęła,powodując wymuszany uśmiech na mojej twarzy.Za chwilę stojąca przede mną osoba przybliżyła się do mnie . Nagle poczułam czyjeś usta na swoich.Były takie ciepłe.Nie trwało to długo,przez chwilę.Postanowiłam że otworzę oczy i zobaczyłam przed sobą Justina.Uśmiechnęłam się lekko.Spojrzałam w oczy Justina, można było w nich zobaczyć że jest trochę speszony.Chciałam coś powiedzieć,ale..
-Vicki...ja...przepraszam-spuścił głowę na dół.
-Ale za co ?-zapytałam zmieszana.
-To nie powinno się zdarzyć,ale...
Przyłożyłam palec wskazujący do jego ust i szepnęłam:"Shhhh..".Po czym oddałam pocałunek,ale szybko się odsunęłam.Potrzebowałam otuchy,czułam się rozdarta.Spojrzałam jeszcze raz na Justina,uśmiechał się,więc ja też to zrobiłam.Wzięłam głęboki oddech i usiadłam na łóżku obok Megan i Harry'ego którzy patrzyli się na to wszystko.Zaraz dołączył do nas Justin.
-I co zamierzasz zrobić ?-zapytał mnie Harry.
-Ale co się stało?-spojrzała na mnie Megan.
-Chyba...Meg...wracam do gangu...nie wiem...sorry...-spojrzałam na podłogę.
wtorek, 25 lutego 2014
Rozdział 20.
Usłyszałam stłumiony krzyk Victorii... Od razu wbiegłam przez drzwi popychając Justina i gościa który w nich stał.Spojrzałam w prawo, była tam sofa na której leżała Vickie, nad nią leżał jakiś gościu,a obok stał jeszcze jeden facet i... Miley ?! Co ona tu robi ? Co robi to Victoria ?! Ona ich zna ? Nic z tego nie rozumiem...Czemu ona mi nic o tych gościach nie powiedziała ? Mam milion pytań w głowie na które nie mogę odpowiedzieć...Stałam i nie wiedziałem co mam zrobić,gdy nagle poczułam czyiś oddech na szyi. Gwałtownie zrobiłam krok do przodu i się odwróciłam.Chłopak który przed chwilą chciał mnie pocałować w szyję chwycił mnie za nadgarstki i przysunął się.
-To ty jesteś pewnie przyjaciółką tej...cipy ?-zaśmiał się i spojrzał na Victorię.
Nagle zobaczyłam Harry'ego który uderzył nieznajomego mi chłopaka prosto w szczękę.Spojrzał szybko na mnie.
-Idź do domu, już!-warknął.
-Harry,ja...
-Zabierzemy ją,idź już!-krzyknął po czym znowu dobrał się do chłopaka.
Nie wiedziałam co zrobić jak zobaczyłam że Miley zbliża się w moim kierunku,spanikowałam i uciekłam do domu. Styles powiedział że ją wezmą z stamtąd...Gdy byłam już w domu pobiegłam do mojego pokoju, opadłam bezwładnie na łóżko i czułam jak po policzku spływa mi jedna łza...
*Oczami Justina*
Stałem w drzwiach gdy nagle poczułem Megan która wbiega do mieszkania.Bez wahania pchnąłem Josh'a na bok.Spojrzałem w bok i zobaczyłem tego gnoja-Tom'a który wsiał na Victorią... Zabiję go jak ją dotknął. Jak położył jego ohydną rękę na niej,obiecuję-osobiście mu ją utnę tępym nożem,a on będzie prosił i krzyczał żebym przestał,lecz to nic nie da.Zaśmiałem się ze względu na moje plany. Podbiegłem do kanapy,chwyciłem go za ramię i szarpnąłem do góry, w wyniku czego spadł na podłogę.Spojrzałem w jej oczy... Można było w nich wyczytać że była wystraszona. Podniosłem ją i wtuliłem się w nią...
-Ooo... przyszedł twój wybawca-zaśmiał się gardłowo Greg.
-Spierdalaj!-wymruczałem.
-Więc po co tu przyszedłeś ? Nie stary, nie damy Ci, ty nie poruchasz.-zacisnąłem swoje pięści.
Chciałem się na niego rzucić,ale wziąłem głęboki oddech i spojrzałem do tyłu.Za mną stał zdenerwowany Harry.Obok była Victoria.Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Będzie dobrze...- wyszeptałem jej do ucha,a ona wymusiła uśmiech.
-Ojej... jakie ta słodkie, ok kiedy Bieber się kimś przejmuje ?-zapytała Miley,sięgając po coś do kieszeni.
-Odwal się od niego.-Zaczął mnie bronić Harry.
Nie spuszczałem wzroku z dłoni Miley,która zaraz z kieszeni jej kurtki wyjęła pistolet.Aha, dla siebie ma a jak idziemy na akcję to już nam nie pożyczy...suka.Spojrzałem na nią pytająco.Co chciała zrobić? Ona jest nie przewidywalna,nie sorry ona jest chora psychicznie.Wycelowała pistoletem na Victorię...zamarłem.Spojrzałem na nią.Zaczęła płakać.
*Oczami Victorii*
Jak Miley nacelowała pistoletem we mnie, czułam że to jest koniec...Ta umowa, wszystko przez nią.Jestem ich własnością więc mogą że mną robić co chcą...Ale lepiej żeby mnie zabiła niż żeby te gnoje mnie dotykały.. dobra nie myślę o tym bo chyba zwymiotuję. Spojrzałam prosto Justinowi i w oczy,a potem spojrzałam na Harry'ego wzrokiem : powiedz-Meg-że-ją-kochałam. Odwróciłam się popatrzyłam na wszystkich którzy stali przede mną, a na końcu na Miley.Stała tam bez uczuć i celowała we mnie.
-No kurwa zrób co masz robić!-krzyknęłam,nie mogłam już wytrzymać napięcia.
-Mam dla ciebie propozycję,albo ją przyjmiesz...albo będziesz nasza...-uśmiechnęła ,wiedziała że ma nade mną kontrolę.
-Jaką ?-spojrzałam na nią z niecierpliwością czekając na odpowiedź.
-Wracasz do gangu ?
Zamarłam.Otworzyłam usta i zrobiłam wielkie oczy.Czy ona mówi powierzanie ? Nie chcę to tego wracać...urwałam się z tego i byłam z tego dumna,a teraz ? To ma wrócić ? Znowu mam mieć czyjaś krew na rękach ? A co z Megan ? Nie będzie się za mną przyjaźnić,albo mnie znienawidzi,albo będzie dobrze,lecz zerwę z nią kontakty...nie chcę ja narażać.Ale,szczerze to wolę już chyba wolę umrzeć...
-Czas masz do jutra... wiemy gdzie mieszkasz...nie uciekaj suko,bo i tak cię znajdziemy...-zaśmiała się.-A teraz wychodzić już!
-To ty jesteś pewnie przyjaciółką tej...cipy ?-zaśmiał się i spojrzał na Victorię.
Nagle zobaczyłam Harry'ego który uderzył nieznajomego mi chłopaka prosto w szczękę.Spojrzał szybko na mnie.
-Idź do domu, już!-warknął.
-Harry,ja...
-Zabierzemy ją,idź już!-krzyknął po czym znowu dobrał się do chłopaka.
Nie wiedziałam co zrobić jak zobaczyłam że Miley zbliża się w moim kierunku,spanikowałam i uciekłam do domu. Styles powiedział że ją wezmą z stamtąd...Gdy byłam już w domu pobiegłam do mojego pokoju, opadłam bezwładnie na łóżko i czułam jak po policzku spływa mi jedna łza...
*Oczami Justina*
Stałem w drzwiach gdy nagle poczułem Megan która wbiega do mieszkania.Bez wahania pchnąłem Josh'a na bok.Spojrzałem w bok i zobaczyłem tego gnoja-Tom'a który wsiał na Victorią... Zabiję go jak ją dotknął. Jak położył jego ohydną rękę na niej,obiecuję-osobiście mu ją utnę tępym nożem,a on będzie prosił i krzyczał żebym przestał,lecz to nic nie da.Zaśmiałem się ze względu na moje plany. Podbiegłem do kanapy,chwyciłem go za ramię i szarpnąłem do góry, w wyniku czego spadł na podłogę.Spojrzałem w jej oczy... Można było w nich wyczytać że była wystraszona. Podniosłem ją i wtuliłem się w nią...
-Ooo... przyszedł twój wybawca-zaśmiał się gardłowo Greg.
-Spierdalaj!-wymruczałem.
-Więc po co tu przyszedłeś ? Nie stary, nie damy Ci, ty nie poruchasz.-zacisnąłem swoje pięści.
Chciałem się na niego rzucić,ale wziąłem głęboki oddech i spojrzałem do tyłu.Za mną stał zdenerwowany Harry.Obok była Victoria.Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Będzie dobrze...- wyszeptałem jej do ucha,a ona wymusiła uśmiech.
-Ojej... jakie ta słodkie, ok kiedy Bieber się kimś przejmuje ?-zapytała Miley,sięgając po coś do kieszeni.
-Odwal się od niego.-Zaczął mnie bronić Harry.
Nie spuszczałem wzroku z dłoni Miley,która zaraz z kieszeni jej kurtki wyjęła pistolet.Aha, dla siebie ma a jak idziemy na akcję to już nam nie pożyczy...suka.Spojrzałem na nią pytająco.Co chciała zrobić? Ona jest nie przewidywalna,nie sorry ona jest chora psychicznie.Wycelowała pistoletem na Victorię...zamarłem.Spojrzałem na nią.Zaczęła płakać.
*Oczami Victorii*
Jak Miley nacelowała pistoletem we mnie, czułam że to jest koniec...Ta umowa, wszystko przez nią.Jestem ich własnością więc mogą że mną robić co chcą...Ale lepiej żeby mnie zabiła niż żeby te gnoje mnie dotykały.. dobra nie myślę o tym bo chyba zwymiotuję. Spojrzałam prosto Justinowi i w oczy,a potem spojrzałam na Harry'ego wzrokiem : powiedz-Meg-że-ją-kochałam. Odwróciłam się popatrzyłam na wszystkich którzy stali przede mną, a na końcu na Miley.Stała tam bez uczuć i celowała we mnie.
-No kurwa zrób co masz robić!-krzyknęłam,nie mogłam już wytrzymać napięcia.
-Mam dla ciebie propozycję,albo ją przyjmiesz...albo będziesz nasza...-uśmiechnęła ,wiedziała że ma nade mną kontrolę.
-Jaką ?-spojrzałam na nią z niecierpliwością czekając na odpowiedź.
-Wracasz do gangu ?
Zamarłam.Otworzyłam usta i zrobiłam wielkie oczy.Czy ona mówi powierzanie ? Nie chcę to tego wracać...urwałam się z tego i byłam z tego dumna,a teraz ? To ma wrócić ? Znowu mam mieć czyjaś krew na rękach ? A co z Megan ? Nie będzie się za mną przyjaźnić,albo mnie znienawidzi,albo będzie dobrze,lecz zerwę z nią kontakty...nie chcę ja narażać.Ale,szczerze to wolę już chyba wolę umrzeć...
-Czas masz do jutra... wiemy gdzie mieszkasz...nie uciekaj suko,bo i tak cię znajdziemy...-zaśmiała się.-A teraz wychodzić już!
poniedziałek, 24 lutego 2014
Rozdział 19.
Siedziałam na sofie i nie mogłam się doczekać kiedy mi wytłumaczą po co mi wysyłają te filmiki.Josh i Tom stali przede mną i patrzyli się na mnie ze złością wymalowaną na twarzy.Co ja zrobiłam ? Przewróciłam oczami i się cicho zaśmiałam.
-Nie przewracaj na nas oczami mała suko...-wysyczał Tom.
-Weź nie dramatyzuj-ponownie wywróciłam oczami,ale zaraz tego pożałowałam.
Simson (Tom) szarpnął mnie za rękę, chwycił za ramię i popchnął na ścianę.Kur... co w nich wstąpiło?! Parę lat temu tacy nie byli...Podszedł do mnie Josh i chwycił swoją wielką dłonią moje gardło.Czułam jak jego palce mi się w nie wbijają. Jęk łam z bólu.Poluzował uścisk,ale nie puścił.Przejechał swoim policzkiem po moim,w wyniku czego zacisnęłam oczy.Następnie szepnął mi do ucha:
-Będziesz pokutować za to co zrobiłaś...-poczułam dreszcze.-Trzeba było nie zostawiać nam policji na głowie...-Zacisnął znowu swoja dłoń na moim gardle,ale teraz mocniej niż przedtem.Czułam że powoli brakuje mi tlenu,moje nogi zaczęły się robić jak z waty.Próbowałam złapać oddech,ale nie dałam rady.Mogłam tu nie przychodzić,czyżby Justin miał rację ? Po co przyszłam tu sama ?
-Puść ją, przecież ją udusisz !- usłyszałam Tom'a który podszedł do chłopaka i pociągnął go na bok.
Gdy tylko poczułam że nic nie dociska się do mojej krtani,opadłam na podłogę.Zaczęłam łapać powietrze, moja klatka piersiowa poruszała się szybko i nierówno.Leżałam na ziemi dopóki mój oddech się nie uspokoił.Odwróciłam głowę, spojrzałam do góry i ujrzałam dwie postacie stojące nade mną.Wstałam jak to najszybciej możliwe i robiłam krok do tyłu.Czułam że jak bym się jeszcze trochę cofnęła spadłabym na sofę.
-Powiecie mi w końcu o co chodzi !?-spojrzałam na nich wzrokiem : mówcie-albo-wam-dojebię.
-Pamiętasz dzień w którym miałaś zdjąć gościa co kupił najwięcej i nie zapłacił, to było najważniejsze zlecenie,ale nie bo ty dwa dni wcześniej dałaś się złapać i my mieliśmy to zrobić,ale się nie udało...Koleś żyje do teraz, a nas ścigała policja...Musieliśmy się długo ukrywać,aż w końcu odpuściła...-powiedział Josh zaciskając pięści.
-A pamiętasz jak podpisałaś ten pierdolony świstek że jak zdradzisz gang lub go opuścisz bez zgody nas wszystkich...-podszedł do mnie-jesteś naszą własnością.
Przeklęłam cicho...Pamiętam, pamiętam ten dzień , to zlecenie i ten zasrany papier... Mogłam się w to nie pakować,mogłam tego nie podpisywać.Ale co oni teraz chcą ze mną zrobić,co ? Może będą mnie bzykać po kolei ? Hahahah... po moim trupie,albo...oni mnie zabiją.Przekłam ślinę.Nagle poczułam rękę Tom'a na moim ramieniu jadącą w dół...
*Oczami Megan*
Siedziałam z Harrym na tej samej ławce co na początku,rozmawialiśmy o wszystkim...Zastawiam się co robi teraz Vickie i Justin... Czy sobie wybaczyli,czy dowiedziała się czegoś nowego ? Nagle poczułam jak mój telefon zawirował i usłyszałam piosenkę Little Mix. Wyciągnęłam szybko telefon z torebki i spojrzałam na wyświetlacz.Justin? Czyżby się pokłócił z Victorią?
-Hallo.
-Megan!-krzyknął mi do słuchawki.-Megan... Victoria poszła...-dyszał.-ona poszła do Josh'a i Tom'a.
-Do kogo ?-o kim on mi mówi...
-Nie ważne, powiedz Harry'emu że do nich poszła,spotkamy się pod ich domem...
-Ale...Justin...
-Nie ma czasu!-przerwał mi.
Powiedziałam to co miałam powiedzieć.Na co Harry chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.Szliśmy dość szybko.Nie wiedziałam gdzie idziemy i kim są ci ludzie... Victoria,w co ty się wpakowałaś? Gdy doszliśmy już do jakiegoś domu, zobaczyliśmy Justina który chodził w kółko.
-Wchodzimy.-powiedział zdenerwowany .
-Justin,stary,musimy to obmyślić.-stwierdził szybko Harry.
-Co ty chcesz przemyśleć ? Ona tam jest,albo idziesz ze mną,albo idę sam...
-Czy ktoś mi powie o co chodzi ?- zapytałam przenosząc swój ciężar ciała na jedną nogę w tym samym czasie krzyżując ręce.
-...-Harry wziął głęboki oddech.-Zaraz Meg...
Spojrzałam na drzwi,Justin już przed nimi stał i zadzwonił dzwonkiem.Zaraz pojawiła się tam dość wysoka postać,pierwszy raz widzę tego gościa na oczy...
-Nie przewracaj na nas oczami mała suko...-wysyczał Tom.
-Weź nie dramatyzuj-ponownie wywróciłam oczami,ale zaraz tego pożałowałam.
Simson (Tom) szarpnął mnie za rękę, chwycił za ramię i popchnął na ścianę.Kur... co w nich wstąpiło?! Parę lat temu tacy nie byli...Podszedł do mnie Josh i chwycił swoją wielką dłonią moje gardło.Czułam jak jego palce mi się w nie wbijają. Jęk łam z bólu.Poluzował uścisk,ale nie puścił.Przejechał swoim policzkiem po moim,w wyniku czego zacisnęłam oczy.Następnie szepnął mi do ucha:
-Będziesz pokutować za to co zrobiłaś...-poczułam dreszcze.-Trzeba było nie zostawiać nam policji na głowie...-Zacisnął znowu swoja dłoń na moim gardle,ale teraz mocniej niż przedtem.Czułam że powoli brakuje mi tlenu,moje nogi zaczęły się robić jak z waty.Próbowałam złapać oddech,ale nie dałam rady.Mogłam tu nie przychodzić,czyżby Justin miał rację ? Po co przyszłam tu sama ?
-Puść ją, przecież ją udusisz !- usłyszałam Tom'a który podszedł do chłopaka i pociągnął go na bok.
Gdy tylko poczułam że nic nie dociska się do mojej krtani,opadłam na podłogę.Zaczęłam łapać powietrze, moja klatka piersiowa poruszała się szybko i nierówno.Leżałam na ziemi dopóki mój oddech się nie uspokoił.Odwróciłam głowę, spojrzałam do góry i ujrzałam dwie postacie stojące nade mną.Wstałam jak to najszybciej możliwe i robiłam krok do tyłu.Czułam że jak bym się jeszcze trochę cofnęła spadłabym na sofę.
-Powiecie mi w końcu o co chodzi !?-spojrzałam na nich wzrokiem : mówcie-albo-wam-dojebię.
-Pamiętasz dzień w którym miałaś zdjąć gościa co kupił najwięcej i nie zapłacił, to było najważniejsze zlecenie,ale nie bo ty dwa dni wcześniej dałaś się złapać i my mieliśmy to zrobić,ale się nie udało...Koleś żyje do teraz, a nas ścigała policja...Musieliśmy się długo ukrywać,aż w końcu odpuściła...-powiedział Josh zaciskając pięści.
-A pamiętasz jak podpisałaś ten pierdolony świstek że jak zdradzisz gang lub go opuścisz bez zgody nas wszystkich...-podszedł do mnie-jesteś naszą własnością.
Przeklęłam cicho...Pamiętam, pamiętam ten dzień , to zlecenie i ten zasrany papier... Mogłam się w to nie pakować,mogłam tego nie podpisywać.Ale co oni teraz chcą ze mną zrobić,co ? Może będą mnie bzykać po kolei ? Hahahah... po moim trupie,albo...oni mnie zabiją.Przekłam ślinę.Nagle poczułam rękę Tom'a na moim ramieniu jadącą w dół...
*Oczami Megan*
Siedziałam z Harrym na tej samej ławce co na początku,rozmawialiśmy o wszystkim...Zastawiam się co robi teraz Vickie i Justin... Czy sobie wybaczyli,czy dowiedziała się czegoś nowego ? Nagle poczułam jak mój telefon zawirował i usłyszałam piosenkę Little Mix. Wyciągnęłam szybko telefon z torebki i spojrzałam na wyświetlacz.Justin? Czyżby się pokłócił z Victorią?
-Hallo.
-Megan!-krzyknął mi do słuchawki.-Megan... Victoria poszła...-dyszał.-ona poszła do Josh'a i Tom'a.
-Do kogo ?-o kim on mi mówi...
-Nie ważne, powiedz Harry'emu że do nich poszła,spotkamy się pod ich domem...
-Ale...Justin...
-Nie ma czasu!-przerwał mi.
Powiedziałam to co miałam powiedzieć.Na co Harry chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.Szliśmy dość szybko.Nie wiedziałam gdzie idziemy i kim są ci ludzie... Victoria,w co ty się wpakowałaś? Gdy doszliśmy już do jakiegoś domu, zobaczyliśmy Justina który chodził w kółko.
-Wchodzimy.-powiedział zdenerwowany .
-Justin,stary,musimy to obmyślić.-stwierdził szybko Harry.
-Co ty chcesz przemyśleć ? Ona tam jest,albo idziesz ze mną,albo idę sam...
-Czy ktoś mi powie o co chodzi ?- zapytałam przenosząc swój ciężar ciała na jedną nogę w tym samym czasie krzyżując ręce.
-...-Harry wziął głęboki oddech.-Zaraz Meg...
Spojrzałam na drzwi,Justin już przed nimi stał i zadzwonił dzwonkiem.Zaraz pojawiła się tam dość wysoka postać,pierwszy raz widzę tego gościa na oczy...
sobota, 15 lutego 2014
Rozdział 18.
Przeczytajcie notkę pod rozdziałem...
*Oczami Megan*
Siedziałam w swoim pokoju słuchając muzyki i czekałam na chłopców.Po co mnie Vick z Harrym umawiała,zresztą sama jej mówiłam że tak na prawdę to nie jest do końca złe,bo robili to żeby zarobić i nie mieszkać na ulicy...Ciekawe gdzie oni mieszkają ?Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi.Zeszłam na dół i poszłam otworzyć.Ujrzałam Justina a za nim Harrego.Nie wiedząc co powiedzieć zaprosiłam ich do środka.Czuję się trochę nieswojo odkąd wiem czym się zajmują...
-Gdzie Victoria ?-zapytał lekko zdenerwowany Justin.
-U siebie...
Nie odpowiedział nic tylko poszedł do góry.Zostałam sama na dole z Harrym.Stałam przed nim i patrzyłam się w podłogę.Nagle poczułam jak podnosi mi głowę do góry.Patrzyłam w jego zielone oczy.Były piękne...
-Idziemy do parku ? Chciałbym pogadać.-uśmiechnął się niepewnie.
-Możemy.Poczekaj tu.-powiedziałam i pobiegłam na górę.
Wzięłam telefon który leżał mi na łóżku,bez niego się nie ruszę.Wrzuciłam do małej torebki i przełożyłam przez ramię.Wzięłam głęboki oddech schodząc po schodach.Harry nie ruszał się z miejsca, stał tam gdzie przedtem.
-Chodź.-powiedziałam szybko otwierając drzwi.
Przez resztę drogi do parku się nie odzywaliśmy.Było nie zręcznie.Usiedliśmy na najbliższej ławce.Widziałam biegające dzieci, bawiące się niedaleko na małym placu zabaw.Były takie słodkie.Kocham małe dzieci.
-Megan...ja wiem co możesz sobie teraz o mnie pomyśleć,ale zrozum że ja...-zatrzymał się.Patrzył w chodnik .
-Że co ty ?-zapytałam patrząc mu prosto w oczy.
-Ja tego nie chciałem,po prostu musiałem, musiałem razem z Justinem zarabiać, to było najlepsze wyjście...
-Harry czy ty siebie słyszysz ? Najlepsze wyjście to zabijanie kogoś dla pieniędzy ?
-Ale nie wiedzieliśmy że mamy to robić,na początku to miał być towar do handlowania,a potem...wiesz sama.-jego głos się załamał.
Nie wiedziałam co mam w tym momencie powiedzieć...Co mam zrobić, staram się go rozumieć,ale nie do końca mi to wychodzi...
*Oczami Victorii*
-Justin... nie rozumiem po co oni mi to wysyłają.-powiedziałam i weszłam do Starbucks'a i usiadłam przy stoliku.
-Ja też nie wiem, ale wiem kto to jest...
-No mów.-nie mogłam się doczekać aż dowiem się kim jest "YFS".
-To Josh,Tom i Greg...
-Że co ?! -wstałam i zauważyłam że wszystkie osoby które siedziały przy stolikach patrzyli na mnie.Usiadłam.-Jesteś pewny ?
-Tak,oni przeważnie zanoszą to Miley.
-Głupia suka,głupie pedały...-moje ręce się trzęsły.
-Nie denerwuj się.Załatwimy to,pójdziesz ze mną i się dowiemy od nich po co Ci to robią.-próbował mnie uspokoić.
-Justin oni nam nie powiedzą.
-Czemu?Przecież ich nie znasz, dociśnie się ich i już.-zaśmiał się.
-Znam ich.-powiedziałam szybko.
Justin oblizał usta i spojrzał na mnie wzrokiem : Jak to ich znasz?.Nie wiedziałam co mam robić więc wstałam i chciałam wyjść,ale ktoś chwycił mnie za nadgarstek.Obróciłam się.
-Stój...
-Justin,dziękuję że mi to powiedziałeś ,ale teraz mi odpowiedz na jeszcze jedno pytanie.
-Tak?
-Czy oni zmienili adres zamieszkania ?
-Vickie...chyba nie chcesz tam jechać?-popatrzył mi się w oczy,dalej trzymając za nadgarstek.
-Nie zrozumiesz.-powiedziałam krótko.Wyszłam z kawiarni..Pamiętałam adres tych dupków.Muszę tam iść.Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam Justina który biegł za mną i krzyczał że mam się zatrzymać, ale go nie posłuchałam.
* * * * *
Stałam pod drzwiami Josh'a.Zadzwoniłam dzwonkiem.Stał w drzwiach.Jednak nie zmienił adresu.Zaśmiał się cicho jak mnie zobaczył.Spojrzał na mnie od góry do dołu.
-Nic się nie zmieniłaś Black.-zaśmiał się po raz kolejny.
-Ty też nie,jesteś dalej takim samym skurwysynem-posłałam mu sztuczny uśmiech.
-Patrzcie kto się zjawił.-powiedział Tom,który stanął tuż za Josh'em.
Jeden z tych debilów pociągnął mnie do środka i zamknął drzwi.Po co tu przyszłam !? Jaka jestem głupia mogłam posłuchać się Justina...Pchnął mnie na kanapę.Zaczęłam się szarpać.
-Będziesz grzeczna czy mam cię związać ?-puścił mi oczko,a ja wywróciłam oczami.-Po co przyszłaś ?
-Po chuja mi wysyłacie te filmiki ?!
-No bo wiesz...-powiedział i zaczął się śmiać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kochani ;D Chciałbym się dowiedzieć ile osób czyta tego bloga i czy jest sens go pisać.Wydaje mi się że niektórzy nie czytają już tego bloga,ponieważ spadły wyświetlenia oraz jest brak komentarzy które mnie bardzo motywują.Dlatego proszę was aby każdy kto czyta skomentował tego posta.Wystarczy mi " <3 ".Komentarze można dodawać anonimowo<czyli mogą komentować to osoby nie posiadające konta> Dziękuję ;]
*Oczami Megan*
Siedziałam w swoim pokoju słuchając muzyki i czekałam na chłopców.Po co mnie Vick z Harrym umawiała,zresztą sama jej mówiłam że tak na prawdę to nie jest do końca złe,bo robili to żeby zarobić i nie mieszkać na ulicy...Ciekawe gdzie oni mieszkają ?Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi.Zeszłam na dół i poszłam otworzyć.Ujrzałam Justina a za nim Harrego.Nie wiedząc co powiedzieć zaprosiłam ich do środka.Czuję się trochę nieswojo odkąd wiem czym się zajmują...
-Gdzie Victoria ?-zapytał lekko zdenerwowany Justin.
-U siebie...
Nie odpowiedział nic tylko poszedł do góry.Zostałam sama na dole z Harrym.Stałam przed nim i patrzyłam się w podłogę.Nagle poczułam jak podnosi mi głowę do góry.Patrzyłam w jego zielone oczy.Były piękne...
-Idziemy do parku ? Chciałbym pogadać.-uśmiechnął się niepewnie.
-Możemy.Poczekaj tu.-powiedziałam i pobiegłam na górę.
Wzięłam telefon który leżał mi na łóżku,bez niego się nie ruszę.Wrzuciłam do małej torebki i przełożyłam przez ramię.Wzięłam głęboki oddech schodząc po schodach.Harry nie ruszał się z miejsca, stał tam gdzie przedtem.
-Chodź.-powiedziałam szybko otwierając drzwi.
Przez resztę drogi do parku się nie odzywaliśmy.Było nie zręcznie.Usiedliśmy na najbliższej ławce.Widziałam biegające dzieci, bawiące się niedaleko na małym placu zabaw.Były takie słodkie.Kocham małe dzieci.
-Megan...ja wiem co możesz sobie teraz o mnie pomyśleć,ale zrozum że ja...-zatrzymał się.Patrzył w chodnik .
-Że co ty ?-zapytałam patrząc mu prosto w oczy.
-Ja tego nie chciałem,po prostu musiałem, musiałem razem z Justinem zarabiać, to było najlepsze wyjście...
-Harry czy ty siebie słyszysz ? Najlepsze wyjście to zabijanie kogoś dla pieniędzy ?
-Ale nie wiedzieliśmy że mamy to robić,na początku to miał być towar do handlowania,a potem...wiesz sama.-jego głos się załamał.
Nie wiedziałam co mam w tym momencie powiedzieć...Co mam zrobić, staram się go rozumieć,ale nie do końca mi to wychodzi...
*Oczami Victorii*
-Justin... nie rozumiem po co oni mi to wysyłają.-powiedziałam i weszłam do Starbucks'a i usiadłam przy stoliku.
-Ja też nie wiem, ale wiem kto to jest...
-No mów.-nie mogłam się doczekać aż dowiem się kim jest "YFS".
-To Josh,Tom i Greg...
-Że co ?! -wstałam i zauważyłam że wszystkie osoby które siedziały przy stolikach patrzyli na mnie.Usiadłam.-Jesteś pewny ?
-Tak,oni przeważnie zanoszą to Miley.
-Głupia suka,głupie pedały...-moje ręce się trzęsły.
-Nie denerwuj się.Załatwimy to,pójdziesz ze mną i się dowiemy od nich po co Ci to robią.-próbował mnie uspokoić.
-Justin oni nam nie powiedzą.
-Czemu?Przecież ich nie znasz, dociśnie się ich i już.-zaśmiał się.
-Znam ich.-powiedziałam szybko.
Justin oblizał usta i spojrzał na mnie wzrokiem : Jak to ich znasz?.Nie wiedziałam co mam robić więc wstałam i chciałam wyjść,ale ktoś chwycił mnie za nadgarstek.Obróciłam się.
-Stój...
-Justin,dziękuję że mi to powiedziałeś ,ale teraz mi odpowiedz na jeszcze jedno pytanie.
-Tak?
-Czy oni zmienili adres zamieszkania ?
-Vickie...chyba nie chcesz tam jechać?-popatrzył mi się w oczy,dalej trzymając za nadgarstek.
-Nie zrozumiesz.-powiedziałam krótko.Wyszłam z kawiarni..Pamiętałam adres tych dupków.Muszę tam iść.Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam Justina który biegł za mną i krzyczał że mam się zatrzymać, ale go nie posłuchałam.
* * * * *
Stałam pod drzwiami Josh'a.Zadzwoniłam dzwonkiem.Stał w drzwiach.Jednak nie zmienił adresu.Zaśmiał się cicho jak mnie zobaczył.Spojrzał na mnie od góry do dołu.
-Nic się nie zmieniłaś Black.-zaśmiał się po raz kolejny.
-Ty też nie,jesteś dalej takim samym skurwysynem-posłałam mu sztuczny uśmiech.
-Patrzcie kto się zjawił.-powiedział Tom,który stanął tuż za Josh'em.
Jeden z tych debilów pociągnął mnie do środka i zamknął drzwi.Po co tu przyszłam !? Jaka jestem głupia mogłam posłuchać się Justina...Pchnął mnie na kanapę.Zaczęłam się szarpać.
-Będziesz grzeczna czy mam cię związać ?-puścił mi oczko,a ja wywróciłam oczami.-Po co przyszłaś ?
-Po chuja mi wysyłacie te filmiki ?!
-No bo wiesz...-powiedział i zaczął się śmiać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kochani ;D Chciałbym się dowiedzieć ile osób czyta tego bloga i czy jest sens go pisać.Wydaje mi się że niektórzy nie czytają już tego bloga,ponieważ spadły wyświetlenia oraz jest brak komentarzy które mnie bardzo motywują.Dlatego proszę was aby każdy kto czyta skomentował tego posta.Wystarczy mi " <3 ".Komentarze można dodawać anonimowo<czyli mogą komentować to osoby nie posiadające konta> Dziękuję ;]
sobota, 8 lutego 2014
Rozdział 17.
Po obejrzeniu tego durnego filmu,który zapowiadał się fajnie poszłam sprawdzić pocztę.Zastanawiałam się czy tajemniczy nieznajomy - YFS dał mi spokój.Może wysłał mi filmik jak Justin zabija kolejnego człowieka,i może na tym filmiku jest jeszcze moment w którym do niego dzwonię...Ale z drugiej strony może Megan ma rację,ja też bym szukała szybkiej pracy.Ale,nie!To nie wyjaśnia tego że on odbiera komuś życie,nie sorry,on mnie jest sam jest jeszcze Harry.Wzięłam laptopa na kolana i weszłam do łóżka.O,są dwie wiadomości...Jedna od...nie ważne, mało mnie teraz interesuję że są wyprzedaże w moim ulubionym sklepie,ale w sumie,to można by się było jutro przejść. Otwarłam drugą .
"Cześć skarbie...Widziałaś się ostatnio z Justinem ? No chyba raczej nie, ponieważ miał zadanie do wykonania .Opowiedział Ci już historię swojego życia?
~YFS"
Jakie zadnie ?! Co mnie to interesuje..Wiadomość została wysłana nie dawno ,więc może jest szansa żebym dostała jeszcze dziś odpowiedź...
"Weź się odwal,okej ? Nie wiem po co do mnie piszesz,nie interesuje mnie co Bieber robi! Nie pisz więcej do mnie bo i tak nie będę odpisywać!"
Czekałam aż odpiszę,ale zaraz mój telefon zawirował i usłyszałam piosenkę Rihanny.Spojrzałam na wyświetlacz-Justin.Szybki jest,miał zaraz oddzwonić,a minęły już ponad trzy godziny...
-Cześć-powiedziałam szybko,odkładając laptopa na bok.
-Cześć Vick,jak się czujesz ?
-Dobrze...co chciałeś,jak dzwoniłeś pierwszy raz co nie odebrałam.
-Chciałem prze...
-Nie Justin,jak masz przepraszać,nie chcę tego słuchać, ponieważ nic nie mam z twojego "przepraszam"..-przerwałam mu.
-Możemy się jutro spotkać?Nie powiedziałem Ci wszystkiego.
-...-wzięłam głęboki oddech-Dobrze,ale nie myśl że wszystko jest okej.
-Cieszę się,o 15;00 przyjdę po ciebie.-odetchnął z ulgą.
-Weź Harrego, myślę że Megan i on też muszą sobie coś wytłumaczyć.
-Okej,myślałem że się nie zgodzisz.
-Ale pamiętaj do jest wyłącznie dlatego żebym mogła to wszystko sobie poukładać,bo mam dość tej burzy myśli w głowie.-powiedziałam i położyłam głowę na poduszkę .
-Dobrze,dobranoc,śpij dobrze.
-Pa.-rozłączyłam się.
Zgodziłam się i mam nadzieję że jak mi to wytłumaczy to da sobie spokój i razem r Harrym odczepią się od nas raz na zawsze-wierzę w to.Chwyciłam za laptopa żeby go przenieść,zobaczyłam wiadomość.Otwarłam.
"Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz.Koszmarnych snów maleńka...
~YFS"
Nie mam pojęcia kim jest,lub są ci ludzie, ale ich nie znoszę.Po co się do mnie dowalają !?Zamknęłam komputer i ułożyłam się wygodnie w łóżku.Siedziałam z Megan w parku na ławce.Spojrzałam w dal i zobaczyłam Harrego i Justina.
Chyba na kogoś czekali.Rozglądali się.Po chwili Harry chwycił jakiegoś faceta i trzymał aby on się nie mógł poruszyć, a jak się wiercił dostawał z pięści w brzuch lub w twarz.
-Patrz!-krzyknęła Meg,prosto mi do ucha.
Nie mogłam oderwać wzroku od Justina wbijającego w brzuch nóż nieznanemu kolesiowi.Chciałam się odwrócić ale nie dałam rady.Widziałam jak Harry opluwa leżącego na ziemi mężczyznę i odchodzą.Nagle poczułam że ktoś zakrywa mi oczy...
Szybko wstałam do po pozycji siedzącej,rozejrzałam się po pokoju,wszędzie było ciemno.Przetarłam twarz,i powtarzałam sobie w kółko:To tylko sen. Położyłam się.Gdy zamykałam oczy miałam cały czas obraz kiedy Justin zabija człowieka a Harry na niego pluje.Próbowałam zająć czymś innym moje myśli,ale nie dawałam rady.Po długo godzinnej męczarni z myślami zasnęłam.
* * * * *
-Victoria...wstawaj już południe.-obudził mnie głos Megan,siedzącej na moim łóżku.
-Wstaje,wstaję-przeciągnęłam się.
-Rozbiłam naleśniki-uśmiechnęła się szeroko.
-Ojej,dziękuję.
Zaszłam za nią na dół.Na stole leżało sześć naleśników z dżemem.Bosz...dziękuję że los mi zesłał nią,nie dość że mnie wspiera to robi takie pyszne naleśniki.Siadłam szybko przy stole,gryząc kawałek.
-Rozmawiałaś z kimś wczoraj ?-zapytała,sięgając do talerza.
-Tak..Pan Bieber dzwonił,i powiedział że chce pogadać i wszystko wyjaśnić.-powiedziałam przewracając oczami.
-Ahhhm...-wymruczała biorąc gryza naleśnika.
-A,spotykasz się z Harrym dziś o 15;00,przyjdzie to z Justinem,chce pogadać z tobą.
-Że co ?-prawie się nie udławiła.
-Meg, mówiłaś że oni musieli to robić żeby zarobić, więc co jesteś zaskoczona, to było pewne że Harry będzie chciał to Ci wytłumaczyć.
Nic nie odpowiedziała,wzięła głęboki oddech,i kontynuowała jedzenie...
"Cześć skarbie...Widziałaś się ostatnio z Justinem ? No chyba raczej nie, ponieważ miał zadanie do wykonania .Opowiedział Ci już historię swojego życia?
~YFS"
Jakie zadnie ?! Co mnie to interesuje..Wiadomość została wysłana nie dawno ,więc może jest szansa żebym dostała jeszcze dziś odpowiedź...
"Weź się odwal,okej ? Nie wiem po co do mnie piszesz,nie interesuje mnie co Bieber robi! Nie pisz więcej do mnie bo i tak nie będę odpisywać!"
Czekałam aż odpiszę,ale zaraz mój telefon zawirował i usłyszałam piosenkę Rihanny.Spojrzałam na wyświetlacz-Justin.Szybki jest,miał zaraz oddzwonić,a minęły już ponad trzy godziny...
-Cześć-powiedziałam szybko,odkładając laptopa na bok.
-Cześć Vick,jak się czujesz ?
-Dobrze...co chciałeś,jak dzwoniłeś pierwszy raz co nie odebrałam.
-Chciałem prze...
-Nie Justin,jak masz przepraszać,nie chcę tego słuchać, ponieważ nic nie mam z twojego "przepraszam"..-przerwałam mu.
-Możemy się jutro spotkać?Nie powiedziałem Ci wszystkiego.
-...-wzięłam głęboki oddech-Dobrze,ale nie myśl że wszystko jest okej.
-Cieszę się,o 15;00 przyjdę po ciebie.-odetchnął z ulgą.
-Weź Harrego, myślę że Megan i on też muszą sobie coś wytłumaczyć.
-Okej,myślałem że się nie zgodzisz.
-Ale pamiętaj do jest wyłącznie dlatego żebym mogła to wszystko sobie poukładać,bo mam dość tej burzy myśli w głowie.-powiedziałam i położyłam głowę na poduszkę .
-Dobrze,dobranoc,śpij dobrze.
-Pa.-rozłączyłam się.
Zgodziłam się i mam nadzieję że jak mi to wytłumaczy to da sobie spokój i razem r Harrym odczepią się od nas raz na zawsze-wierzę w to.Chwyciłam za laptopa żeby go przenieść,zobaczyłam wiadomość.Otwarłam.
"Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz.Koszmarnych snów maleńka...
~YFS"
Nie mam pojęcia kim jest,lub są ci ludzie, ale ich nie znoszę.Po co się do mnie dowalają !?Zamknęłam komputer i ułożyłam się wygodnie w łóżku.Siedziałam z Megan w parku na ławce.Spojrzałam w dal i zobaczyłam Harrego i Justina.
Chyba na kogoś czekali.Rozglądali się.Po chwili Harry chwycił jakiegoś faceta i trzymał aby on się nie mógł poruszyć, a jak się wiercił dostawał z pięści w brzuch lub w twarz.
-Patrz!-krzyknęła Meg,prosto mi do ucha.
Nie mogłam oderwać wzroku od Justina wbijającego w brzuch nóż nieznanemu kolesiowi.Chciałam się odwrócić ale nie dałam rady.Widziałam jak Harry opluwa leżącego na ziemi mężczyznę i odchodzą.Nagle poczułam że ktoś zakrywa mi oczy...
Szybko wstałam do po pozycji siedzącej,rozejrzałam się po pokoju,wszędzie było ciemno.Przetarłam twarz,i powtarzałam sobie w kółko:To tylko sen. Położyłam się.Gdy zamykałam oczy miałam cały czas obraz kiedy Justin zabija człowieka a Harry na niego pluje.Próbowałam zająć czymś innym moje myśli,ale nie dawałam rady.Po długo godzinnej męczarni z myślami zasnęłam.
* * * * *
-Victoria...wstawaj już południe.-obudził mnie głos Megan,siedzącej na moim łóżku.
-Wstaje,wstaję-przeciągnęłam się.
-Rozbiłam naleśniki-uśmiechnęła się szeroko.
-Ojej,dziękuję.
Zaszłam za nią na dół.Na stole leżało sześć naleśników z dżemem.Bosz...dziękuję że los mi zesłał nią,nie dość że mnie wspiera to robi takie pyszne naleśniki.Siadłam szybko przy stole,gryząc kawałek.
-Rozmawiałaś z kimś wczoraj ?-zapytała,sięgając do talerza.
-Tak..Pan Bieber dzwonił,i powiedział że chce pogadać i wszystko wyjaśnić.-powiedziałam przewracając oczami.
-Ahhhm...-wymruczała biorąc gryza naleśnika.
-A,spotykasz się z Harrym dziś o 15;00,przyjdzie to z Justinem,chce pogadać z tobą.
-Że co ?-prawie się nie udławiła.
-Meg, mówiłaś że oni musieli to robić żeby zarobić, więc co jesteś zaskoczona, to było pewne że Harry będzie chciał to Ci wytłumaczyć.
Nic nie odpowiedziała,wzięła głęboki oddech,i kontynuowała jedzenie...
środa, 5 lutego 2014
Rozdział 16.
Wzięliśmy to co nam dała.Spojrzałem na kartkę gdzie mieliśmy dostarczyć towar.Myślałem czy teraz możemy się wycofać, ale to był głupi pomysł, ponieważ to by było pewne że Miley i reszta z "gangu" by nas dorwali i mielibyśmy wtedy nieźle przejebanie... Wziąłem głęboki oddech. Tak cholernie nie chce tego robić, nie wiadomo jaki ten koleś może być.Nie raz nam się trafiają ludzie,którzy tuż po daniu towaru dają nam w mordę i grożą pistoletem, a my nie mamy nic oprócz własnych pięści .Miley nie załatwiła nam jeszcze broni czy czegoś innego, bo "ją nie stać".Wsiedliśmy do "naszego" auta, nie było do końca nasze, bo było skradzione.Wiadomo że żadnego z nas nie stać było na taką furę. Wcisnąłem pedał gazu i ruszyliśmy pod wyznaczone miejsce.
* * * * *
-Justin, stary nad czym myślisz ? -zapytałem,gdy zobaczyłem rozkojarzonego Bieber'a.
-Chyba zadzwonię do Vickie...-powiedział patrząc dalej w telefon.
-Nie wiem rób co chcesz.-powiedziałem szybko.
Mamy jechać poza miasto,kojarzę tą dzielnic gdzie mamy jechać.Justin wybrał numer i zaczął dzwonić...Nie odebrała.Skąd ja to wiedziałem... Gdybym chciał zadzwonić do Megan, pewnie zrobiła by to samo.One nam nie wybaczą, tak czuję.Dotarliśmy do normalnego, prostego domu z beżową elewacją. Stanęliśmy pod brązowymi drzwiami i zadzwoniliśmy, po chwili mogliśmy ujrzeć łysego mężczyznę,był dość...wielki.Szczerze trochę się przestraszyłem gdy za nim pojawiło się dwóch podobnych mężczyzn-też łysych.
-Czego ?!-warknął.
-Przywieźliśmy towar.-powiedział Justin i w tym czasie usłyszeliśmy piosenkę Drake'a.-Kurwa,Vickie-przeklną patrząc na wyświetlacz.Odebrał i powiedział tylko: "Sorry... zaraz zadzwonię, nie mogę gadać."
-Dawać-rozkazał mężczyzna i podał nam pieniądze, a następnie zamknął drzwi przed nosem.
Nie mogłem w to uwierzyć , że jednak oddzwoniła...Chyba że chciała tylko powiedzieć że mamy się od nich odwalić... tak to jest bardzo prawdopodobne. Przeliczyliśmy kasę i pojechaliśmy do Miley...
* Oczami Victorii *
Siedziałam z Megan na kanapie w salonie, kiedy rozmawiałyśmy o tym po co się wpakowaliśmy w taką znajomość zadzwonił do mnie telefon, kiedy spojrzałam na wyświetlacz zrobiłam wielkie oczy. Jeśli Justin chce mnie przepraszać i tak dalej. to nie mam nastroju na takie pogawędki.
-Któż to ?-zapytała Meg,jakby nie wiedziała.
-A od kogo mogę nie odbierać ?
-Justin.-powiedziała szybko.-Ale... może on czegoś potrzebuje, może coś się stało ?
-Megan... co się miało mu stać, nie przesadzaj...
-Ale ja mówię poważnie, wiesz że Harry i Justin mają tendencje do pakowania się w kłopoty zawłaszcza że zajmują się tym.-stwierdziła, i wywarła nacisk na słowo "tym"
-Od kiedy ty jesteś taka...hm...wiesz zawsze się złościłaś jak ktoś zrobił coś złego, a w tym wypadku to jest naprawdę złe.Co się podziało z dawną Megan?
-Tak,tak... ale oni nie mieli pieniędzy, jak mieli zarabiać ? Ty byś pewnie też tak zrobiła.
No może ma rację,szukali najszybszej pracy,w której nie trzeba tych całych podań i czegoś tam jeszcze.Może powinnam zadzwonić do Justina i sprawdzić czy wszystko okej... Wykręciłam więc numer, nie musiałam długo czekać.
-Hal..
-Sorry... zaraz zadzwonię, nie mogę gadać.-przerwał mi i raz się rozłączył...
No i po co dzwoniłam żeby się rozczarować ? Rzuciłam telefonem na poduszkę. Możliwe że przeszkodziłam mu z zabójstwie jego ofiary...Jaka jestem głupia po co to robiłam, mogłam nie dzwonić,mogłam go mieć w dupie,a teraz ?Teraz znowu będę się zalewać myślami na temat tego co on robił ...
-Co jest mała ? Rozłączył się ?-zapytała nieniepokojona Megi.
-Powiedział że nie da rady gadać-przewróciłam oczami.
Megan wzięła głęboki oddech.A co jak znowu zadzwoni, mam odebrać ? Czy będziemy się tak bawić w kotka i myszkę.On zadzwoni-nie odbiorę, ja zadzwonię-rozłączy się i tak w kółko ? Spojrzałam na zegarek-20;00.Poszłam zrobić sobie herbatę, muszę się uspokoić.Weszłam do kuchni i zagotowałam wodę,przygotowując szklanki krzyknęłam:
-Meeeeg, chcesz herbatki ?
-Możesz zrobić.-odkrzyknęła.
Poszłam z kubkami i żeby oderwać się od myśli włączyłam z Megan jakąś komedię, nie wiem jaki tytuł,ale zapowiada się dobrze...
* * * * *
-Justin, stary nad czym myślisz ? -zapytałem,gdy zobaczyłem rozkojarzonego Bieber'a.
-Chyba zadzwonię do Vickie...-powiedział patrząc dalej w telefon.
-Nie wiem rób co chcesz.-powiedziałem szybko.
Mamy jechać poza miasto,kojarzę tą dzielnic gdzie mamy jechać.Justin wybrał numer i zaczął dzwonić...Nie odebrała.Skąd ja to wiedziałem... Gdybym chciał zadzwonić do Megan, pewnie zrobiła by to samo.One nam nie wybaczą, tak czuję.Dotarliśmy do normalnego, prostego domu z beżową elewacją. Stanęliśmy pod brązowymi drzwiami i zadzwoniliśmy, po chwili mogliśmy ujrzeć łysego mężczyznę,był dość...wielki.Szczerze trochę się przestraszyłem gdy za nim pojawiło się dwóch podobnych mężczyzn-też łysych.
-Czego ?!-warknął.
-Przywieźliśmy towar.-powiedział Justin i w tym czasie usłyszeliśmy piosenkę Drake'a.-Kurwa,Vickie-przeklną patrząc na wyświetlacz.Odebrał i powiedział tylko: "Sorry... zaraz zadzwonię, nie mogę gadać."
-Dawać-rozkazał mężczyzna i podał nam pieniądze, a następnie zamknął drzwi przed nosem.
Nie mogłem w to uwierzyć , że jednak oddzwoniła...Chyba że chciała tylko powiedzieć że mamy się od nich odwalić... tak to jest bardzo prawdopodobne. Przeliczyliśmy kasę i pojechaliśmy do Miley...
* Oczami Victorii *
Siedziałam z Megan na kanapie w salonie, kiedy rozmawiałyśmy o tym po co się wpakowaliśmy w taką znajomość zadzwonił do mnie telefon, kiedy spojrzałam na wyświetlacz zrobiłam wielkie oczy. Jeśli Justin chce mnie przepraszać i tak dalej. to nie mam nastroju na takie pogawędki.
-Któż to ?-zapytała Meg,jakby nie wiedziała.
-A od kogo mogę nie odbierać ?
-Justin.-powiedziała szybko.-Ale... może on czegoś potrzebuje, może coś się stało ?
-Megan... co się miało mu stać, nie przesadzaj...
-Ale ja mówię poważnie, wiesz że Harry i Justin mają tendencje do pakowania się w kłopoty zawłaszcza że zajmują się tym.-stwierdziła, i wywarła nacisk na słowo "tym"
-Od kiedy ty jesteś taka...hm...wiesz zawsze się złościłaś jak ktoś zrobił coś złego, a w tym wypadku to jest naprawdę złe.Co się podziało z dawną Megan?
-Tak,tak... ale oni nie mieli pieniędzy, jak mieli zarabiać ? Ty byś pewnie też tak zrobiła.
No może ma rację,szukali najszybszej pracy,w której nie trzeba tych całych podań i czegoś tam jeszcze.Może powinnam zadzwonić do Justina i sprawdzić czy wszystko okej... Wykręciłam więc numer, nie musiałam długo czekać.
-Hal..
-Sorry... zaraz zadzwonię, nie mogę gadać.-przerwał mi i raz się rozłączył...
No i po co dzwoniłam żeby się rozczarować ? Rzuciłam telefonem na poduszkę. Możliwe że przeszkodziłam mu z zabójstwie jego ofiary...Jaka jestem głupia po co to robiłam, mogłam nie dzwonić,mogłam go mieć w dupie,a teraz ?Teraz znowu będę się zalewać myślami na temat tego co on robił ...
-Co jest mała ? Rozłączył się ?-zapytała nieniepokojona Megi.
-Powiedział że nie da rady gadać-przewróciłam oczami.
Megan wzięła głęboki oddech.A co jak znowu zadzwoni, mam odebrać ? Czy będziemy się tak bawić w kotka i myszkę.On zadzwoni-nie odbiorę, ja zadzwonię-rozłączy się i tak w kółko ? Spojrzałam na zegarek-20;00.Poszłam zrobić sobie herbatę, muszę się uspokoić.Weszłam do kuchni i zagotowałam wodę,przygotowując szklanki krzyknęłam:
-Meeeeg, chcesz herbatki ?
-Możesz zrobić.-odkrzyknęła.
Poszłam z kubkami i żeby oderwać się od myśli włączyłam z Megan jakąś komedię, nie wiem jaki tytuł,ale zapowiada się dobrze...
poniedziałek, 3 lutego 2014
Rozdział 15.
Wiedziałem że Harry będzie na mnie zły, a jak wrócimy do "domu" to będzie mi rozbił wykład : dlaczego powiedziałem Megan o tej krwi na rękach...Myśląc o tym przewróciłem oczami . Hazza patrzył się na mnie jakby miał mnie właśnie zabić .Czy on myśli że mi też jest łatwo ? Kurwa, Victoria ma mnie za zabójcę.No może w pewnym sensie niem jestem, ale nienawidzę tego co robię.
*Oczami Harrego*
Doszliśmy do naszej przyczepy, nie było nam tu w dwóch za wygodnie, ale lepiej tak niż spać pod gołym niebem...Byłem wściekły na Justina.Po co powiedział o tym wszystkim Megan !? Spojrzałem na niego, widziałem że szuka czegoś pod łóżkiem.Co on tam trzyma ? Może gazetki z gołymi laskami ? Kuźwa, nie lubię tego w sobie że akurat w takich sytuacjach ja myślę o laskach.
-Justin, możesz mi powiedzieć czemu kazałeś mi wychodzić z domu dziewczyn, i dlaczego powiedziałeś o tym Megan ?-wreszcie zapytałem.
-Stary, Vickie się dowiedziała...-powiedział i wyciągnął pudełko które miał pod łóżkiem i wyjął z niego jointa,po czym go zapalił.
-Kurwa, możesz jaśniej ?!
-Nie wiem jakim cudem, ale dostała dwa filmiki, wiesz te co dajemy zawsze Miley po robocie...-urwał i zaciągnął się.
-Nie pal teraz, albo się podziel.- syknąłem .
-A gdzie masz swoje ?
-Nie mam, wypaliłem ostatnio...
-Masz,ale oddajesz jak będziesz miał.-powiedział i poddał mi ostatniego którego miał w pudełku.
-To co powiedziałeś Victorii ? -zapytałem z czystej ciekawości.
-A co miałem powiedzieć ? Powiedziałem jej prawdę...
-Justin, przyznałeś się ?!
-A co miałem kurwa zrobić jak widziała mój tatuaż , wiedziała że to ja.
Wziąłem głęboki oddech, po czym zaciągnąłem się dymem. Siedziałem tak z Justinem dłużą chwilę dopóki nie skończyliśmy jarać. To było jedną z dwóch rzeczy które nas uspokajało.Jeśli Megan dowie się o tym jak zarabiam pieniądze nie odezwie się do mnie, ale pewnie już wie, Vickie jej wszystko powiedziała.W dodatku ona jest osobą która potrafi się na ciebie totalnie obrazić o narkotyki a co dopiero zabójstwo...Przecież ona się do mnie nie odezwie.Jestem skończony.
-Stary, ja nie chce zakończyć tej znajomości...-powiedział Justin,chowając twarz w dłonie.
-Uwierz, ja też,ale my nie możemy nic z tym zrobić,to zależy od nich dwóch.
-Wiem,ale po prostu nie chcę.
Po tych słowach spojrzałem na swój telefon który za wibrował informując że dostałem wiadomość. Przeczesałem ręką swoje włosy i zacząłem czytać wiadomość od Miley.
"Jest robota, przyjedzcie za dwie godziny do garażu, powiem wam tak co macie zrobić :*"
Ta dziewczyna gra mi na nerwach.Ale musimy to zrobić, nie rozumiem jak jedna laska może tak nami manipulować.Mam nadzieję że tym razem obejdzie się bez rozlewu krwi.Tak cholernie nie znoszę tego robić.Pokazałem Bieberowi treść SMS'A, po przeczytaniu wziął głęboki oddech.Wstał i wyszedł na dwór zaczerpnąć świeżego powietrza, poszedłem za nim.Kiedyś z tym skończę, obaj skończymy, znajdziemy normalną pracę-wierzę w to...
* * * * *
Staliśmy pod umówionym miejscem i czekaliśmy na Miley, jednak za chwilę się pojawiła.Była ubrana w czarne obcisłe rurki, a na górze miała tylko białą bluzkę z napisem : " Sex,drugs and rap " Podeszła do nas i zaprowadziła do środka garażu, a właściwie opuszczonej magazynowi.W środku było dość ciemno, mogliśmy liczyć tylko na światło ulicznych lamp.
-Jest sprawa..-zaczęła, a "Cześć" nie łaska powiedzieć ?
-Mi też jest miło ciebie widzieć Miley-zaczął Justin.
-Nie wydurniaj się Bieber!- warknęła -Mam towar musicie go zawieść do gościa imieniem Ted,mieszka za miastem,dokładny adres macie na kartce.Kasa po robicie, tyle co zawsze.
Wręczyła nam kartkę z adresem i poszła.Zajebiście, jak ja nie zroszę rozwozić towaru... ale lepsze to niż zabójstwo, lub nękanie.Czuję się strasznie że to robię i to jest wyłącznie moja winna...
*Oczami Harrego*
Doszliśmy do naszej przyczepy, nie było nam tu w dwóch za wygodnie, ale lepiej tak niż spać pod gołym niebem...Byłem wściekły na Justina.Po co powiedział o tym wszystkim Megan !? Spojrzałem na niego, widziałem że szuka czegoś pod łóżkiem.Co on tam trzyma ? Może gazetki z gołymi laskami ? Kuźwa, nie lubię tego w sobie że akurat w takich sytuacjach ja myślę o laskach.
-Justin, możesz mi powiedzieć czemu kazałeś mi wychodzić z domu dziewczyn, i dlaczego powiedziałeś o tym Megan ?-wreszcie zapytałem.
-Stary, Vickie się dowiedziała...-powiedział i wyciągnął pudełko które miał pod łóżkiem i wyjął z niego jointa,po czym go zapalił.
-Kurwa, możesz jaśniej ?!
-Nie wiem jakim cudem, ale dostała dwa filmiki, wiesz te co dajemy zawsze Miley po robocie...-urwał i zaciągnął się.
-Nie pal teraz, albo się podziel.- syknąłem .
-A gdzie masz swoje ?
-Nie mam, wypaliłem ostatnio...
-Masz,ale oddajesz jak będziesz miał.-powiedział i poddał mi ostatniego którego miał w pudełku.
-To co powiedziałeś Victorii ? -zapytałem z czystej ciekawości.
-A co miałem powiedzieć ? Powiedziałem jej prawdę...
-Justin, przyznałeś się ?!
-A co miałem kurwa zrobić jak widziała mój tatuaż , wiedziała że to ja.
Wziąłem głęboki oddech, po czym zaciągnąłem się dymem. Siedziałem tak z Justinem dłużą chwilę dopóki nie skończyliśmy jarać. To było jedną z dwóch rzeczy które nas uspokajało.Jeśli Megan dowie się o tym jak zarabiam pieniądze nie odezwie się do mnie, ale pewnie już wie, Vickie jej wszystko powiedziała.W dodatku ona jest osobą która potrafi się na ciebie totalnie obrazić o narkotyki a co dopiero zabójstwo...Przecież ona się do mnie nie odezwie.Jestem skończony.
-Stary, ja nie chce zakończyć tej znajomości...-powiedział Justin,chowając twarz w dłonie.
-Uwierz, ja też,ale my nie możemy nic z tym zrobić,to zależy od nich dwóch.
-Wiem,ale po prostu nie chcę.
Po tych słowach spojrzałem na swój telefon który za wibrował informując że dostałem wiadomość. Przeczesałem ręką swoje włosy i zacząłem czytać wiadomość od Miley.
"Jest robota, przyjedzcie za dwie godziny do garażu, powiem wam tak co macie zrobić :*"
Ta dziewczyna gra mi na nerwach.Ale musimy to zrobić, nie rozumiem jak jedna laska może tak nami manipulować.Mam nadzieję że tym razem obejdzie się bez rozlewu krwi.Tak cholernie nie znoszę tego robić.Pokazałem Bieberowi treść SMS'A, po przeczytaniu wziął głęboki oddech.Wstał i wyszedł na dwór zaczerpnąć świeżego powietrza, poszedłem za nim.Kiedyś z tym skończę, obaj skończymy, znajdziemy normalną pracę-wierzę w to...
* * * * *
Staliśmy pod umówionym miejscem i czekaliśmy na Miley, jednak za chwilę się pojawiła.Była ubrana w czarne obcisłe rurki, a na górze miała tylko białą bluzkę z napisem : " Sex,drugs and rap " Podeszła do nas i zaprowadziła do środka garażu, a właściwie opuszczonej magazynowi.W środku było dość ciemno, mogliśmy liczyć tylko na światło ulicznych lamp.
-Jest sprawa..-zaczęła, a "Cześć" nie łaska powiedzieć ?
-Mi też jest miło ciebie widzieć Miley-zaczął Justin.
-Nie wydurniaj się Bieber!- warknęła -Mam towar musicie go zawieść do gościa imieniem Ted,mieszka za miastem,dokładny adres macie na kartce.Kasa po robicie, tyle co zawsze.
Wręczyła nam kartkę z adresem i poszła.Zajebiście, jak ja nie zroszę rozwozić towaru... ale lepsze to niż zabójstwo, lub nękanie.Czuję się strasznie że to robię i to jest wyłącznie moja winna...
środa, 29 stycznia 2014
Rozdział 14.
Nie wiedziałem co się dzieje,dlaczego płacze.Stała w drzwiach przez chwilę patrząc na mnie wzrokiem zabójcy.Nigdy jej nie widziałem żeby tak na kogoś patrzyła, a w szczególności na mnie.
-Wejdźcie.-powiedziała oschle.
Wszedłem z Harrym do środka. Hazza poszedł na górę poszukać i przywitać się z Megan. Usiadłem na kanapie i poklepałem na miejsce obok, dając znak aby Vicki usiadła obok mnie. Przewróciła oczami.Widziałem jak walczy aby się nie rozpłakać całkowicie . Teraz leciały jej tylko łzy. Chodziła po pokoju z miejsca na miejsc, a ja patrzyłem na nią jak głupek. Nie raz zawahała się, otwierała usta i chciała coś powiedzieć lecz nie robiła tego . W końcu postanowiłem nie obijać w bawełnę i dowiedzieć się dlaczego po mnie zadzwoniła .
-Sweetie, co się stało ?Dlaczego płaczesz ? -zapytałem i z niecierpliwością czekałem aż odpowie.
-Nie mów tak do mnie.- syknęła - Musisz mi coś wytłumaczyć,albo powiesz mi tą cholerną prawdę kim jesteś, albo możesz już opuścić ten dom i nigdy nie wracać...
-O co Ci chodzi ? - nie rozumiem jej, co mam jej powiedzieć !?
Nic nie powiedziała tylko chwyciła mnie za nadgarstek i pociągła za sobą. Szliśmy po schodach prosto do jej pokoju.Podniosła laptopa,który leżał na jej łóżku.Coś poklikała i pokazała mi jakiś filmik w którym wystarczyło kliknąć -play.Chwyciła moją rękę.Nie wiem co tu się do cholery dzieje.Podwinęła mój lewy rękaw od bluzy i spojrzała na jeden z tatuaży który miałem zaraz przy dłoni.
-Tak czułam...-powiedziała i przetarła łzę.
-Vickie...
-Justin, oglądnij to i mi wytłumacz o co w tym wszystkim chodzi.-przerwała mi.
Podała laptopa i kliknęła odtwarzanie.Już na początku wiedziałem co to za filmik, wiec nie musiałem go oglądać do końca. Skąd ona do cholery ma ten filmik ?! Od kogo ?! Ręce zaczęły mi się trząść. Ona nie powinna tego oglądać. Miała nie wiedzieć. Teraz się wszystko wyda. Jak dowiem się kto wysłał ten filmik zabiję go ! Wyrwała mi laptopa i włączyła kolejny. Nie ! Miałem ochotę zawołać Harrego i wyjść z tego budynku jak najszybciej, ale nie mogłem jej tak zostawić .Spojrzałem na Victorię stała i patrzyła na mnie swoimi mokrymi,niebieskimi oczyma od płaczu.
-Ja Ci to wszystko wytłumaczę.
-Ja mam nadzieję i mam nadzieję że nie będę dostawać tych filmików,nie wiem po co mi one.Harry ma coś z tym wspólnego ? Też go w to wmieszałeś ? Co pomaga Ci zabijać bezbronnych ludzi ? Kryminalista ! - nie mogła opanować emocji, trzęsła się i płakała .
-Ja...-wziąłem głęboki oddech .- Harry też ze mną, on też ich zabija, ale zrozum Vickie oni nie są bezbronni.
-Czyli co ? Walczycie przeciw złu-zaśmiała się ironicznie -chociaż w tym momencie mów prawdę.
-Zacznę od początku.-usiadłem na łóżku-Jak miałem pięć lal moja mama oddała mnie do domu dziecka, ponieważ nie miała pieniędzy na nasze utrzymanie.Poznałem tam Harrego,jego rodzice zginęli w wypadku i został sam. Zaraz potem zakolegowaliśmy się.Kiedyś uciekliśmy z placówki .Nie mieliśmy za co żyć i spotkaliśmy na swojej drodze Miley...Pomogła nam zarabiać ...
-Ale co robicie ? Dlaczego zabijacie ludzi, Justin to jest chore...
-Mamy działki i sprzedajemy je, jak ktoś jest nam dłużny pieniądze to... wiesz sama..
-Jesteście we dwóch ?
-Nie, jest jeszcze Tom , Josh i Greg.
-Że kto jest ?!
-No oni, nie lubię ich za bardzo...a co ?-zapytałem.
-Znam ich,że jeszcze nie odeszli z gangu...ale zresztą to nie zmienia faktu...Justin, wyjdź proszę, muszę sobie to poukładać.
-Czekaj,czekaj...Kurwa ! To są przecież filmiki które dajemy Miley.-chwyciłem się za głowę.
-Wy nagrywacie czyjeś śmierci? To jest nie normalne.
-Ale...to nie jest tak że my chcemy ich zabijać.
-Wyjdź proszę i weź ze sobą Harrego muszę porozmawiać z Megan.
-Musisz mnie zrozumieć!
-Muszę sobie to poukładać.
-Victoria, nie wyjdę, posłuchaj mnie do końca.
-Wyjdź.
-Kurwa !-przekląłem.Miałem ochotę uderzyć w coś, najbliżej miałem ścianę, lecz się pohamowałem, bo Vicki mogła by jeszcze uznać mnie za : zabójce który nie może się opanować .
Czułem jak wszystko się we mnie gotuje.Wyszedłem z jej pokoju nie mówiąc nic.Stanąłem w drzwiach i widziałem załamaną Vick siedzącą na łóżku, miałem ochotę do niej podejść i ją przytulić , ale... i tak by mnie wyrzuciła.Zszedłem na dół.Siedział tam Harry i Megan.
-Stary musimy iść.-rzuciłem .
-To idź,ja zostanę tu , dawno się nie widziałem z Megan.
-Powiedziałem idziemy !- krzyknąłem, byłem już mocno zdenerwowany .
-Nie będziesz mi rozkazywał!-wstał z kanapy.
-Megan...opowiadał Ci Harry o tym co widziałaś, bo pewnie widziałaś pierwszy filmik jaki dostała Vickie. Pochwaliłeś się Megan jakie to uczucie mieć na rękach cudzą krew !? -wybuchłem, byłem już tak wkurwiony że wygadałem wszystko.
-Że co !? Harry o czym mówi Justin ?
-Ja..ja..- jęknął.
-Harry, Vicki jej o wszystkim powie, chodź.-powiedziałem i pociągnąłem go w stronę drzwi.
-Przepraszam-powiedział Hazza opuszczając dom.
-Wejdźcie.-powiedziała oschle.
Wszedłem z Harrym do środka. Hazza poszedł na górę poszukać i przywitać się z Megan. Usiadłem na kanapie i poklepałem na miejsce obok, dając znak aby Vicki usiadła obok mnie. Przewróciła oczami.Widziałem jak walczy aby się nie rozpłakać całkowicie . Teraz leciały jej tylko łzy. Chodziła po pokoju z miejsca na miejsc, a ja patrzyłem na nią jak głupek. Nie raz zawahała się, otwierała usta i chciała coś powiedzieć lecz nie robiła tego . W końcu postanowiłem nie obijać w bawełnę i dowiedzieć się dlaczego po mnie zadzwoniła .
-Sweetie, co się stało ?Dlaczego płaczesz ? -zapytałem i z niecierpliwością czekałem aż odpowie.
-Nie mów tak do mnie.- syknęła - Musisz mi coś wytłumaczyć,albo powiesz mi tą cholerną prawdę kim jesteś, albo możesz już opuścić ten dom i nigdy nie wracać...
-O co Ci chodzi ? - nie rozumiem jej, co mam jej powiedzieć !?
Nic nie powiedziała tylko chwyciła mnie za nadgarstek i pociągła za sobą. Szliśmy po schodach prosto do jej pokoju.Podniosła laptopa,który leżał na jej łóżku.Coś poklikała i pokazała mi jakiś filmik w którym wystarczyło kliknąć -play.Chwyciła moją rękę.Nie wiem co tu się do cholery dzieje.Podwinęła mój lewy rękaw od bluzy i spojrzała na jeden z tatuaży który miałem zaraz przy dłoni.
-Tak czułam...-powiedziała i przetarła łzę.
-Vickie...
-Justin, oglądnij to i mi wytłumacz o co w tym wszystkim chodzi.-przerwała mi.
Podała laptopa i kliknęła odtwarzanie.Już na początku wiedziałem co to za filmik, wiec nie musiałem go oglądać do końca. Skąd ona do cholery ma ten filmik ?! Od kogo ?! Ręce zaczęły mi się trząść. Ona nie powinna tego oglądać. Miała nie wiedzieć. Teraz się wszystko wyda. Jak dowiem się kto wysłał ten filmik zabiję go ! Wyrwała mi laptopa i włączyła kolejny. Nie ! Miałem ochotę zawołać Harrego i wyjść z tego budynku jak najszybciej, ale nie mogłem jej tak zostawić .Spojrzałem na Victorię stała i patrzyła na mnie swoimi mokrymi,niebieskimi oczyma od płaczu.
-Ja Ci to wszystko wytłumaczę.
-Ja mam nadzieję i mam nadzieję że nie będę dostawać tych filmików,nie wiem po co mi one.Harry ma coś z tym wspólnego ? Też go w to wmieszałeś ? Co pomaga Ci zabijać bezbronnych ludzi ? Kryminalista ! - nie mogła opanować emocji, trzęsła się i płakała .
-Ja...-wziąłem głęboki oddech .- Harry też ze mną, on też ich zabija, ale zrozum Vickie oni nie są bezbronni.
-Czyli co ? Walczycie przeciw złu-zaśmiała się ironicznie -chociaż w tym momencie mów prawdę.
-Zacznę od początku.-usiadłem na łóżku-Jak miałem pięć lal moja mama oddała mnie do domu dziecka, ponieważ nie miała pieniędzy na nasze utrzymanie.Poznałem tam Harrego,jego rodzice zginęli w wypadku i został sam. Zaraz potem zakolegowaliśmy się.Kiedyś uciekliśmy z placówki .Nie mieliśmy za co żyć i spotkaliśmy na swojej drodze Miley...Pomogła nam zarabiać ...
-Ale co robicie ? Dlaczego zabijacie ludzi, Justin to jest chore...
-Mamy działki i sprzedajemy je, jak ktoś jest nam dłużny pieniądze to... wiesz sama..
-Jesteście we dwóch ?
-Nie, jest jeszcze Tom , Josh i Greg.
-Że kto jest ?!
-No oni, nie lubię ich za bardzo...a co ?-zapytałem.
-Znam ich,że jeszcze nie odeszli z gangu...ale zresztą to nie zmienia faktu...Justin, wyjdź proszę, muszę sobie to poukładać.
-Czekaj,czekaj...Kurwa ! To są przecież filmiki które dajemy Miley.-chwyciłem się za głowę.
-Wy nagrywacie czyjeś śmierci? To jest nie normalne.
-Ale...to nie jest tak że my chcemy ich zabijać.
-Wyjdź proszę i weź ze sobą Harrego muszę porozmawiać z Megan.
-Musisz mnie zrozumieć!
-Muszę sobie to poukładać.
-Victoria, nie wyjdę, posłuchaj mnie do końca.
-Wyjdź.
-Kurwa !-przekląłem.Miałem ochotę uderzyć w coś, najbliżej miałem ścianę, lecz się pohamowałem, bo Vicki mogła by jeszcze uznać mnie za : zabójce który nie może się opanować .
Czułem jak wszystko się we mnie gotuje.Wyszedłem z jej pokoju nie mówiąc nic.Stanąłem w drzwiach i widziałem załamaną Vick siedzącą na łóżku, miałem ochotę do niej podejść i ją przytulić , ale... i tak by mnie wyrzuciła.Zszedłem na dół.Siedział tam Harry i Megan.
-Stary musimy iść.-rzuciłem .
-To idź,ja zostanę tu , dawno się nie widziałem z Megan.
-Powiedziałem idziemy !- krzyknąłem, byłem już mocno zdenerwowany .
-Nie będziesz mi rozkazywał!-wstał z kanapy.
-Megan...opowiadał Ci Harry o tym co widziałaś, bo pewnie widziałaś pierwszy filmik jaki dostała Vickie. Pochwaliłeś się Megan jakie to uczucie mieć na rękach cudzą krew !? -wybuchłem, byłem już tak wkurwiony że wygadałem wszystko.
-Że co !? Harry o czym mówi Justin ?
-Ja..ja..- jęknął.
-Harry, Vicki jej o wszystkim powie, chodź.-powiedziałem i pociągnąłem go w stronę drzwi.
-Przepraszam-powiedział Hazza opuszczając dom.
czwartek, 23 stycznia 2014
Rozdział 13
"Powinnaś wiedzieć kim jest twój chłopak...
~YFS"
Jaki kurw.. chłopak ?! Nie mam chłopaka... Coś mi tu się wydaje podejrzane.Muszę się dowiedzieć o co chodzi z tymi zabójstwami i po co mi to wysyła/wysyłają.Jedyną moją nadzieją na rozszyfrowanie prawdy jest "YFS" Chociaż nie wiem kto to...Gdyby tak logicznie pomyśleć najpierw był "YF" ale to był Justin i Harry, to jest pewne, ale teraz jest "YFS", może oni robią sobie jaja i wysyłają mi takie filmiki? Ale... nie wydaje mi się.Nie ważne, muszę się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi!
"Nie mam chłopaka... Kim jesteś !? Odpowiedz."
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź...
"A to nie twój chłopak... myślałem. Hahaha, nie powiem Ci kim jestem... Radzę Ci obejrzeć filmik po raz kolejny i zobaczyć na rękę trzymającą nóż... Jak się nie domyślisz kto to tak pięknie zabija , to będziesz na prawdę głupia.Powodzenia w rozszyfrowaniu...
~YFS"
Przeczytałam wiadomość i postanowiłam że obejrzę filmik po raz kolejny. Starałam się nie parzyć na nóż wbijający się w szyję obcego mi człowieka.Zaraz, zaraz...poznaję ten tatuaż...Nie,nie to nie może być prawda.To nie może być kurwa prawda.Opadłam bez silnie na podłogę.Czułam jak łza spływa mi po policzku , a następnie kolejna...
-Nie! To nie on ! To nie może być on ! -krzyczałam leżąc na zimnych panelach podłogowych.
Usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju się otwierają , lecz nie spojrzałam w ich stronę.Pewnie Megan przyszła sprawdzić czemu krzyczę.Skulona, patrzyłam na podłogę...
-Megan...potrzebuję Cię...proszę-wyjąkałam.
-Co się stało ? -podeszła.
-Ja mu zaufałam... ja zaufałam zabójcy.-przed słowem "zabójca" przełknęłam ślinę.
-Jak!? Ale...
-Meg...-powiedziałam przez łzy i rzuciłam się jej na szyję.
Nie mam siły. Myślałam że Justin, że on... że można mu zaufać, ale się myliłam. Powiedziałam mu moją najgorszą przyszłość, dałam mu się całować, zakochałam się w nim.A on ?! On się okazał zabójcą.A może to nie on? Jeden tatuaż nic nie znaczy... ja nie wytrzymam muszę z nim pogadać.Oszaleję za raz ! Ręce mi się trzęsą.Ledwo co wybrałam numer.Pierwszy sygnał,drugi,trzeci...
-Hallo ?- usłyszałam ochrypnięty głos Justina.
-Cz..cześć.-wykrztusiłam
-Stało się coś? Mam przyjechać ?
-Tak...będę czekać.
-Dobrze zaraz będę.
*Oczami Justina*
Zdziwił mnie telefon od Vickie... Coś się stało, czuję to.Martwię się o nią...Zaufała mi i nie mogę teraz tego zniszczyć.Zaraz zawołałem Harrego i spytałem czy idzie ze mną, pogada z Megan, zgodził się.Wyszliśmy i szliśmy w kierunku domu Meg i Vick.
-Justin , stary , jak myślisz czemu Vicki zadzwoniła ? -zapytał Hazza.
-Nie mam pojęcia , ale jak chodzi o Megan to z nią pogadasz?
-A co się stało z nimi ?
-Pokłóciły się...
-One ?! To coś musi byś na rzeczy...
Zadzwoniłem do drzwi w których zaraz pojawiła się płacząca Victoria.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak was przepraszam, że nie dodawałam tak długo postów , ale byłam chora i musiałam poprawiać oceny... Jeszcze raz PRZEPRASZAM
~YFS"
Jaki kurw.. chłopak ?! Nie mam chłopaka... Coś mi tu się wydaje podejrzane.Muszę się dowiedzieć o co chodzi z tymi zabójstwami i po co mi to wysyła/wysyłają.Jedyną moją nadzieją na rozszyfrowanie prawdy jest "YFS" Chociaż nie wiem kto to...Gdyby tak logicznie pomyśleć najpierw był "YF" ale to był Justin i Harry, to jest pewne, ale teraz jest "YFS", może oni robią sobie jaja i wysyłają mi takie filmiki? Ale... nie wydaje mi się.Nie ważne, muszę się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi!
"Nie mam chłopaka... Kim jesteś !? Odpowiedz."
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź...
"A to nie twój chłopak... myślałem. Hahaha, nie powiem Ci kim jestem... Radzę Ci obejrzeć filmik po raz kolejny i zobaczyć na rękę trzymającą nóż... Jak się nie domyślisz kto to tak pięknie zabija , to będziesz na prawdę głupia.Powodzenia w rozszyfrowaniu...
~YFS"
Przeczytałam wiadomość i postanowiłam że obejrzę filmik po raz kolejny. Starałam się nie parzyć na nóż wbijający się w szyję obcego mi człowieka.Zaraz, zaraz...poznaję ten tatuaż...Nie,nie to nie może być prawda.To nie może być kurwa prawda.Opadłam bez silnie na podłogę.Czułam jak łza spływa mi po policzku , a następnie kolejna...
-Nie! To nie on ! To nie może być on ! -krzyczałam leżąc na zimnych panelach podłogowych.
Usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju się otwierają , lecz nie spojrzałam w ich stronę.Pewnie Megan przyszła sprawdzić czemu krzyczę.Skulona, patrzyłam na podłogę...
-Megan...potrzebuję Cię...proszę-wyjąkałam.
-Co się stało ? -podeszła.
-Ja mu zaufałam... ja zaufałam zabójcy.-przed słowem "zabójca" przełknęłam ślinę.
-Jak!? Ale...
-Meg...-powiedziałam przez łzy i rzuciłam się jej na szyję.
Nie mam siły. Myślałam że Justin, że on... że można mu zaufać, ale się myliłam. Powiedziałam mu moją najgorszą przyszłość, dałam mu się całować, zakochałam się w nim.A on ?! On się okazał zabójcą.A może to nie on? Jeden tatuaż nic nie znaczy... ja nie wytrzymam muszę z nim pogadać.Oszaleję za raz ! Ręce mi się trzęsą.Ledwo co wybrałam numer.Pierwszy sygnał,drugi,trzeci...
-Hallo ?- usłyszałam ochrypnięty głos Justina.
-Cz..cześć.-wykrztusiłam
-Stało się coś? Mam przyjechać ?
-Tak...będę czekać.
-Dobrze zaraz będę.
*Oczami Justina*
Zdziwił mnie telefon od Vickie... Coś się stało, czuję to.Martwię się o nią...Zaufała mi i nie mogę teraz tego zniszczyć.Zaraz zawołałem Harrego i spytałem czy idzie ze mną, pogada z Megan, zgodził się.Wyszliśmy i szliśmy w kierunku domu Meg i Vick.
-Justin , stary , jak myślisz czemu Vicki zadzwoniła ? -zapytał Hazza.
-Nie mam pojęcia , ale jak chodzi o Megan to z nią pogadasz?
-A co się stało z nimi ?
-Pokłóciły się...
-One ?! To coś musi byś na rzeczy...
Zadzwoniłem do drzwi w których zaraz pojawiła się płacząca Victoria.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak was przepraszam, że nie dodawałam tak długo postów , ale byłam chora i musiałam poprawiać oceny... Jeszcze raz PRZEPRASZAM
wtorek, 7 stycznia 2014
Rozdział 12.
Mogłam się spodziewać takiej reakcji.Jeśli ktoś z jej otoczenia zrobił coś w życiu co ona uważa za " totalną głupotę znaną ludzkości " ona go wykreśla.Mam nadzieję że mnie zrozumie,że zrozumie że każdy popełnia błędy...Jest dla mnie ważna i nie chcę jej stracić przez to że w przeszłości zrobiłam coś co teraz żałuję...Wstałam z kanapy i poszłam do góry, muszę z nią porozmawiać.Drzwi do jej pokoju były uchylone, otworzyłam.Stała i patrzyła się w okno, a jak usłyszała że wchodzę do pokoju gwałtownie się odwróciła.
-Czego !? -warknęła .
-Megan.. ja...
-Nie chcę z tobą gadać.
Szybkim krokiem ominęła mnie i wyszła z pokoju, szłam za nią,widziałam tylko tyle że schodzi ze schodów i wychodzi z domu."No zajebiście!"-krzyknęłam i padłam na podłogę.Poszła sobie...Najlepiej tak, nie chce ze mną pogadać tylko ucieka.Poszłam na dół, do kuchni,muszę ochłonąć...Nalałam sobie zimnej wody i usiadłam w salonie.Spojrzałam na zegar,jest 20;30, gdzie Megan poszła o tej porze ? Włączyłam telewizor, nie umiem siedzieć sama w domu w ciszy... Boję się wtedy.Tak,z pewnością będę oglądać wiadomości...Przełączyłam na pierwszy lepszy film, ale i tak nie oglądałam , chodziłam w kółko po pokoju. Po jakimś czasie usłyszałam jak otwierają się drzwi, ze strachu cofnęłam się do tyłu, ujrzałam w nich Megan.Uff... czekaj, czekaj, to przez ten cały czas do domu ktoś mógł wejść...dobra , nie ważne. Meg, uciekała od mojego spojrzenia, a jak chciałam jej coś powiedzieć to nie chciała mnie słuchać.Nie miałam już siły i poszłam do łóżka.
* * * * *
Wow... pierwszy raz od paru dni nie miałam jakiegoś chorego snu...Jeszcze wczesna godzina, a nie chce mi się już spać.Wzięłam laptopa który leżał mi pod łóżkiem, no to tak :facebook w pierwszej kolejności.Okej, jeszcze poczta.O wiadomość!
" Masz mocne nerwy,skarbie ? Taa... i tak zobaczysz.Haha,głupia ty że się w to plątasz...
~ FYS"
Filmik...Vicki, idiotko nie sprawdzaj tego! A jak tam jest coś ważnego... Nie znoszę walczyć z samym sobą, i po raz kolejny ciekawość wzięła górę...Ciemno,znowu nie wyraźny obraz.Ktoś siedzi na krześle, albo nie...on jest przywiązany do tego krzesła.Ma zaklejoną twarz. Nie ! Znowu nóż...to ostrze, świeci się pod światło które pada, najprawdopodobniej z okna.Zbliża się do twarzy uwięzionego człowieka.Nagle jego twarz jest czymś polewana, jakąś wodą, krztusi się.Ostrze zbliża się go jego krtani, a następnie zatapia się w niej.Nóż powoli jest przeciągany po całej długości szyi.Krew leje się strumieniami, spływając w dół.Ostre narzędzie zostaje wysunięte z gardła człowieka.Słychać jak ktoś odpala zapałkę a następnie rzuca ją w stronę ciała na krześle,które zaczyna się palić.Koniec. Bosz, po co mi te zasrane filmiki!? Po co ja je oglądam !? Czuję spływającą łzę po moim policzku.Płaczę,bo widzę czyjąś śmierć, nie wiem z jakich powodów... To jest straszne.Odpisze mu! Muszę się dowiedzieć kto to...
"Kim jesteś ?! Czego chcesz i po co mi to wysyłasz !?
~YFS "
Po jakimś czasie usłyszałam dźwięk,który oznacza że dostałam wiadomość....
-Czego !? -warknęła .
-Megan.. ja...
-Nie chcę z tobą gadać.
Szybkim krokiem ominęła mnie i wyszła z pokoju, szłam za nią,widziałam tylko tyle że schodzi ze schodów i wychodzi z domu."No zajebiście!"-krzyknęłam i padłam na podłogę.Poszła sobie...Najlepiej tak, nie chce ze mną pogadać tylko ucieka.Poszłam na dół, do kuchni,muszę ochłonąć...Nalałam sobie zimnej wody i usiadłam w salonie.Spojrzałam na zegar,jest 20;30, gdzie Megan poszła o tej porze ? Włączyłam telewizor, nie umiem siedzieć sama w domu w ciszy... Boję się wtedy.Tak,z pewnością będę oglądać wiadomości...Przełączyłam na pierwszy lepszy film, ale i tak nie oglądałam , chodziłam w kółko po pokoju. Po jakimś czasie usłyszałam jak otwierają się drzwi, ze strachu cofnęłam się do tyłu, ujrzałam w nich Megan.Uff... czekaj, czekaj, to przez ten cały czas do domu ktoś mógł wejść...dobra , nie ważne. Meg, uciekała od mojego spojrzenia, a jak chciałam jej coś powiedzieć to nie chciała mnie słuchać.Nie miałam już siły i poszłam do łóżka.
* * * * *
Wow... pierwszy raz od paru dni nie miałam jakiegoś chorego snu...Jeszcze wczesna godzina, a nie chce mi się już spać.Wzięłam laptopa który leżał mi pod łóżkiem, no to tak :facebook w pierwszej kolejności.Okej, jeszcze poczta.O wiadomość!
" Masz mocne nerwy,skarbie ? Taa... i tak zobaczysz.Haha,głupia ty że się w to plątasz...
~ FYS"
Filmik...Vicki, idiotko nie sprawdzaj tego! A jak tam jest coś ważnego... Nie znoszę walczyć z samym sobą, i po raz kolejny ciekawość wzięła górę...Ciemno,znowu nie wyraźny obraz.Ktoś siedzi na krześle, albo nie...on jest przywiązany do tego krzesła.Ma zaklejoną twarz. Nie ! Znowu nóż...to ostrze, świeci się pod światło które pada, najprawdopodobniej z okna.Zbliża się do twarzy uwięzionego człowieka.Nagle jego twarz jest czymś polewana, jakąś wodą, krztusi się.Ostrze zbliża się go jego krtani, a następnie zatapia się w niej.Nóż powoli jest przeciągany po całej długości szyi.Krew leje się strumieniami, spływając w dół.Ostre narzędzie zostaje wysunięte z gardła człowieka.Słychać jak ktoś odpala zapałkę a następnie rzuca ją w stronę ciała na krześle,które zaczyna się palić.Koniec. Bosz, po co mi te zasrane filmiki!? Po co ja je oglądam !? Czuję spływającą łzę po moim policzku.Płaczę,bo widzę czyjąś śmierć, nie wiem z jakich powodów... To jest straszne.Odpisze mu! Muszę się dowiedzieć kto to...
"Kim jesteś ?! Czego chcesz i po co mi to wysyłasz !?
~YFS "
Po jakimś czasie usłyszałam dźwięk,który oznacza że dostałam wiadomość....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)